Położona w sercu Beskidu Wyspowego Laskowa słynie z turystyki oraz wielopokoleniowej tradycji uprawy i suszenia śliwek. Choć od warszawskiego Sejmu dzieli ją ponad 350 kilometrów, na politycznej mapie Polski zajmuje miejsce szczególne. Miejscowość uważana jest za jeden z bastionów Prawa i Sprawiedliwości.
W wyborach parlamentarnych w 2019 r. ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego uzyskało tu 81,75 proc. poparcia, a cztery lata później 68,97 proc. Odwiedziliśmy Laskową z pytaniami o rozłam na prawicy. Chcieliśmy sprawdzić, czy wydarzenia, o których głośno w mediach, budzą jakiekolwiek emocje wśród tutejszych wyborców.
Zarzewiem obecnego konfliktu na prawicy stało się powołanie przez Mateusza Morawieckiego stowarzyszenia Rozwój Plus i założenie nowego klubu poselskiego w parlamencie, w którym miejsce znalazło 40 posłów i senator, wszyscy związani dotychczas z Prawem i Sprawiedliwością.
Bastion PiS. To ludzie mówią o rozłamie
– Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o władzę i pieniądze. Proszę pana, mam wrażenie, że my tym politykom jesteśmy potrzebni tylko wtedy, gdy trzeba iść zagłosować – mówi Witold, którego spotykam w centrum miejscowości, niedaleko kwiaciarni.
Zanim zaczynamy właściwą rozmowę, pokazuję mu wydrukowane logo nowego stowarzyszenia.
– Z niczym mi się to nie kojarzy – przyznaje. O samym rozłamie mówi niewiele, bo „przecież i tak nie ma na to wpływu”. Chętniej przechodzi do realiów dnia codziennego: – Jedzenie coraz droższe, paliwo też, a pieniędzy w portfelu nie przybywa.
Zanim się rozstaniemy, pokazuję mu jeszcze dwa zdjęcia: Ryszarda Terleckiego i Andrzeja Guta-Mostowego. Obaj startowali z tutejszego okręgu wyborczego. Na tego pierwszego w Laskowej zagłosowało w ostatnich wyborach blisko 30 proc. wyborców PiS, na drugiego – niespełna 2 proc. Dziś obaj dołączyli do stowarzyszenia Morawieckiego.
– To Terlecki też tam idzie? Myślałem, że on jest przyjacielem Kaczyńskiego – dziwi się Witold.
Dla Marty, którą spotykamy na przystanku autobusowym w stronę Krakowa, rozłam jest czymś abstrakcyjnym. – Głosowałam na PiS, ale tu wszyscy głosujemy na prawicę – tłumaczy. – Dla mnie te ich spory są niezrozumiałe, skoro ktoś startował z takiej, a takiej partii to powinien w niej zostać – mówi.
– A gdyby wybory do Sejmu odbyły się teraz, to na kogo oddałaby pani głos? – pytam.
– Ani na PiS, ani na Morawieckiego. Jestem nimi rozczarowana, kłócą się między sobą, a ludzi nie słuchają. Teraz to na Konfederację bym zagłosowała. Jest tam dużo młodych, lepiej rozumieją obecne czasy – ocenia.
Pokazuje jej te same zdjęcia co Witoldowi. Nie rozpoznaje ani Terleckiego, ani Guta-Mostowego.
Ważniejszy festiwal niż polityka
Bartosz o rozłamie nie ma nic do powiedzenia. – Tutaj nikt polityką u nas nie żyje. W ten weekend mamy festiwal śliwki i to jest wydarzenie, którym żyją mieszkańcy – mówi.
Jego słowa potwierdza Stanisław, starszy mężczyzna o siwych włosach, którego spotykam niedaleko miejscowego kościoła.
– Festiwal to dla nas bardzo ważna sprawa i jedno z najważniejszych wydarzeń w Beskidzie. Niech pan zostanie na weekend! Nasze panie przygotują mnóstwo potraw i wypieków na bazie śliwek, które będzie można skosztować. Nie pożałuje pan – przekonuje.

Stanisław o rozłamie słyszał w telewizji. Nie wnika jednak w to, kto ma rację, ale swoje zdanie ma. – Ten Morawiecki to premierem został tylko dzięki Kaczyńskiemu, powinien być mu wdzięczny. Gdyby nie prezes, to Morawiecki byłby nikim w polityce – mówi.
– A gdyby miał pan dać jedną radę Kaczyńskiemu i Morawieckiemu, to jaka by ona była? – pytam.
– Żeby siedli przy stole i porozmawiali jak mężczyźni – mówi po chwili zastanowienia.
Michał, młody mężczyzna, którego też spotykam niedaleko kościoła żadnej rady dla polityków nie ma. O zamieszaniu na prawicy słyszał niewiele. – Ja na Konfederację będę głosować. PiS to partia dla moich dziadków, ale to inne pokolenie jest.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl













