
-
Nadmiar hodowlanych pszczół miodnych może zaszkodzić dziko żyjącym pszczołom przez konkurencję pokarmową i przenoszenie chorób, co wyjaśnia biolożka dr Justyna Kierat.
-
Wstępny projekt Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych zakładał m.in. obowiązek rejestracji pasiek i regulację zagęszczenia uli w miastach oraz wywołał debatę w internecie i kontrowersje wśród pszczelarzy.
-
Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie przyjęło projektu, a celem dokumentu ma być ochrona dzikich zapylaczy i zwiększenie ich różnorodności.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W sieci pojawiają się fałszywe informacje sugerujące, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska uważa pszczoły za zagrożenie dla środowiska, a nawet hipotezy, że rząd zamierza wytruć wszystkie pszczoły w Polsce.
Debatę na temat pszczół w internecie zaczął w sobotę na portalu X poseł PiS i były wiceminister rolnictwa Krzysztof Ciecióra. Powołał się w swoim wpisie na przygotowany pod egidą MKiŚ projekt Krajowego Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych. Zdaniem Ciecióry resort klimatu chce uderzyć w pszczelarstwo poprzez m.in. ograniczanie pasiek na terenach dostępnych, zmniejszenie liczby pasiek miejskich oraz ingerencję w hodowlę i dobór matek pszczelich. – To absurd wymierzony w pszczelarzy, rolnictwo i bezpieczeństwo żywnościowe. Koledzy z PSL i Polska 2050, z terrorystami się nie negocjuje. Hennig-Kloska do dymisji! – brzmi wpis posła PiS.
Projekt ministerstwa wywołuje wiele kontrowersji
Wstępny projekt KPOZP zakładał m.in. wprowadzenie obowiązku rejestracji pasiek, czy wprowadzenie regulacji dot. maksymalnego dopuszczalnego zagęszczenia uli w miastach. Został on opracowany przez grupę roboczą ds. populacji owadów zapylających. W jej skład wchodzili przedstawicieli m.in. Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska czy jednostek samorządu terytorialnego.
Dokument wywołał kontrowersje, jednak – jak czytamy w jego opisie – to jedynie wynik prac grupy roboczej. Szefowa resortu klimatu Paulina Hennig-Kloska napisała w niedzielę na portalu X, że kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska nie przyjęło tego projektu, ani nie widnieje on w zestawieniu Rządowego Centrum Legislacji.
Przyznała zarazem, że celem KPOZP jest m.in. zwiększanie różnorodności gatunków owadów zapylających.
Hennig-Kloska zwróciła bowiem uwagę, że dzikie zapylacze wymierają, a liczebność populacji dzikich pszczół i trzmieli drastycznie spada. – Będziemy je chronić, oczywiście nie przez niszczenie pasiek. Promowanie łąk kwietnych, rodzimych gatunków roślin, programy zwiększające retencję wody w środowisku i wiele innych działań będzie służyło wsparciu dzikich zapylaczy, na które będziemy stawiać w dokumencie strategicznym – podsumowała.
Wpływ pszczoły miodnej na inne diametralnie się zmienił
Problem wyjaśniła PAP biolożka dr Justyna Kierat. Zwróciła uwagę, że hodowlane pszczoły miodne mogą szkodzić dziko żyjącym pszczołom. Dodała, że pszczoła miodna dawniej była na terenie Polski jednym z dziko żyjących gatunków pszczół. Jednak w momencie, w którym ludzie nauczyli się ją hodować i robili to na coraz większą skalę, jej wpływ na pozostałe gatunki pszczół diametralnie się zmienił.
– Obecnie pszczoła miodna nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie, jest w większości gatunkiem hodowlanym – dziko żyjące pszczoły miodne to margines. Jej liczebność zależy przede wszystkim od człowieka, w sztuczny sposób osiągane są duże zagęszczenia, niejednokrotnie aż do tzw. przepszczelenia, czyli sytuacji, kiedy pszczół miodnych jest za dużo jak na możliwości siedliska – zaznaczyła ekspertka. Dodała, że czynniki związane z hodowlą sprawiają, że w populacjach pszczoły miodnej częste jest występowanie różnego rodzaju patogenów i pasożytów.
Ekspertka wyróżniła dwa sposoby oddziaływania hodowlanej pszczoły miodnej na dziko żyjące pszczoły – poprzez konkurencję pokarmową oraz zarażanie chorobami. – Pszczoły miodne i dzikie korzystają zasadniczo z tych samych zasobów, czyli pyłku i nektaru kwitnących roślin. Poszczególne gatunki mają swoje preferencje, ale pszczoła miodna jest bardzo wszechstronna, efektywnie pozyskuje pokarm i w związku z tym pole do konkurencji jest duże, szczególnie w sytuacji niedostatku pokarmu, kiedy – kolokwialnie mówiąc – nie wystarcza go dla wszystkich – podkreśliła Kierat. Efekt jest m.in. taki, że populacji dziko żyjących pszczół jest coraz mniej.
Nowe przepisy mają chronić zapylaczy
Wstępne plany zawarte w projekcie Krajowego Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych budzą jednak obawy niektórych pszczelarzy. – Jako pszczelarze mamy uzasadnioną obawę, że w krótkiej perspektywie te obostrzenia zostaną rozszerzone. Bo co stanie na przeszkodzie, aby za chwilę wprowadzić limity pni pszczelich w każdej gminie? – czytamy we wpisie na Facebooku polskiej pasieki „Marcyś”.
13 kwietnia odbyły się prekonsultacje KPOZP dotyczące zapylaczy. Uczestniczyły w nim m.in. organizacje pozarządowe, przedstawiciele instytucji naukowych i organy administracji publicznej, które zgłosiły uwagi oraz propozycje zmian.
Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych jest narzędziem mającym wdrażać europejskie rozporządzenie Nature Restoration Law (NRL). Celem rozporządzenia jest odtworzenie oraz ochrona zniszczonych ekosystemów. Koncentruje się ono m.in. na ochronie terenów leśnych, rolniczych, miejskich i morskich. Polska ma czas na złożenie takiego dokumentu do 1 września 2026 r.
Na najbliższym posiedzeniu Sejmu ma być głosowany wniosek o wotum nieufności dla minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski, a wchodzące w składy koalicji kluby PSL i Polski 2050 nie zadeklarowały jednoznacznie, że poprą w głosowaniu przedstawicielkę klubu Centrum.

