
-
Chiny coraz agresywniej naciskają na przejęcie Tajwanu, a wyspa zwiększa wydatki na zbrojenia i przygotowuje się na możliwość konfliktu.
-
Tajwan wzmacnia swoje siły obronne, kupując nowoczesne uzbrojenie od Stanów Zjednoczonych oraz rozwijając własne systemy obrony powietrznej.
-
Społeczeństwo tajwańskie, zwłaszcza młode pokolenie, coraz otwarciej deklaruje gotowość walki, nawet za cenę życia, przeciwko przyłączeniu wyspy do Chin.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
To jeden z najbardziej niewygodnych tematów w polityce międzynarodowej. Czy, kiedy i jak Chińska Republika Ludowa będzie chciała przejąć kontrolę nad Tajwanem, który przez chińskie władze określany był mianem „zbuntowanej prowincji” Chin.
Jeszcze kilka lat temu pytania o ewentualną chińską agresję na Tajwan poważni eksperci zajmujący się Cieśniną Tajwańską traktowali jak próbę przyciągnięcia uwagi niepotrzebną sensacją. W maju 2021 roku brytyjski „The Economist” okładką, w której nad mapą radarową z konturem Tajwanu pojawił się tytuł „Najbardziej niebezpieczne miejsce na ziemi” włożył kij w mrowisko.
Kolejne lata przyniosły znaczne zwiększenie chińskiej obecności wojskowej wokół wyspy. Ostatnie dni – konfrontacyjne deklaracje przywódców Chin i Tajwanu, które nie powinny pozostawiać złudzeń co do tego, że świat zmierza ku konfrontacji, potencjalnie mogącej być początkiem konfliktu o skali wychodzącej poza region Azji.
Choć stanowiska obecnych chińskich władz i tajwańskich – trzeba wyraźne podkreślić – są powszechnie znane i nie uległy zmianie, to zaostrzenie retoryki i sekwencja zdarzeń powinny skłonić do myślenia.
Chiny coraz agresywniej reagują na wszelkie próby wciągnięcia „kwestii Tajwanu” (z punktu widzenia chińskich władz – będącej „wewnętrzną sprawą Chin”) na międzynarodowe wody.
Tajwan natomiast szuka sprzymierzeńców na arenie międzynarodowej, zbroi się na potęgę, a wśród młodego pokolenia pojawiają się deklaracje mrożące krew w żyłach – prędzej umrę, niż zostanę obywatelem Chin.
Tajwan przeznaczy rekordowe sumy na zbrojenia
Prezydent Tajwanu William Lai ogłosił właśnie przeznaczenie dodatkowych 40 mld dolarów amerykańskich w ciągu najbliższych pięciu lat na obronność. Z tego budżetu zakupione zostaną rakiety i drony. Sfinansowana zostanie też tajwańska wersja „żelaznej kopuły” – wielopoziomowego systemu obrony powietrznej, na wzór tej chroniącej Izrael.
Budżet tajwańskiego MON na 2026 rok to prawie 30 mld dolarów. Po raz pierwszy od 2009 roku przekroczy on 3 proc. PKB Tajwanu. Zgodnie z oczekiwaniami największego protektora wyspy – Stanów Zjednoczonych – do 2030 wydatki na obronność przekroczą 5 proc. PKB.
Choć istnieje wiele sprzecznych scenariuszy tego, w jaki sposób Chin mogłyby przejąć kontrolę nad Tajwanem, to jedno jest pewne – na poziom konfrontacji przeniosły się figury retoryczne w wypowiedziach polityków.
Chiny nie wykluczają siłowego zajęcia Tajwanu, a więc wojny w takim rozumieniu tego słowa, do którego przyzwyczaił nas wiek XX.
Przy okazji świętowanej niedawno z ogromnym rozmachem w Pekinie 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej chińskie media rządowe, opisując ówczesne zwycięstwo nad faszyzmem – czyli w rozumieniu Azji – japońską agresją, analogiczne zagrożenie odnalazły na Tajwanie. Brzmi znajomo? To kalka rosyjskiej propagandy, która w ten sposób uzasadniała pełnoskalową agresję na Ukrainę.
Na początku tygodnia amerykański prezydent Donald Trump podczas rozmowy telefonicznej z Xi Jinpingiem, która oficjalnie poświęcona była głównie kwestiom relacji handlowych Chin i USA oraz planowi pokojowemu dla Ukrainy, usłyszał „przy okazji” – też niby nie nową, ale bardzo jednoznacznie brzmiącą deklarację. Chiński przywódca oświadczył, że „powrót” Tajwanu do Chin to nieunikniona konsekwencja powojennego ładu.
Chiny coraz agresywniej piszą historię na nowo. I nie tylko własną. Na własną modłę przepisują historię także innym krajom.
Tajwan czuje zagrożenie nie tylko wynikające z większej liczby chińskich manewrów wojskowych wokół wyspy czy coraz częstszych przypadków przekraczania umownej granicy Chin i Tajwanu w Cieśninie Tajwańskiej. Prezydent Tajwanu – w Chinach uznawany za separatystę – ostrzega już wprost: Chiny przygotowują się do przejęcia kontroli nad wyspą.
Do 2027 roku Tajwan ma osiągnąć wysoki poziom gotowości bojowej.
To tylko słowa i deklaracje?
