
– InPost to polska firma, budowana i rozwijana od 25 lat – podkreśla Rouse. Jak dodaje, spółka jest dziś „prawdopodobnie jedną z najbardziej udanych polskich ahistorii przedsiębiorczości w ciągu ostatnich dwóch dekad”.
Szef odpowiedzialny za międzynarodowy rozwój InPost przypomina, że firma specjalizuje się w logistyce e-commerce i dostawach realizowanych przez automaty paczkowe. – Naprawdę specjalizujemy się w dostarczaniu tego rozwiązania za pomocą zautomatyzowanych maszyn paczkowych i zapewnianiu alternatywnej metody dostawy – mówi.
Wielka Brytania jako strategiczny wybór
Rouse nie pozostawia wątpliwości, dlaczego firma tak mocno postawiła właśnie na brytyjski rynek. – Mówiąc najprościej, jest to największy rynek e-commerce w Europie. Jest to więc największa szansa – zaznacza. Jak dodaje, z perspektywy handlu internetowego rynek brytyjski jest „około trzy razy większy niż rynek polski”.
Jego zdaniem, rozwijając się za granicą, firma musi bardzo uważnie wybierać rynki. – Wejście na nowy rynek wymaga podobnego wysiłku niezależnie od tego, czy chodzi o Wielką Brytanię, czy o dużo mniejszy kraj, taki jak na przykład Luksemburg – zauważa.
Dlatego, jak podkreśla, trzeba wybierać te kraje, które dają największy potencjał wzrostu. – Trzeba łowić tam, gdzie są ryby – mówi obrazowo.
Jak zaznacza CEO InPost, jeśli spółka chce zbudować silny biznes poza Polską, musi być obecna na najważniejszych rynkach Europy. I właśnie to było główną motywacją wejścia do Wielkiej Brytanii.
Ponad 600 mln funtów do 2030 roku
Mimo zmian po Brexicie InPost nie zamierza ograniczać ambicji na Wyspach. Wręcz przeciwnie. – Wciąż widzimy na tym rynku bardzo duży potencjał – ocenia Rouse. Spółka zadeklarowała już inwestycje przekraczające 600 mln funtów do 2030 roku.
– Nasza obecność tutaj to inwestycja długoterminowa – podkreśla Rouse. Wyjaśnia, że model rozwijany przez InPost jest kapitałochłonny, bo wymaga budowy infrastruktury logistycznej i stawiania automatów paczkowych. – Inwestujemy w paczkomaty i logistykę, bo chcemy budować nowoczesną sieć dla handlu internetowego – mówi.
Skalę rozwoju najlepiej pokazują liczby. – Dwa lata temu w Wielkiej Brytanii mieliśmy 120 pracowników. Pod koniec grudnia mieliśmy 9000 pracowników – wylicza szef InPost. Jak zaznacza, firma urosła zarówno dzięki własnemu rozwojowi, jak i przejęciom.
Przejęcia: Menzies Distribution i Yodel
Ważnym elementem brytyjskiej strategii były przejęcia. InPost kupił na tym rynku dwie firmy – Menzies Distribution i Yodel. – Jednym z nich była Menzies Distribution, która była tak naprawdę tradycyjnym dystrybutorem gazet. A drugim była firma o nazwie Yodel – przypomina Rouse.
Jak tłumaczy, oba aktywa zostały połączone z rozwijaną już przez InPost siecią automatów paczkowych. – Połączyliśmy oba te aktywa z naszą istniejącą inwestycją w sieć paczkomatów – mówi. Celem było stworzenie kompleksowego modelu logistycznego, podobnego do tego, który spółka zbudowała wcześniej w Polsce.
Brytyjczycy wciąż wolą dostawy do domu
Rouse zaznacza jednak, że Wielka Brytania jest dziś na innym etapie rozwoju niż Polska. Tam wciąż dużą rolę odgrywa dostawa do domu i jeszcze przez długi czas pozostanie istotną częścią rynku.
