
-
Co miesiąc do internetowej społeczności poszukujących miłości katolików dołącza kilkaset osób, a niektórym z nich udaje się znaleźć partnera i utrzymywać kontakt.
-
Działalność tej grupy umożliwia użytkownikom prezentowanie się oraz budowanie relacji opartych na wspólnych wartościach, zwłaszcza dotyczących wiary i poglądów.
-
Psychoterapeutka wskazuje, że dla niektórych osób ważniejszy od wyznania jest system wartości wynikający z wiary, co wpływa na wybór partnera.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
– Jestem zwolenniczką aktywnego podejścia w poznawaniu ludzi. Wykorzystuję różne kanały – mówi Interii Laura. Poszukiwania drugiej połówki doprowadziły 29-latkę do kato-singli – społeczności katolików pragnących miłości. Podejście potencjalnego partnera do kwestii wiary jest dla niej bardzo istotne.
– Bo jakiej jakości byłaby relacja z kimś, z kim nie byłoby tej nici porozumienia? Wspólnych wartości? – pyta, wybiegając myślami w przyszłość. – Przy wychowywaniu dziecka, mogłoby być trudno się dogadać – stwierdza.
Społeczność kato-singli funkcjonuje pod tą nazwą od pandemii. – Bardzo dużo osób pisało do mnie wtedy o swoich troskach związanych z samotnością – mówi Interii Weronika, założycielka instagramowego konta o tej nazwie. Zaczęło się niewinnie, od quizu, który miał pogrupować szukających miłości katolików według wieku.
– Tak szybko zawiązała się pierwsza para. Wtedy uznałam, że warto stworzyć przestrzeń, która pomoże tym ludziom odnaleźć drugie połówki – opowiada.
Profil jest prywatny. Jak wyjaśnia Weronika, ma to zapewnić członkom społeczności możliwie bezpieczne jak na internet warunki poznawania się.
W tej chwili na jej akceptację czeka około 600 nowych obserwujących. Choć przyznaje, że nie jest w stanie dokładnie zweryfikować każdego z nich, taka formuła daje choćby namiastkę prywatności.
– Niektórzy chcą dołączyć wyłącznie dla budowania zasięgów. Katolicy powinni się kierować głównie miłością, jednak zdarzają się osoby, które mają bardzo złe intencje – dodaje Weronika i uspokaja: większość z nich udaje się szybko wyłapać i zablokować.
Pierwotnie społeczność miała zrzeszać katolików, jednak – jak zaznacza założycielka profilu – dzisiaj grupa zaprasza „wszystkich chrześcijan, a tak naprawdę każdego, kto rozwija swoją duchowość„. Formuła profilu jest bardzo prosta.
Katolicy szukają miłości na Instagramie. „Ciężko jest dzielić życie duchowe”
– Po dołączeniu widzimy całą listę obserwujących profil, więc mamy dostęp już bezpośrednio do nicków osób, które są na tej grupie. Dodatkowo na profilu mamy raz w miesiącu post otwarty. W opisie jest zazwyczaj jakieś pytanie, które można wykorzystać, aby zostawić komentarz. Tak tworzy się forum otwarte. Oprócz tego mamy też post pod hasłem „Weselmy się”, gdzie można odnaleźć partnera na wesele – wymienia Weronika.
Profil prowadzi w pełni samodzielnie. Użytkownicy przesyłają jej swoje zdjęcia i opisy na pierwszy rzut oka przypominające te w aplikacjach randkowych. Weronika tworzy z nich posty.
– To dość głębokie opisy. Oprócz wieku i miejscowości opisują w nich, co jest dla nich ważne, w jakim momencie życia się znajdują, jakie są ich oczekiwania, gdzie widzą się w przyszłości – tłumaczy. Jej zdaniem to pozwala już na samym początku lepiej się poznać.
– Ciężko jest znaleźć osobę, z którą łatwo będzie dzielić życie duchowe. Zwłaszcza w czasach, gdy Kościół cieszy się raczej złą opinią – przyznaje założycielka kato-singli. – Oczywiście katolik nie ma obowiązku wiązać się wyłącznie z katolikiem, ale wiem, jak dużo ułatwia to we wspólnym życiu, partnerstwie i planach na przyszłość – kontynuuje.
Samotność oczami katolików. „Nie jesteśmy w tych poszukiwaniach sami”
Niedawno para, która poznała się za pośrednictwem kato-singli, przesłała Weronice zdjęcie ich nowo narodzonego dziecka. Traktuje takie chwile jak największą nagrodę za pracę włożoną w prowadzenie profilu, choć – jak poskreśla – nie czuje się swatką. Zresztą nie wszystkim udaje się znaleźć na profilu miłość. Mimo to, zostają.
– Samo bycie w grupie bardzo rozwija i daje poczucie, że nie jesteśmy w tych poszukiwaniach sami – przekonuje założycielka.
Dzięki kato-singlom Laura wybrała się na kilka spotkań w realu. – Zawarłam pewne znajomości. Co prawda nie przerodziły się w trwałe relację, ale dobre wspomnienia pozostały – opowiada. Nie czuje się zniechęcona, lecz „ciekawa i otwarta na poznawanie nowych ludzi”. – Nawet jeśli nie skończy się to zgodnie z założeniem – podkreśla.
Choć nie traci wiary w miłość, Laura twardo stąpa po ziemi. Zdaje sobie sprawę, że samo znalezienie partnera wśród katolików nie jest gotową receptą na udany związek. – Nawet to nie gwarantuje zgody na każdym polu, także jeśli chodzi o te sprawy najważniejsze – mówi 29-latka.
Randki katolików. „Kluczem nie jest sama wiara, lecz wynikające z niej poglądy”
Nie wszystkim kato-singlom chodzi o to, by móc z drugą połówką praktykować wiarę. W swoim gabinecie psychoterapeutka Joanna Godecka spotyka osoby, które – choć w randkowaniu przyjmują kryterium wiary – gotowe są zaakceptować osoby, które nie uczestniczą w życiu Kościoła.
– Chodzi raczej o ogólny stosunek do pewnych tematów dzielących społeczeństwo, jak np. aborcja czy eutanazja. Spotykając się z kimś, kto deklaruje się jako katolik, można założyć, że ta osoba ma wyrobione konkretne zdanie na te tematy. Dlatego w niektórych przypadkach kluczem nie jest sama wiara, lecz wynikające z niej poglądy – tłumaczy psychoterapeutka.
Istotne jest tu rozróżnienie tożsamości od osobowości. Ta pierwsza obejmuje m.in. przynależność do różnych grup uwarunkowanych przez narodowość, płeć, zawód czy właśnie religię. Z kolei osobowość odpowiada bardziej naszym cechom.
– Nie możemy zatem założyć, że każdy katolik jest miły, sprawiedliwy i pomocny – wyjaśnia Joanna Godecka. Działa to także w drugą stronę. Niektórzy automatycznie wykluczają z kręgu potencjalnych partnerów osoby niewierzące, zakładając, że nie reprezentują pozytywnego systemu wartości. A wtedy wydaje się nam, że grono wybranków jest ograniczone.
– Bez świadomości na temat tych różnic znalezienie miłości może być trudniejsze – skwitowała specjalistka.
Dagmara Pakuła












