
-
Na terenie Teksasu w Stanach Zjednoczonych wykryto kolejne przypadki obecności muchy śrubowej u bydła, co budzi obawy farmerów o rozprzestrzenienie pasożyta i wysokie straty finansowe.
-
Pierwsze ognisko muchy śrubowej wykryto trzy tygodnie temu u cielaka, a kolejne przypadki odnotowano także u innych zwierząt (w tym domowych) w Teksasie i Nowym Meksyku.
-
Departament rolnictwa USA prowadzi działania zwalczające pasożyta, w tym uwalnianie bezpłodnych much i budowę zakładu do sterylizacji, jednak obiekt ten ma być gotowy dopiero pod koniec 2027 r.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Trzy tygodnie temu u cielaka z Teksasu znaleziono pierwsze od 60 lat ognisko muchy śrubowej. To pasożyt, który może atakować bydło, zwierzęta domowe, dziką faunę, a w rzadkich przypadkach również ludzi. Larwy wnikają do żywych tkanek zwierząt i powodują ciężkie rany, które mogą prowadzić do śmierci, wywołując poważne straty ekonomiczne dla hodowców.
Mucha śrubowa wróciła do USA. Wielkie zagrożenie dla bydła
Departament rolnictwa USA poinformował, że będzie kontynuować intensywne działania zwalczające muchę śrubową w zagrożonych rejonach, m.in. poprzez uwalnianie dziesiątek milionów bezpłodnych much.
Jedna owca w hrabstwie Crockett oraz dwa cielęta w hrabstwie Edwards w Teksasie uzyskały niedawno pozytywny wynik na obecność muchy śrubowej – przekazały władze w mediach społecznościowych. Stacja Fox informuje ponadto, że w sąsiadującym z Teksasem Nowym Meksyku zaobserwowano pasożyta u psa. Zwierzę wróciło już jednak do zdrowia.
Teksańscy hodowcy od roku obawiali się, że mucha śrubowa przekroczy granicę USA, gdyż szkodnik przesuwał się na północ w Meksyku. Eksperci przewidują, że rozległa epidemia może przynieść tylko temu jednemu stanowi aż 1,8 mld dolarów strat i zniszczyć dziką faunę.
USDA rozpoczęła w kwietniu budowę zakładu do sterylizacji much, które eksperci uznają za najlepszą metodę walki z pasożytem, ale obiekt będzie gotowy dopiero pod koniec 2027 r.
Plaga związana z muchą śrubową, a właściwie jej mięsożernymi larwami, pojawiła się w latach pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. Później owad zaatakował w pozostałych państwach Ameryki, zwłaszcza na Karaibach, w Ameryce Środkowej i Południowej, tam gdzie hodowano bydło.
Mucha śrubowa z gatunku Cochliomyia hominivorax jest bowiem owadem, którego larwy żywią się mięsem, ale nie tylko mięsem bydła. Potrafi atakować także człowieka. Larwy wyposażone są w ostre ząbki, którymi wgryzają się w tkanki ofiary i wkręcają do środka jak śruby. Robią tak zwłaszcza wtedy, gdy próbuje się je usunąć z powierzchni ciała żywiciela. Wówczas larwa wkręca się głębiej.
Owady te mogą być groźne dla osób z otwartymi ranami czy obtarciami. Chętnie składają też jaja na noworodkach, w okolicach ich pępków. Jedna samica muchy śrubowej zostawia nawet 400 jaj, a wyklute larwy pożerają tkanki i mogą doprowadzić do śmierci żywiciela.











