Być jak TISZA. Koalicja Obywatelska marzy o większości konstytucyjnej

Pomysł wspólnej listy ugrupowań na lewo od Prawa i Sprawiedliwości nie jest nowy. Wraca od kilku lat przed wyborami parlamentarnymi. W ostatnią sobotę po raz kolejny zgłosił go premier Donald Tusk. – Węgierskie doświadczenie pokazuje jeszcze jedno: jeśli naszym przyjaciołom uda się zakończyć ten koszmar orbanowski, to także dlatego, że partie polityczne zrozumiały, że w najważniejszej sprawie muszą być razem. Tam nie zabrało wyobraźni praktycznie nikomu po stronie demokratycznej, aby umieć poświęcić także własne ambicje i interesy po to, żeby wygrać w tej kwestii najważniejszej – mówił szef rządu na posiedzeniu Rady Krajowej KO. – Koalicja Obywatelska będzie zawsze otwarta na każdą propozycję współpracy, także w wyborach z naszymi demokratycznymi partnerami w koalicji rządowej – dodał Tusk.

„Orbanowski koszmar”, jak 16-letnie rządy Viktora Orbána, określił polski premier, rzeczywiście się kończy.  Opozycyjnej partii TISZA Pétera Magyara udało się zdobyć w niedzielę aż dwie trzecie mandatów w węgierskim parlamencie, co pozwala na przeprowadzenie głębokich zmian w kraju. Węgierski patent na zwycięstwo był jednak nietypowy – tam część ugrupowań opozycyjnych wycofała się z wyborów, popierając formację Magyara.

Wygrać jak TISZA

Z rozmów z politykami KO wynika, iż w propozycji Tuska chodzi raczej o budowę wspólnej listy i to najchętniej pod szyldem Koalicji Obywatelskiej. – Pomysł jednej, wspólnej, szerokiej listy jest absolutnie realny i uważam, że powinien być brany pod uwagę. Dlatego premier Donald Tusk jeszcze w sobotę powiedział, że będzie do samego końca czekał na koalicjantów i decyzję w sprawie ewentualnego wspólnego startu – mówi nam europoseł Dariusz Joński, który w weekend pojechał do Budapesztu na zaproszenie mniejszości polskiej na Węgrzech. – Jak pokazują Węgry, to jest możliwe, ale nie chodzi wyłącznie o zwycięstwo nad PiS – tu chodzi o to, że możemy mieć dwie trzecie parlamentu, a to dawałoby szansę na odrzucanie weta Nawrockiego – przekonuje polityk.

Sondaże, które badają różne warianty startu obecnej koalicji rządzącej w przyszłorocznych wyborach, nie są jednoznaczne w tej sprawie. Żaden nie daje jej jednak szans na konstytucyjną większość. Sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej z października zeszłego roku pokazał, iż wspólna lista KO, Lewicy, Polski 2050 i PSL mogłaby liczyć na 46,7 proc. i 235 mandatów w Sejmie. W wariancie oddzielnego startu wszystkich czterech partii, KO otrzymałaby 38,1 proc., natomiast jej koalicjanci nie przekroczyliby progu wyborczego. Znacznie mniej korzystny dla obecnego obozu rządowego był grudniowy sondaż Opinia24 dla „Gazety Wyborczej”. W nim również mniejsze partie nie przekraczały progu wyborczego, ale także opcja ewentualnej wspólnej listy (39,3 proc. poparcia) nie gwarantowała utrzymania władzy (tylko 217 mandatów w Sejmie; większość zdobywały partie prawicowe: PiS i dwie Konfederacje).

