
-
Fundacja Mushika twierdzi, że szczury w Polsce są zabijane preparatami powodującymi długie cierpienia i wzywa do stosowania mniej okrutnych metod deratyzacji.
-
Raport przygotowany przez Fundację Mushika podkreśla, że szczury nie stanowią udowodnionego zagrożenia epidemiologicznego i wskazuje na ich inteligencję oraz zachowania społeczne.
-
Przyrodnicy zwracają uwagę na ekologiczne i etyczne skutki masowego trucia szczurów oraz proponują deratyzację opartą na usuwaniu odpadków i izolacji budynków.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
To pierwszy i jednym w swoim rodzaju raport o szczurach wolnożyjących. Ta publikacja odmienia postrzeganie tych gryzoni. – Powszechny jest wizerunek szczura, który kojarzy się z brudem i chorobami, ale nie jest on zgodny z prawdą – uważa Olga Kazalska z Fundacji Mushika.
A właśnie o prawdę tutaj chodzi. Bo, jak twierdzi Olga Kazalska, że szczurem jest podobnie jak z wilkiem. Obrósł przez lata mitami. – Szczury mogą być rezerwuarem chorób, ale nie mamy dowodów statystycznych i naukowych w skali Polski, jak i Europy, które pozwalałyby traktować szczury jako chodzące realne zagrożenie epidemiologiczne – dodaje Olga Kazalska.
Raport z perspektywy antropologicznej i społecznej zmienia nasze postrzeganie szczurów. – To bardzo inteligentne, empatyczne i pomagające sobie w opiece nad potomstwem zwierzęta. Wzajemnie ostrzegają się o zagrożeniu – zwraca uwagę Katarzyna Wypychewicz z Fundacji Mushika.
Ludzie są bardzo okrutni wobec szczurów
Publikacja jest też wołaniem o zaprzestanie okrucieństwa wobec tych gryzoni. – Prawo nakłada obowiązek zwalczania gryzoni, ale można stosować wiele metod deratyzacyjnych, które nie są tak okrutne dla szczura.
Przyrodnicy zwracają uwagę zwłaszcza na stosowane pułapki lepowe i antykoagulanty, które powodują u gryzoni ogromne cierpienia. – W ciągu kilku godzin, nawet 10 dni zwierzę umiera w cierpieniu, ponieważ wewnątrz jego ciała dochodzi do krzepnięcia krwi – mówi Olga Kazalska.
Raport bierze pod lupę także deratyzacje powszechnie przeprowadzane na terenach otwartych np. w parkach czy osiedlach.
– Szczur w parku nie jest zagrożeniem sanitarnym. Trucie ich to ogromne ryzyko ekologiczne, bo potem ten szczur zostanie zjedzony przez ptaka drapieżnego, który też się zatruje – uważa Katarzyna Wypychewicz, szefowa Fundacji Mushika.
Trucie szczurów to zatruwanie całej przyrody
Karmniki deratyzacyjne nie stanowią przeszkody np. dla ptaków krukowatych, nawet jeśli są zamknięte. – Wrony sią i wścibskie i inteligentne. Dla nich nie jest problemem tam sięgnąć – zauważą prof. dr hab Maciej Luniak, ornitolog z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN.

Przyrodnicy zauważają, że szczury kolonizują ludzkie osiedla nie dlatego, że lubią nasze sąsiedztwo. Robią to przede wszystkim z powodu łatwo dostępnego pokarmu. – Nie chodzi o to, abyśmy szczury pokochali, głaskali je i zapraszali do miast. Chodzi o to, aby tworzyć taką przestrzeń, w której szczury nie będą miały zachęt do dalszego rozmnażania się – mówi dr Gabriela Jarzębowska z Uniwersytetu Warszawskiego.
Czyli trzeba usuwać odpadki, dobrze izolować budynki. Fundacja Mushika zamierza przeprowadzić przykładową deratyzacje w budynkach i restauracjach. Metody maja być etyczne i przede wszystkim skuteczne. – Każdy gatunek zasługuje na humanitarne traktowanie, szczurów też nie mamy prawa zabijać w sposób okrutny – mówi Katarzyna Wypychewicz.