– Dostawa pod drzwi nadal stanowi dużą część rynku. I wyraźnie będzie nadal ważną częścią rynku w przyszłości – mówi. Jednocześnie rozwój do punktów odbioru i paczkomatów dopiero się rozpędza.
– Dzisiaj zbliżamy się do 15 tys. paczkomatów w Wielkiej Brytanii. Kiedy Polska ma 30 tys. – wylicza Rouse. W jego ocenie pokazuje to skalę niewykorzystanego potencjału. – Mamy sporo do zrobienia, aby zbudować pojemność i rozwiązanie, które temu dorówna – zaznacza.
Jednocześnie podkreśla, że to właśnie przejęcia pozwoliły szybko zwiększyć obecność na rynku. – Przeszliśmy od niczego do prawie 8–9 proc. rynku w ciągu dwóch lat – mówi.
E-commerce nie zna granic
Ambicje InPostu wykraczają jednak poza rozwój lokalnej sieci w Wielkiej Brytanii. Jak tłumaczy Rouse, kolejnym krokiem będzie połączenie brytyjskiej infrastruktury z resztą Europy.
– Następnym etapem jest połączenie tej sieci brytyjskiej z resztą Europy – zapowiada. W jego ocenie handel internetowy już dawno przestał być zjawiskiem czysto krajowym. – Handel internetowy już dawno przestał być tylko lokalny – podkreśla.
Jak dodaje, konsumenci kupują dziś nie tylko od lokalnych sprzedawców, ale globalnie, a jednym z największych ograniczeń rozwoju rynku pozostaje pojemność infrastruktury logistycznej. – To jest wyraźnie szansa, którą widzimy przed sobą – zaznacza Rouse.
Polski model InPost trzeba dostosowywać, nie kopiować
Pytany o wyzwania związane z ekspansją, Rouse podkreśla, że punktem wyjścia zawsze jest model wypracowany w Polsce, ale nie można go przenosić mechanicznie.
– Wyraźnie mamy bardzo udany model w Polsce – mówi. Jak dodaje, każdy rynek jest jednak na innym etapie dojrzałości, więc firma musi dostosowywać sposób wejścia do lokalnych warunków. – Chcemy przenosić na nowe rynki sprawdzone elementy naszego modelu, ale najważniejsze jest znalezienie odpowiedniego punktu wejścia i własnej niszy – zaznacza.
Edukowanie klienta i walka o Londyn
Rouse przyznaje też, że na niektórych rynkach problemem nie jest tylko infrastruktura, ale także przyzwyczajenia klientów. – W Wielkiej Brytanii konsumenci nie są zbyt zaznajomieni z dostawami poza domem lub paczkomatami – mówi.
Dlatego jednym z głównych zadań InPostu było przekonanie klientów do nowego modelu. Jak dodaje, firma szybko zauważyła, że najmłodsi kupujący znacznie szybciej adaptują się do wygodnych i mobilnych rozwiązań. Z tego powodu InPost skoncentrował się na odpowiednich grupach konsumentów, sprzedawcach i lokalizacjach.
Punktem wyjścia dla rozwoju był Londyn. – Skoncentrowaliśmy się na Londynie jako punkcie wyjścia – mówi Rouse. I od razu wyjaśnia dlaczego: – W Londynie jest tyle handlu, ile w całej Polsce.
Jednocześnie stolica Wielkiej Brytanii okazała się rynkiem trudnym z perspektywy operacyjnej. – Przestrzeń na paczkomaty i lokalizacje nie jest tak łatwa, jak w innych częściach Europy – przyznaje. To zmusiło firmę do większej elastyczności. – Musieliśmy szukać nowych rozwiązań i działać bardziej elastycznie – podkreśla.