Wspólna lista być może, chociaż…

To m.in. z powodu takich prognoz sceptyczni są niektórzy nasi rozmówcy z pozostałych partii koalicyjnych. – Każda partia polityczna musi być gotowa na samodzielny start, ale każda partia polityczna powinna też rozważać różne scenariusze, a jeśli ktokolwiek myśli, że jeden do jednego można przełożyć sytuację węgierską na polską, to nie, tak się nie da – mówi wiceszef Nowej Lewicy Tomasz Trela. I przypomina, że już raz tego typu szeroka lista Koalicji Europejskiej z udziałem KO, lewicy i PSL powstała, przed wyborami do europarlamentu w 2019 r., i wówczas, mimo dobrego wyniku KE, wygrało Prawo i Sprawiedliwość. – Może być tak, że będzie jedna lista, ale nie zdobędziemy 231 czy 232 mandatów. Wtedy nie będziemy też mieć żadnego partnera koalicyjnego. To również trzeba brać pod uwagę – zaznacza Trela.

Szef klubu Centrum (formacji, która powstała po odejściu grupy posłów z Polski 2050) Mirosław Suchoń przyznaje, iż formuła jednej listy to scenariusz, który jego formacja bierze pod uwagę. Drugi to start w ramach trzech bloków: centrowego (z udziałem Centrum, PSL oraz samorządowców z partii Nowa Polska), lewicowego (Nowa Lewica, Razem, ewentualnie z Polską 2050) oraz Koalicji Obywatelskiej. – Ale myślę, że decyzje w tej sprawie wszyscy będą podejmować wiosną przyszłego roku – zastrzega Suchoń.

Polska 2050 i PSL nie chcą wspólnej listy

Wariant wspólnej listy stanowczo odrzucają politycy PSL i Polski 2050. – Rząd jednej listy to rząd jednej myśli, a jedna myśl to marazm. Marazmem nigdy w życiu nie wygramy demokracji – przekonuje liderka partii, ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. – Nie zamierzamy się zapisywać do Koalicji Obywatelskiej i na pewno w najbliższych wyborach nie będziemy startować z list KO – dodaje z kolei poseł Kamil Wnuk.

Choć oficjalnie politycy Polski 2050 nie chcą mówić o ewentualnych scenariuszach przedwyborczych, to w kuluarach sejmowych od jakiegoś czasu słychać o ewentualnym wspólnym starcie z partią Razem.

Do samodzielnego startu przygotowuje się Polskie Stronnictwo Ludowe, choć jak podkreśla szef klubu PSL Krzysztof Paszyk, jego ugrupowanie jest też otwarte na współpracę z innymi. – Samodzielny start nie przekreśla otwarcia list PSL na środowiska, które podzielają nasze spojrzenie na różne sfery życia w naszym kraju – deklaruje Paszyk w rozmowie z Gazeta.pl.

Ludowcy wariant wspólnej listy na razie odrzucają. Niedawno pojawiły się za to spekulacje o możliwej współpracy z b. premierem Mateuszem Morawieckim, gdyby ten został wykluczony z PiS. Były szef rządu wystąpił niedawno na wspólnej konferencji z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem w Jasionce i zadeklarował poparcie dla projektu PSL, dotyczącego finansowania armii (w zamyśle ludowców ma on poprawić prezydencki projekt ws. tzw. SAFE zero procent). – Jedna rozmowa, debata Władysława Kosiniaka-Kamysza z byłym premierem Mateuszem Morawieckim nie oznacza jeszcze wspólnej listy czy budowania koalicji – zapewnił kilka dni temu minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL.

Będzie szansa na utrzymanie władzy?

W Koalicji Obywatelskiej panuje natomiast przekonanie, że o ile PSL raczej nie przystąpi do koncepcji wspólnej listy, to tego typu projekt powstanie w przyszłym roku z udziałem Nowej Lewicy i Centrum. – Wówczas pewnie Razem, może też z Polską 2050 przekroczy próg wyborczy – mówi polityk KO.

Taki scenariusz, zdaniem naszych rozmówców z KO, dawałby nadzieję na to, że partia Donalda Tuska miałaby ewentualnie z kim tworzyć rząd i nie byłaby skazana na ewentualne rozmowy z Konfederacją.

Udział