-
W strzelaninie w miejscowości Trappes na przedmieściach Paryża zginęła jedna osoba, a cztery zostały ranne, w tym 12-letnia dziewczynka.
-
Sprawca ataku, który strzelał do przypadkowych przechodniów z pistoletu maszynowego, został zatrzymany przez policję w pobliskim Coignières.
-
Francuska prokuratura antyterrorystyczna wszczęła śledztwo w tej sprawie, klasyfikując incydent jako atak terrorystyczny.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Do zdarzenia doszło ok. godz. 10.30 w miejscowości Trappes znajdującej się 20 km na zachód od Paryża.
Według lokalnych władz sprawca miał jeździć samochodem po mieście i strzelać z niego do przypadkowych przechodniów w trzech różnych miejscach. Mężczyzna miał posługiwać się pistoletem maszynowym z czasów II wojny światowej.
W wyniku ataku zginęła jedna osoba, a cztery inne zostały ranne. Wśród poszkodowanych są dwaj mężczyźni w wieku 29 i 49 lat, 21-letnia kobieta oraz 12-letnia dziewczynka, która trafiła do szpitala z licznymi ranami postrzałowymi. Jej stan jest stabilny. Według gazety „Le Figaro” jedna osoba pozostaje w stanie krytycznym, a jedna w stanie ciężkim.
Atak terrorystyczny na przedmieściach Paryża. Jedna osoba nie żyje, czterech rannych
Służby poinformowały, że mężczyzna podejrzany o dokonanie ataku został już aresztowany. Do zatrzymania napastnika doszło po ok. 10 minutach w pobliskiej miejscowości Coignières.
Według burmistrza Trappes Aliego Rabeha strzelec próbował zabić jak najwięcej osób. – Chciał spowodować rzeź – stwierdził w telewizji BFMTV.
Śledztwo w sprawie ataku wszczęła prokuratura antyterrorystyczna. Czyn zakwalifikowano bowiem jako atak terrorystyczny. Na miejsce zdarzenia ma udać się minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez. Z kolei premier Sebstien Lecornu określił incydent jako „bardzo poważny”, a prezydent Emmanuel Macron wyraził solidarność z wszystkimi poszkodowanymi.
Kolejne akty przemocy we Francji
Francja mierzy się w ostatnim czasie z falą przemocy. Protesty przeciwko rosnącym kosztom życia szybko przerodziły się bowiem w zamieszki, do których doszło niemal w całym kraju.
Agresywny tłum atakował policjantów, podpalał samochody i budynki oraz włamywał się do sklepów, w celu ich plądrowania. Francuski minister sprawiedliwości Gerald Darmanin poinformował, że w związku z zamieszkami aresztowano już 232 osoby. Do prokuratury trafiło ponad 1,1 tys. zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa.
W kraju sytuacja nadal jest niespokojna. Kolejne protesty mają się odbyć w najbliższy weekend i służby nie wykluczają, że ponownie dojdzie do zamieszek. Dlatego też rząd podjął decyzję o zmobilizowaniu w całym kraju ok. 70 tys. funkcjonariuszy policji, ok. 20 pojazdów opancerzonych i 15 armatek wodnych.
-
„Zamknijcie granice”. Paryż jak „po wojnie”, Trump reaguje
-
Francja pogrążona w chaosie. Policja straciła kontrolę, Macron podjął decyzję












