Wiadomo było, że podczas czwartkowego ścigania, najlepszych kolarzy świata czeka naprawdę trudne wyzwanie. 83. Tour de Pologne docierał bowiem z województwa lubuskiego na tereny dolnośląskie. To miało być pierwsze, poważne górskie wyzwanie na tegorocznych trasach polskiego klasyku kolarskiego.

„Zawodnicy zmierzą się z wymagającymi i malowniczymi trasami Dolnego Śląska. Etap rozpocznie się w Żaganiu, a teren, w którym będą rywalizowali kolarze najlepszych drużyn świata, stopniowo będzie się wznosił. Na trasie znajdą się dwie Premie Specjalne – Hotel Gołębiewski i Hotel Seidorf, a także trzy Premie Górskie PZU – w Antoniowie, Borowicach i w Karpaczu, tylko 4 kilometry przed metą. Końcówka etapu jest pełna trudności, a zawodnikom dadzą się we znaki zarówno kategoryzowane podjazdy, jak i finałowa ścianka pod Orlinek w Karpaczu. Kultowa meta Tour de Pologne, która pamięta triumfy Alberto Contadora, Mateja Mohorica, Thibau Nysa czy Paula Lapeiry, ponownie będzie areną wielkiego kolarskiego widowiska” – czytamy na oficjalnej stronie internetowej TdP dokładną charakterystykę IV etapu wyścigu.

Kraksa podczas Tour de Pologne. Organizatorzy musieli skrócić etap!


Trzeba jednak przyznać, że do wymagających, górskich warunków, podczas czwartkowego etapu trzeba było jeszcze dopisać jeszcze warunki atmosferyczne. A tak się złożyło, że nie zabrakło m.in. opadów deszczu, które zawsze mogą dodatkowo utrudnić kwestię przyczepności, na wymagających odcinkach trasy.


Niestety, jak się okazało, już na dolnośląskiej ziemi doszło do gigantycznej kraksy.


Na etapie liczącym 175,5 km – feralne zdarzenie miało miejsce na nieco ponad 42 kilometry przed metą. W kraksie uczestniczyło kilkudziesięciu kolarzy, dodatkowo również tzw. motocykl wyścigowy.


Po naradzie zapadła również decyzja o neutralizacji etapu. O czym dokładnie mowa? To zatrzymanie ścigania i późniejsze wznowienie z zachowaniem różnic czasowych. Jak się szybko okazało, zbyt duża grupa kolarzy wymagała bowiem interwencji medycznej, stąd też trudno było nawet myśleć o jakiejkolwiek, normalnej rywalizacji.


Takową wznowiono po około 30 minutach.


Ostatecznie ze względu na bardzo trudne warunki do ścigania, z etapu IV ściągnięto ostatnie 15 km. Znajdowały się tam bowiem najbardziej niebezpieczne fragmenty trasy, zwłaszcza pod kątem zjazdów przy dużej prędkości. Ostatecznie czwartkowy etap wygrał Holender Bart Lemmen, który został liderem wyścigu.


Co ciekawe, triumfator etapu numer IV również brał udział w kraksie, ale ostatecznie zdołał dojechać do mety w Karpaczu i osiągnąć bardzo ważny sukces, w tak trudnych warunkach.

Udział