Podczas obrad Sejmu nad ustawą o kryptowalutach, premier Donald Tusk cytował fragmenty zeznań ze śledztwa w sprawie Zondacrypto, m.in. na temat Zbigniewa Ziobry. Według przytoczonych wypowiedzi były minister sprawiedliwości miał zadeklarować, że „jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom”. „Rekompensata” o wysokości 2 mln zł miała być wypłacona ministrowi za pośrednictwem fundacji Suwerennej Polski. Świadek zeznał, że 500 tys. zł „Ziobro miał sobie wypłacić na swoje potrzeby”.
Operacja „skompromitować prawicę”
Po posiedzeniu głos w tej sprawie zabrał Jarosław Kaczyński. – Usłyszeliśmy w Sejmie, i to ze strony premiera, mnóstwo fałszywych zeznań, fałszywych stwierdzeń, ale opartych o jakąś operację, którą niektórzy uważają za rozpoczętą jakieś 1,5 roku temu już z celem związanym z wyborami, tzn. skompromitować prawicę – ocenił. Chwilę później dodał, że nie ma pewności, czy to prawda, ale „takie wiadomości krążą”.
Zdaniem Kaczyńskiego przytoczone zeznania świadka są „na poziomie zeznań w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego w pierwszej połowie lat 50.”. – Nie są prawdziwe i są w istocie wymuszone. Oczywiście nie ówczesnymi metodami, nie twierdzę, że kogoś torturowano, tylko po prostu są wymuszone na takiej zasadzie – będziecie wolni, może zachowacie nawet jakieś pieniądze, jeśli zeznacie to i to – powiedział.
Ziobro „po wielu namowach” przyjął pieniądze
– Tam padło i moje nazwisko, teraz jeszcze premier był łaskaw zwrócić się do mnie w tweecie. Mogę powiedzieć jedno. W tym nie ma ani milimetra prawdy. Ja z tym, co się działo wokół kryptowalut, nie miałem najmniejszego związku. Bardzo długo w ogóle nie wiedziałem, kto to jest pan Kral i w ogóle się tym nie interesowałem, natomiast jeżeli chodzi o związki i o ten cały anturaż dzisiejszy z Giertychem w centrum, no to widać mniej więcej, w jaki sposób jest to załatwiane i to naprawdę swego czasu stanie się przedmiotem jakiegoś poważnego postępowania, ale dopiero wtedy, kiedy w Polsce będzie przywrócona praworządność. I miejmy nadzieję, że wtedy dojdziemy do prawdy – mówił prezes PiS.
Zbigniew Ziobro z tego, co wiem, ale wiem od bardzo niedawna, bo ja czasem z nim rozmawiam przez telefon, otóż to człowiek, który po prostu po wielu tam namowach przyjął i to był na pewno jego błąd, i on się do tego błędu przyznaje, jakieś pieniądze jako wsparcie dla fundacji, którą rzeczywiście to środowisko Suwerennej Polski miało i chyba ma po dziś dzień. Tylko że to było bez świadomości, że mamy do czynienia z człowiekiem, który w istocie para się działalnością przestępczą
– stwierdził Kaczyński. Pytany o to, za co Ziobro miał otrzymać takie wsparcie, były wicepremier powiedział, że Przemysław Kral miał zapewniać, że „wsparcie jest z powodów społecznych”. – A że pewnie tak naprawdę nie było, tylko chodziło o jakieś inne sprawy, to też pewnie prawda, tylko że te inne sprawy miały pewnie stanąć później, po prostu nie było na to czasu – dodał.
Kaczyński o prowokacji i „kiełbasie nieistniejącej”
Kaczyńskiego spytano też o obietnicę ułaskawienia, którą – jak wynika z przytoczonych przez premiera zeznań – Ziobro miał złożyć Kralowi. – To ja mogę powiedzieć, że Tusk obiecał Kralowi nie tylko ułaskawienie, ale także ze wszystkimi zarobionymi pieniędzmi wyjedzie sobie, nie wiem, na Wyspy Kanaryjskie czy np. do jakiegoś Dubaju, czy innego raju podatkowego. Powiedzieć można wszystko, mowa jak papier, wszystko wytrzyma, a sprawdzenie tego w porządnym śledztwie pokaże, jak to naprawdę było. To jest po prostu prowokacja – powiedział dziennikarzom.
– Nie przeczę, że jacyś ludzie z prawicy mogli zachować się tak, jak ktoś, kto czuje zapach – tutaj użyję pewnej przenośni – kiełbasy, tylko tej kiełbasy nie ma. To jest kiełbasa nieistniejąca. Takie rzeczy były możliwe, ale to są incydenty i to nie ma nic wspólnego z partią, to nie ma nic wspólnego z ludźmi z tej partii, z kierownictwa – dodał.
Michał Moskal „też popełnił błąd”
W tym kontekście przypomniano mu o Michale Moskalu, który spotkał się z szefem Zondacrypto na Ibizie. Moskal miał Kaczyńskiemu tłumaczyć, że „chciał załatwić pieniądze dla swojej fundacji, niezwiązanej z działalnością w partii”.
– Chciałem sprostować, że on był rzeczywiście moim bliskim współpracownikiem, w tym sensie, że był szefem mojego gabinetu. No ale od pewnego momentu, pewnej decyzji, którą podjąłem w jego sprawie, stosunki się troszkę rozluźniły. Nie traktuję tego jako jakiegoś tłumaczenia. To jest człowiek, który też popełnił błąd, jadąc do tego pana, a sądzę, że naprawdę nie wiedział z kim ma do czynienia – dodał prezes PiS.













