
-
Chłopiec został ukąszony przez żmiję lewantyńską w swoim domu i obecnie przebywa w szpitalu, gdzie walczy o życie.
-
Żmija lewantyńska nie występuje naturalnie w Polsce, a odtrutka na jej jad musiała zostać sprowadzona z Monachium.
-
Policja sprawdza legalność hodowli węża oraz ewentualne powiązania ze sprawami dotyczącymi nielegalnego handlu jadowitymi wężami.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Żmija lewantyńska występuje na Bliskim i Środkowym Wschodzie, od Turcji i Kaukazu po Pakistan, Uzbekistan i północne Indie, a także Algierię i Tunezję w Afryce. W Europie, nie licząc Kaukazu, można ją spotkać tylko na niektórych greckich wyspach np. Cykladach. Jest ona także mieszkanką Cypru
Nie ma jej także, rzecz jasna, również w Polsce. U nas jedynym rodzimym gatunkiem żmij jest żmija zygzakowata, której jad jest znacznie słabszy od toksyny żmii lewantyńskiej. Ten groźny wąż jest drugim pod względem jadowitości wężem w Europie, po żmii nosorogiej. W Polsce nie znajduje się odtrutka, zatem po surowicę specjalny zespół musiał udać się do Monachium. Taką informację podał TVN24, powołując się na Komendę Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Udało się ją dostarczyć.
Policja ustali teraz, czy wąż był hodowany legalnie oraz czy nie jest to wątek związany z większą sprawą dotyczącą sprowadzania z zagranicy jadowitych węży, których zasadniczo nie wolno u nas trzymać. Centrum nielegalnego handlu takimi zwierzętami są Czechy.
W domu chłopca znaleziono jeszcze jedną żmiję lewantyńską. Prawdopodobnie doszło do wypadku podczas opieki nad zwierzęciem. Chłopiec miał podać, że podczas pojenia węża wodą.











