-
Nowe ustalenia sugerują, że większość dinozaurów mogła wymrzeć w ciągu kilku godzin po uderzeniu ciała niebieskiego, głównie z powodu globalnych pożarów.
-
Badania wykazały, że po impakcie na terenach lądowych rozpoczęły się ekstremalne pożary i bardzo wysokie temperatury, które szybko zniszczyły życie na Ziemi.
-
Naukowcy z Uniwersytetu Purdue twierdzą, że konieczne są dalsze badania i więcej dowodów, aby potwierdzić skalę tych pożarów i ich rolę w wymieraniu.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ślady tego uderzenia widać niedaleko Chicxulub w Meksyku, na Półwyspie Jukatan. Tam pod powierzchnią morza i częściowo na lądzie znajduje się pradawny krater, który powstał po impakcie dużego ciała niebieskiego. Obiekt wielkości około 10 km uderzył w powierzchnię Ziemi z wielką siłą, wywołał kolosalne zniszczenia i zakończył erę mezozoiczną i epokę dinozaurów oraz innych zwierząt takich jak pterozaury, ichtiozaury, mozazaury czy plezjozaury. Eksplozja utworzyła wnękę o szerokości 100 kilometrów i głębokości 30 kilometrów, generując jednocześnie tsunami o wysokości 3 kilometrów i wiatr o prędkości 1000 kilometrów na godzinę.
Niedawno informowaliśmy w Zielonej Interii, że to uderzenie było wręcz nadzwyczajnym i wyjątkowo pechowym dla dinozaurów zrządzeniem losu. Na Ziemię upadł obiekt kosmiczny bardzo rzadki, spotykany w odległych rubieżach Układu Słonecznego i na dodatek jakimś cudem przepuszczony przez zaporę w rejonie Jowisza. Na dodatek uderzył pod nieszczęśliwym kątem, przez co zniszczenia były większe niż mogłyby być.
Temperatura na Ziemi skoczyła, pożary opanowały planetę
Teraz dowiadujemy się, że skala zniszczeń po tym uderzeniu w zasadzie przechodzi pojęcie. „Journal of Geophysical Research: Biogeosciences” informuje o tym, że katastrofa osiągnęła wówczas tak ogromne rozmiary, że większość dinozaurów mogła stracić życie dosłownie w kilka godzin. Głównym powodem miał być potężny pożar, który ogarnął całą Ziemię. „Gorąco i ogień były głównymi mechanizmami zagłady organizmów lądowych podczas masowego wymierania K-Pg” – czytamy. Proces ten postępował bardzo szybko, szybciej niż nam się dotąd zdawało.
Naukowcy wywodzą, że ekstremalne temperatury i rozległe pożary po uderzeniu asteroidy odegrały główną rolę w zabiciu życia na lądzie na koniec mezozoiku. Materiał wyrzucony przez uderzenie rozprzestrzenił się po całej planecie. Gdy dostał się do atmosfery Ziemi, szkliste kuleczki zwane sferulami i para oddzieliły się od siebie. „Dowody z warstw skalnych datowanych na ten czas pokazują, że znaczna część gorącej pary później ostygła i przekształciła się w duże ilości drobnego pyłu. Kiedy sferule opadły z powrotem przez atmosferę i zwolniły, generowały ciepło. Obfitość drobnego pyłu znacznie zwiększyła ilość ciepła docierającego do powierzchni Ziemi. To dodatkowe ciepło mogło spowodować intensywne ogrzewanie i pożary na lądzie, co sugeruje, że ekstremalne temperatury były główną przyczyną śmierci wielu organizmów lądowych” – wyjaśniają proces naukowcy z Uniwersytetu Purdue w Stanach Zjednoczonych, którzy dokonali tych ustaleń.

Większość dinozaurów zginęła bardzo szybko
Dotąd zakładaliśmy, że część dinozaurów i innych zwierząt mezozoiku zginęła od uderzenia i fali uderzeniowej, ale jednak większość umierała stopniowo np. śmiercią głodową z racji niedostępności pokarmu roślinnego. Mięsożercy przetrwać mieli nieco dłużej, żywiąc się padliną, ale i na nich przyszła kryska. Toksyczne deszcze i opady dokonały dzieła zniszczenia. Te nowe ustalenia wskazują jednak na to, że potężny wzrost temperatur i ogromne pożary, które ogarnęły całą Ziemię zgładziły wiele zwierząt znacznie wcześniej, może nawet w ciągu kilku godzin.
Działająca jak gruba warstwa izolacji, chmura pyłu mogła ogrzać powierzchnię Ziemi co najmniej 3,5 raza bardziej niż same rozpalone odłamki skalne. Przypominało to termos utrzymujący temperaturę przez długi czas. Po wygaśnięciu pożarów wywołanych przez spadające przegrzane skały, zalegający pył atmosferyczny zasłaniałby światło słoneczne i ciepło przez lata, a nawet dekady.
Paleontolog Brandon Johnson z Uniwersytetu Purude postawił tezę, że pożary lasów były przyczyną zdecydowanej większości zgonów wśród ówczesnych mezozoicznych zwierząt w stosunkowo krótkim czasie. Potrzeba jednak więcej danych i badań, aby rzetelnie potwierdzić tę teorię. Na razie wciąż brakuje śladów dowodzących skali ogromnych pożarów lasów i innych formacji roślinnych bezpośrednio po uderzeniu.