Największe wyzwanie? Ludzie
Jednym z największych wyzwań InPost jest szybki rozwój firmy w Polsce i za granicą. Dlatego, jak podkreśla Michael Rouse, kluczowe jest rozsądne zarządzanie talentami. – Musieliśmy znaleźć równowagę między eksportowaniem naprawdę dobrych talentów z Polski, które rozumieją nasz model, a znalezieniem zdolności na rynku, które mogą działać kulturowo i mieć odpowiednie DNA – mówi.
Jak dodaje, równie istotne jest późniejsze przygotowanie tych osób do samodzielnego działania.
– Półtora roku temu szukałem kogoś, kto prowadził firmę o wartości 500 milionów. Dzisiaj potrzebuję kogoś, kto może prowadzić firmę o wartości 2 miliardów – podkreśla.
Rouse mówił również o różnicach kulturowych w międzynarodowej organizacji. – Dobra wiadomość jest taka, że jestem Irlandczykiem, więc widzę obie strony – żartuje.
Jego zdaniem jednym z kluczowych wyzwań jest różnica w stylu komunikacji. – Uważam, że Polacy komunikują się bardziej bezpośrednio i konkretnie – mówi. Jak dodaje, w kulturze brytyjskiej komunikaty są częściej formułowane bardziej pośrednio.
W jego ocenie to może prowadzić do nieporozumień, zwłaszcza gdy dochodzi jeszcze kwestia hierarchii i sposobu prowadzenia dyskusji w firmie. – Jednym z najtrudniejszych wyzwań w budowaniu międzynarodowej firmy jest kwestia hierarchii – ocenia.
Dlatego tak ważna jest otwarta komunikacja. – 15 minut rozmowy na jakiś temat może oszczędzić dwa miesiące nieporozumień – podkreśla Rouse.
Mocna pochwała polskich pracowników
Jedne z najmocniejszych słów CEO InPost padły przy ocenie etyki pracy. Rouse wprost przyznał, że polscy pracownicy wnieśli do organizacji nową energię i determinację.
– Powiedziałbym, że w brytyjskiej etyce pracy buduje się samozadowolenie – ocenił. Jak dodał, zostało ono przełamane m.in. dzięki polskim współpracownikom. – Jest większy głód sukcesu i głód udowodnienia sukcesu – mówi.
Szef InPost nie ukrywa też, że bardzo wysoko ocenia młodych ludzi z Polski. – Jeśli poprosisz mnie dzisiaj o wybór, będę stronniczy. Wybrałbym polskiego studenta, ponieważ wiem, że dostanę kogoś, kto jest głodniejszy sukcesu lub bardziej zdeterminowany – stwierdził.
Royal Mail zagraża InPost? „Ma własne wyzwania”
Pytany o Royal Mail, Rouse odpowiada rzeczowo, ale bez nadmiernej delikatności. – Royal Mail ma swoje własne wyzwania – stwierdza.
Wśród nich wymienia silne uzwiązkowienie, ograniczenia wynikające z regulacji i konieczność utrzymywania tradycyjnego modelu pocztowego. – Technologia i dane nie są tam fundamentem budowy platformy dla e-commerce – ocenia.
Jednocześnie nie uważa, by działania Royal Mail w obszarze dostaw poza domem miały być zagrożeniem dla InPostu. Wręcz przeciwnie.
– Jeśli Royal Mail chce promować dostawy poza domem, bardzo nam to odpowiada – mówi.
Powód jest prosty, InPost już dziś ma największą sieć w tym segmencie. – Mamy największą sieć i największe rozwiązanie, a zbudowanie i replikowanie sieci InPost w Wielkiej Brytanii może im zająć 10 lat – podkreśla Rouse.
Za organizację spotkania dziennikarzy z Michaelem Rouse’em oraz przedsiębiorcami związanymi z brytyjskim rynkiem odpowiadała Ambasada Brytyjska w Warszawie. Celem wydarzenia było wspieranie i promowanie ekspansji firm z Europy Środkowo-Wschodniej w Zjednoczonym Królestwie.













