Joanna Biegaj, Wprost: Wyobraźmy sobie 35-letnią kobietę z biurową pracą, lekką nadwagą, która ćwiczy sporadycznie, a w piątek i sobotę wypija po dwa drinki. Co powinna zmienić w pierwszej kolejności, żeby realnie obniżyć ryzyko raka piersi?
dr Agnieszka Benkhellouf-Rutkowska, ginekolog onkolog*: Zwykle zaczynam takie rozmowy od pytania, jak wygląda dzień pacjentki, żeby wspólnie ocenić, jakie zmiany są realne w jej codziennym życiu. W tym przypadku jako pierwszy krok zaproponowałabym ograniczenie alkoholu, najlepiej kompletną rezygnację.
Jego związek z rakiem piersi jest dobrze udokumentowany i, co ważne, nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu. Im mniej pijemy, tym lepiej — również wtedy, gdy wybieramy wino albo pijemy tylko w weekend.
Ważne, żeby pacjentka wyszła z rozmowy z pomysłem, jak zaproponowane zmiany wprowadzić w życie. Poszukałabym z nią sposobu na zachowanie przyjemności piątkowego wieczoru bez alkoholu: spotkania z przyjaciółką, dobrego napoju bezalkoholowego czy spaceru. Nowy nawyk łatwiej utrzymać, jeśli pasuje do naszego stylu życia.
Co byłoby dalej?
Kolejnym krokiem byłoby wprowadzenie aktywności fizycznej, na początek choćby kilkanaście minut szybkiego marszu dziennie. Docelowo zalecamy 150–300 minut umiarkowanej aktywności tygodniowo albo 75–150 minut intensywnej aktywności oraz ćwiczenia siłowe co najmniej dwa razy w tygodniu. Nie trzeba od razu kupować karnetu na siłownię ani zaczynać biegać. O masie ciała też warto porozmawiać, ale bez presji i obietnic.
Związek nadmiaru tkanki tłuszczowej ze wzrostem ryzyka raka piersi jest szczególnie wyraźny po menopauzie. U 35-latki ta zależność jest bardziej złożona. Dlatego już teraz pomogłabym jej budować nawyki, które utrzyma również w wieku 50 czy 60 lat.
Dbanie o prawidłową masę ciała ma znaczenie także w profilaktyce innych nowotworów, zwłaszcza raka endometrium, czyli błony śluzowej trzonu macicy.
Teraz wyobraźmy sobie kolejną sytuację. Pacjentka mówi: „Jestem weganką, biegam maratony, nie piję, nie palę. Rak piersi mnie nie dotyczy”. Jak wiele daje zdrowy styl życia, a czego nie może zagwarantować?
Powiedziałabym: „Robi pani dla swojego zdrowia bardzo dużo — chciałabym, żeby nadal pani tak o siebie dbała. Równocześnie byłoby dla mnie bardzo ważne, żeby zauważyła pani zmianę w piersi, gdyby kiedyś się pojawiła”.
Bo największym niebezpieczeństwem takiego przekonania może być właśnie zignorowanie objawu: przecież mnie to nie może spotkać. Zdrowy styl życia realnie zmniejsza ryzyko, ale nie daje nam pełnej kontroli nad powstaniem choroby nowotworowej.
Znaczenie mają również wiek, predyspozycje genetyczne, gęstość piersi czy wieloletni wpływ własnych hormonów. Nie jesteśmy w stanie przypisać tej konkretnej kobiecie jednego procentu ochrony na podstawie tego, co je i ile kilometrów przebiega. Nie możemy też po prostu zsumować korzyści z poszczególnych nawyków.
Bycie weganinem nie przesądza o jakości diety, tak jak medal z maratonu nie jest świadectwem odporności na raka. Warto jeść różnorodnie, opierać dietę na wartościowych produktach roślinnych i regularnie się ruszać.
To rozróżnienie jest dla mnie ważne również z innego powodu. Kobieta, która słyszy diagnozę, nie powinna potem przeprowadzać śledztwa przeciwko samej sobie: „Co zrobiłam źle? Czy to przez stres, deser, za mało ćwiczeń?”. Zachorowanie nie jest dowodem zaniedbania. Można bardzo o siebie dbać i mimo wszystko zachorować.
Dlatego zdrowe nawyki łączymy z badaniami dobranymi do wieku i indywidualnego ryzyka oraz z reagowaniem na nowe objawy. Styl życia pomaga zmniejszać prawdopodobieństwo zachorowania, a badania mają pomóc wykryć chorobę wcześniej. Jedno nie zastępuje drugiego.
Teraz chciałabym przejść do kolejnego zagadnienia. 33-latka rozważa powrót do antykoncepcji hormonalnej, a jej 56-letnia mama zastanawia się nad hormonalną terapią menopauzalną. Obie boją się raka piersi. Co powinny wiedzieć?













