
W skrócie
-
Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto stwierdził, że przyszłość Grenlandii nie jest problemem Unii Europejskiej i Węgry nie poprą wspólnego oświadczenia UE w tej sprawie.
-
Przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa napisał, że państwa Wspólnoty jednomyślnie popierają Danię i Grenlandię i są gotowe bronić się przed wszelkimi formami przymusu.
-
Donald Trump zapowiedział wprowadzenie ceł na towary z ośmiu krajów europejskich w związku z planami zakupu Grenlandii.
– Uważamy, że jest to kwestia dwustronna, którą można rozwiązać poprzez rozmowy między stronami. Nie sądzę, żeby była to kwestia Unii Europejskiej – powiedział Peter Szijjarto podczas briefingu w stolicy Czech. Wypowiedź ministra przytoczyła agencja Reutera.
Z kolei przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa napisał w niedzielę w mediach społecznościowych, że państwa Wspólnoty jednomyślnie popierają Danię i Grenlandię i są gotowe „bronić się przed wszelkimi formami przymusu”.
USA pragną Grenlandii. Szijjarto: To nie jest sprawa Unii Europejskiej
Natomiast prezydent USA Donald Trump ogłosił w sobotę wprowadzenie ceł w wysokości 10 proc. na towary z ośmiu krajów europejskich od 1 lutego i 25 proc. od czerwca, chyba że zostanie osiągnięte porozumienie w sprawie „zakupu Grenlandii”.
Amerykański przywódca skierował swoją groźbę wobec ośmiu państw, które zadeklarowały udział w symbolicznych ćwiczeniach wojskowych na wyspie, będącej autonomicznym terytorium Danii. Chodzi o Szwecję, Finlandię, Norwegię, Danię, Wielką Brytanię, Niemcy, Francję i Holandię.
Trump po raz pierwszy mówił o możliwych planach przejęcia kontroli nad Grenlandią w 2019 r., w czasie swej pierwszej kadencji prezydenckiej. Wówczas jego retoryka była łagodniejsza i ograniczała się do możliwego zakupu wyspy. Propozycje te szybko odrzuciły duńskie i grenlandzkie władze.
Prezydent zaostrzył podejście po inauguracji drugiej kadencji w 2025 r. Zaczął argumentować, że wyspa jest potrzebna Stanom Zjednoczonym ze względów strategicznych i bezpieczeństwa narodowego, wskazując na rosnącą obecność Rosji i Chin w Arktyce.