3 września 2022 roku w stolicy Chin na dzień przed rozpoczęciem Zimowych Igrzysk Olimpijskich Władimir Putin i Xi Jinping ogłaszają zacieśnienie współpracy.
Siedzę w Pekinie przed ekranem komputera i w trzech językach – przecierając ze zdumienia oczy – sprawdzam, czy bijące po oczach „alerty” Reutera ze wspólnego oświadczenia przywódców na pewno dobrze tłumaczę na polski.
A znajdą się tam stwierdzenia, że Chiny „rozumieją sytuację Rosji” i też nie zgadzają się np. na rozszerzanie NATO na Wschód.
Kiedy w Chinach zgasł olimpijski znicz, niebo zapłonęło nad Ukrainą. Przypominam o tym, bo poziom chińskiej retoryki zaczyna mieć realne przełożenie na działania tego państwa.
Ile kosztuje wspieranie Tajwanu?
Słowa premier Japonii Sanae Takaichi o hipotetycznym zaangażowaniu tego kraju w konflikt w Cieśninie Tajwańskiej będą kosztowały Japonię co najmniej 10 mld dolarów rocznie, a może nawet 0,5 proc. PKB.
Na tyle wyceniane są retorsje gospodarcze Chin, które, nie oglądając się na żadne zasady WTO, z dnia na dzień zakazały importu japońskich owoców morza i zmusiły obywateli do odwołania podróży na japońskie wyspy.
Nieoficjalnie rozmowa Trumpa z Xi miała być próbą mediacji między Chinami i Japonią, żeby zapobiec pogłębiającemu się kryzysowi.
I to w tym kontekście słowa Xi o tym, że Tajwan musi powrócić do Chin, to ostrzeżenie dla USA. Donald Trump czuje to doskonale, bo oficjalnie nie tylko nie wsparł japońskiej premier, ale też od trzech tygodni milczy na temat jej deklaracji dotyczącej konfliktu, który zaangażowałby potencjalnie także Stany Zjednoczone.
USA zbroją Tajwan, ale czy obronią?
Akt o Tajwanie zobowiązuje USA do wsparcia zdolności obronnych wyspy. Tajpej ogłosiło kolejne zakupy amerykańskiego uzbrojenia, ale to, czy marines w przypadku teoretycznego ataku Chin na Tajwan wpłynęliby do cieśniny jednym ze swych lotniskowców, pozostaje dalece dyskusyjne.
Tak jak poważni eksperci bronią się przed snuciem hipotez dotyczących konfliktu w cieśninie, tak tego tematu jak ognia unikają też amerykańscy prezydenci. Jedynie Joe Biden deklarował, że amerykańskie wojsko broniłoby Tajwanu. Ale on nigdy nie nazwał Xi Jinpinga „przyjacielem”. Rozumieją to Tajwańczycy, którzy zbroją się, bo przede wszystkim liczą na siebie.
Tajwańczycy kończą właśnie dystrybucję broszury informującej, jak zachować się na wypadek wojny. W ich przypadku – ataku Chin.
Plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami czy drogi ewakuacji – do których my w Polsce powoli się przyzwyczajamy – na Tajwanie to chleb powszedni.
Do scenariusza walki z wrogiem z Chin Tajwańczyków przygotowuje już popkultura. Na małym ekranie można obejrzeć „Atak dnia zero” – pierwszy serial, który opowiada o chińskiej inwazji na Tajwan. Lęk przed Chinami na Tajwanie jest tak duży, że połowa ekipy serialu poprosiła o usunięcie ich nazwisk z napisów końcowych.
Na wojnę i jej różne scenariusze przygotowana jest Billion Lee.
Na spotkanie w kawiarni w Tajpej przychodzi młoda, skromna dziewczyna o nienagannych manierach.
Przy herbacie rozmawiamy o przygotowaniach do wojny, bo w jej rodzinie ustalenia, co kto ma robić, zapadły już cztery lata temu, w czasie uroczystej, noworocznej kolacji.
– Przy kolacji z okazji Nowego Roku Księżycowego mieliśmy poważną rozmowę. Tato wytłumaczył mi i rodzeństwu, co mamy robić, dokąd uciekać i gdzie się zatrzymać w przypadku konfliktu – mówi Interii Billion.
Rodzice wyjadą z miasta i będą na wsi. Billion natomiast już teraz jest na wojnie z Chinami. To współzałożycielka Cofacts. W 2016 roku stworzyła aplikację do weryfikacji faktów, którą oparła na zwyczajach tajwańskiego społeczeństwa. Nakładka na komunikatory w grupach rozmów rodzinnych, sąsiedzkich, przyjaciół, pozwala weryfikować, czy przesłane informacje są prawdziwe.
Na Tajwan przyjeżdżam od prawie dwóch dekad. O temacie chińskiej inwazji nigdy nie rozmawiano tak otwarcie jak teraz. Nigdy wcześniej z ust młodej, kruchej, silniejszej ode mnie osoby nie padały takie słowa, jakie na koniec spotkania wypowiada Billion Lee:
– Będę walczyć chroniąc moją rodzinę, moje przekonania, mój kraj. Jeśli doszłoby do inwazji, to prędzej umrę, niż zostanę obywatelką Chin.
Z Tajpej dla Interii Tomasz Sajewicz











