„Spójrzcie, jak artystka przedstawiła tę sylwetkę. Smukły tułów, z gracją uniesiony kapelusz. To jest typowe dla paryskiej elegancji” – tak Joanna S., właścicielka Galleri New Form zachęcała swoich klientów do wykupienia prezentowanej rzeźby.


Krytyk dzieł sztuki by się uśmiał, słysząc nader amatorską rekomendację, ale gości przy zastawionych drogimi alkoholami stołach interesowało jedno: ile można na tym zarobić.


Zatem gospodyni skróciła zwierzenia, że jej misją życiową jest promowanie sztuki i wspieranie młodych artystów, dla których otworzyła showroomy w prestiżowych miejscach: Dubaju czy Luksemburgu. Rozgwar na bankietowej sali ucichł, kiedy opowiadała o szejkach inwestujących w jej biznes. I stałych klientach – Eltonie, Obamie właśnie meblującym kupionymi od niej rzeźbami pomieszczenia w Białym Domu czy wybitnym szwedzkim piłkarzu chorwackiego pochodzenia – Zlatanie Ibrahimoviciu. Ale niecierpliwe pytanie zza stołów wróciło: ile można zarobić?.


Zatem pora na przedstawienie oferty.


Klienci zostali poinformowani, że kupują od Joanny S. certyfikat autentyczności dzieła artysty, które fizycznie będzie obecne w galerii. Nabywca wybiera eksponat z katalogu, niekoniecznie ma okazję go dotknąć. Po sześciu lub dwunastu miesiącach, właścicielka Galleri New Form odkupuje rzeźbę, zgodnie z umową, płacąc wyższą cenę. W taki sposób klienci zarabiają na inwestycji. Dokładniej ci, którzy wyłożą poniżej 100 tys. zł, mogą liczyć na oprocentowanie kapitału rzędu 15 proc. Jeśli kontrahent kupi dzieło sztuki w cenie powyżej 100 tys. zł, oprocentowanie może wzrosnąć do 30 proc.


Tak to wyglądało na starcie biznesu z Joanną S. Niestety, bardzo szybko wyszło szydło z worka: właścicielka Galleri New Form przyjmowała pieniądze za kupione rzeźby, ale po ich sprzedaży innym osobom kontakt z oczekującymi na zyski urywał się; żadne pieniądze nie wpływały na ich konta.

Poczta pantoflowa

Udział
Exit mobile version