
– Błędne uwagi Stanów Zjednoczonych stanowią zniekształcenie faktów historycznych, szkalowanie chińskiego systemu politycznego i ścieżki rozwoju oraz ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin – oświadczyła rzeczniczka MSZ w Pekinie Mao Ning w czwartek 4 czerwca podczas briefingu prasowego. – Wzywamy stronę amerykańską, by przestała ingerować w wewnętrzne sprawy Chin pod pretekstem demokracji i praw człowieka – dodała.
Marco Rubio: Komunistyczna Partia Chin nakazała wojsku zaatakować tysiące osób
W wydanym dzień wcześniej oświadczeniu szef amerykańskiej dyplomacji napisał, że świat pamięta, jak Komunistyczna Partia Chin „nakazała wojsku zaatakować tysiące demonstrujących pokojowo osób”. „Życie stracili chińscy studenci, robotnicy i inni cywile, którzy zgromadzili się, by korzystać ze swoich praw i żądać demokratycznych reform oraz rozliczenia winnych korupcji (…). Żadna cenzura nie wymaże przeszłości. Ci, którzy poświęcili się, by bronić niezbywalnych praw do wolności słowa, pewnego dnia doczekają się sprawiedliwości” – napisał Rubio.
Masakra na Placu Tiananmen
W nocy z 3 na 4 czerwca 1989 r. chińska armia otworzyła ogień do tysięcy studentów i robotników domagających się demokratycznych reform w kraju. Według niezależnych szacunków zginęło wtedy od kilkuset do kilku tysięcy bezbronnych osób. Komunistyczne władze w Pekinie nigdy nie wzięły na siebie odpowiedzialności za spacyfikowanie demonstrantów i tępią wszelką publiczną dyskusję na ten temat.
Przed tegoroczną rocznicą pekińskie Biuro Bezpieczeństwa Publicznego po raz pierwszy od ponad trzech dekad całkowicie zabroniło członkom grupy Matki z Tiananmen, zrzeszającej rodziny ofiar z 1989 r., wstępu na cmentarz Wan’an, by opłakać zabitych bliskich – poinformował w środę portal Radia Wolna Azja.
Również w Hongkongu, gdzie co roku tłumy ludzi gromadziły się na czuwaniu przy świecach, po narzuceniu przez Pekin tzw. ustawy o bezpieczeństwie narodowym zakazano wszelkich form upamiętniania ofiar masakry.
Z Pekinu Krzysztof Pawliszak (PAP)









