Co z transkrypcją małżeństw, jeśli PiS dojdzie do władzy? „Będziemy żądać przestrzegania prawa”

Konrad Piasecki zapytał Jarosława Sellina, co zrobiłby PiS, gdyby po wyborach w 2027 roku wrócił do władzy, a w Polsce byłyby już transkrybowane akty małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Polityk PiS przekonywał, że art. 18 konstytucji stwierdza, że „małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny”. W dyskusji wskazywał, że jeżeli jego ugrupowanie wróci do władzy, będzie oczekiwało od urzędów i instytucji działania zgodnie z takim rozumieniem prawa.

Sellin: Innych małżeństw w Polsce nie ma

– Będziemy żądać od wszystkich organów państwa polskiego i również organów sądowych, a zwłaszcza urzędów stanu cywilnego, przestrzegania polskiej konstytucji – powiedział Sellin. Konrad Piasecki zwrócił uwagę, że sądy powinny być niezależne i pytał, czy PiS chciałby „unieważniać” już transkrybowane małżeństwa. Sellin nie odpowiedział wprost na to pytanie, ale powtarzał, że małżeństwo w polskim prawie to związek kobiety i mężczyzny.

– Mówię o urzędach stanu cywilnego. [Będziemy żądać – red.] przestrzegania prawa, które mówi bardzo wyraźnie – w polskiej konstytucji przyjętej w 1997 roku przez referendum ogólnonarodowe, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. Innych małżeństw w Polsce nie ma – przekonywał polityk.

Zobacz wideo „Lepiej późno niż wcale”. Kotula komentuje decyzję Tuska ws. małżeństw jednopłciowych

Sellin ocenił też, że Naczelny Sąd Administracyjny „pobłądził”, dopuszczając transkrypcję zagranicznego aktu małżeństwa pary jednopłciowej. – Będziemy oczekiwać od państwa polskiego i wszystkich jego instytucji przestrzegania polskiej konstytucji (…) i wyroków Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie, a nie wyroku NSA, który pobłądził, moim zdaniem fałszywie interpretując polską konstytucję – mówił polityk PiS.

Biejat: Bez ustawy będą kolejne procesy

Magdalena Biejat z Lewicy przekonywała, że obecny spór jest skutkiem braku porozumienia w koalicji rządzącej. Jej zdaniem, gdyby wcześniej przyjęto regulacje zaproponowane przez Lewicę, państwo uniknęłoby obecnego chaosu. – Mamy teraz pewien chaos prawny. Nie uciekajmy od tego. Wynika to z tego, że cały czas nie mamy ustawy regulującej prawa osób tej samej płci – powiedziała Biejat.

Polityczka podkreślała, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczy praw wynikających z prawa unijnego. – Bez przełożenia tego na ustawę skończy się to tym, że poszczególne pary będą szły do sądu, żeby ustalić swoje prawa – mówiła. W swoim orzeczeniu TSUE stwierdził, że Polska (i inne kraje, które nie pozwalają na formalizację związków jednopłciowych), nie dokonując transkrypcji aktów małżeństwa łamie unijne prawo do swobodnego przemieszczania się i przebywania na terytorium państw członkowskich. 

Banaszek: Nie będę mówił kierownikowi USC, jak ma czytać prawo

W rozmowie pojawił się też wątek urzędów stanu cywilnego. Jakub Banaszek, prezydent Chełma, został zapytany, czy kierowany przez niego samorząd będzie przeprowadzał transkrypcję małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. – Ja w przeciwieństwie do moich kolegów samorządowców nie będę wpływał na decyzję kierownika urzędu stanu cywilnego – powiedział Banaszek.

Prowadzący zwrócił uwagę, że kierownik USC jest mu formalnie podległy. – Oczywiście, ale nie będę mówił, jak ma czytać przepisy prawa – odpowiedział prezydent Chełma.

– To orzeczenie NSA dotyczyło konkretnego przypadku konkretnych osób, które po pierwsze nie niesie za sobą żadnych skutków prawnych. To będzie tylko i wyłącznie czynność dokumentowa, urzędowa – podkreślał. Chodzi o wyrok, który dotyczył konkretnej pary i był konsekwencją orzeczenia TSUE – to NSA zwróciło się do Trybunału z pytaniem prejudycjalnym. Wyrok TSUE nie dotyczy tylko jednej pary, jest wykładnią dla państwa członkowskiego. 

Prezydent Chełma przekonywał też, że w debacie publicznej mieszane są różne porządki prawne: postępowanie administracyjne, prawo cywilne i konstytucyjne rozumienie małżeństwa. – Chaos prawny jest wtedy, kiedy jedna norma jest sprzeczna z drugą, bo przepis jest sprzeczny z innym przepisem. A mamy do czynienia w tym momencie z sytuacją, w której jest oczekiwanie pewnych zmian, ale jest to w sprzeczności z konstytucją – ocenił.

Według Banaszka podstawą sporu pozostaje art. 18 konstytucji i kodeks rodzinny i opiekuńczy. Podkreślał, że jeśli politycy chcą zmieniać sytuację prawną par jednopłciowych, powinni robić to ustawą, a nie przez interpretacje pojedynczych orzeczeń.

Bryłka: Nie zrobiłabym nic

Anna Bryłka z Konfederacji opowiedziała się przeciwko uznawaniu takich małżeństw w Polsce. Jej zdaniem zmiana definicji małżeństwa wymagałaby zmiany konstytucji. – Jeśli ktoś chce w Polsce zmienić definicję małżeństwa cywilnego, to musi zmienić konstytucję – powiedziała. Prowadzący zapytał, jak ona sama uregulowałaby sytuację par jednopłciowych żyjących w Polsce. – Nie zrobiłabym nic – stwierdziła.

Udział
Exit mobile version