W czwartek (17 września) przed południem mieszkańcy województwa lubelskiego i podkarpackiego usłyszeli syreny oraz otrzymali alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) w związku z nalotem Rosji na zachodnią część Ukrainy.
Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski jeszcze przed odwołaniem alertu przekazał PAP, że cztery kilometry od granicy polsko-ukraińskiej najprawdopodobniej spadł lub został zestrzelony dron. W piątek rzecznik ppłk Goryszewski doprecyzował, że „dron osiągnął zamierzony cel”.
Trzy główne fałszywe narracje
Jak zauważyła kierowniczka Ośrodka Analizy Dezinformacji w NASK dr Agnieszka Lipińska, wkrótce po ogłoszeniu alarmu w internecie zaczęły pojawiać się fałszywe informacje i narracje dotyczące ostrzeżenia RCB.
– Początkowe dyskusje miały charakter informacyjny oraz spekulacyjny, a także odzwierciedlały działania różnych aktorów wpływu. Jednak po godzinie 14 na platformach społecznościowych pozostały głównie narracje dezinformacyjne, być może konferencja premiera (Donalda Tuska – red.) obniżyła fale spekulacji i plotek. Nie zmienia to jednak faktu, że same narracje dezinformacyjne w polskiej infosferze osiągnęły w czwartek na platformie X milionowe zasięgi – wyjaśniła.
Ekspertka zidentyfikowała trzy główne wątki, wokół których budowano fałszywy przekaz. – Pierwszy z nich opiera się na teorii spiskowej, według której polskie władze przeprowadziły świadomą prowokację i uruchomiły syreny bez powodu, chcąc (rzekomo) zastraszyć obywateli. W tych wpisach zaprzeczano faktom dotyczącym rosyjskich ataków na Ukrainę – wyjaśniła.
Druga z wymienionych przez rozmówczynię fałszywych narracji próbowała przerzucić całą odpowiedzialność za incydent na Ukrainę. Lipińska zwróciła uwagę, że aby wzmocnić ten przekaz i wywołać silne emocje u odbiorców autorzy celowo manipulowali kontekstem zdarzenia z Przewodowa (województwo lubelskie) z listopada 2022 roku. Wówczas doszło tam do eksplozji ukraińskiej rakiety wystrzelonej w trakcie zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę. W wyniku tego incydentu zginęły dwie osoby.
W rzeczywistości, podczas czwartkowego ataku na Ukrainę, jeden z rosyjskich dronów uderzył cztery kilometry od granicy polskiej, o czym poinformował jeszcze przed odwołaniem alertu rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski. Następnie potwierdził to podczas wystąpienia w Sejmie premier Donald Tusk.
– Trzecia, najbardziej nielogiczna teoria zakładała z kolei, że przy polskiej granicy w ogóle nie doszło do żadnego wybuchu, a dron rzekomo został zestrzelony znacznie wcześniej. Choć twierdzenia te są wewnętrznie sprzeczne, to należy pamiętać, że dezinformacja nie musi być logiczna, by skutecznie manipulować ludźmi – zaznaczyła analityczka.
Tezy wpisują się w stałą linię propagandy Kremla
Lipińska wskazała, że tezy o rzekomym „zastraszaniu społeczeństwa przez polską władzę” wpisują się w stałą linię propagandy Kremla, która regularnie oskarża Polskę o podżeganie do konfliktu. Jak zaznaczała, pozostałe wątki mogły być wynikiem spekulacji lub działań innych podmiotów.
Przed tego typu zagrożeniami asymetrycznymi ostrzegał również premier podczas swojego wystąpienia w Sejmie. Szef rządu, powołując się na ustalenia służb wywiadowczych, podkreślił, że w oficjalnych planach Rosji znajdują się hybrydowe uderzenia dronami i rakietami wymierzone w państwa wspierające Ukrainę, w tym bezpośrednio w Polskę.
Źródło: PAP














