Kamil Nalepka cichym bohaterem PGE Projektu Warszawa. Trener, który dał spokój – Siatkówka – Sport Wprost


Przed ćwierćfinałową rywalizacją w Lidze Mistrzów siatkarzy faworytem w starciu dwóch klubów PlusLigi – Bogdanki LUK Lublin i PGE Projektu Warszawa – więcej szans dawano tym pierwszym. Mistrzowie kraju z pewnością mogli z podniesioną głową spoglądać na krajowego rywala, choćby przez pryzmat poprzednich spotkań, ale też tego, jak oba zespoły prezentowały się na wcześniejszym etapie grania.


Bogdanka LUK wygrała swoją grupę, a PGE Projekt musiał do samego końca walczyć o przepustkę do… drugiej szansy, czyli rywalizacji w dodatkowym dwumeczu. Warszawianie najpierw jednak wywalczyli sobie prawo gry w fazie pucharowej LM, a następnie wyrzucili włoski Itas Trentino. I to nawet mając za sobą przegrany mecz na warszawskim Torwarze (2:3). Rewanż PGE Projekt wygrał (3:2), a dodatkowo dołożył zwycięskiego, tzw. złotego seta, którego na terenie Półwyspu Apenińskiego – żadnej przyjezdnej drużynie nie jest łatwo wygrać.


Jak się miało okazać, to był dopiero początek popisów warszawskiego teamu.

Kamil Nalepka dał drużynie spokój. Cichy bohater PGE Projektu Warszawa


O serii zwycięstw siatkarzy ze stolicy pisaliśmy w ostatnim czasie na łamach WPROST. Warszawianie po wygranej z Bogdanką LUK u siebie (3:1), musieli się mieć jednak na baczności w drugim spotkaniu. Formuła rozgrywek Ligi Mistrzów jest bowiem taka, że nawet mając zwycięstwo za pełną pulę (3:0 lub 3:1), rewanż może być już kompletnie inną historią i rywale mogą nie tylko odrobić straty, ale i dołożyć jeszcze złotego seta – dodatkową partię graną do 15 punktów – zamykając marzenia o sukcesie.


Taki scenariusz nie miał jednak miejsca w środowe, późne popołudnie, na terenie mistrzów Polski. PGE Projekt Warszawa miał wygrać dwa sety, żeby dopiąć historyczny sukces klubu, czyli awans do Final Four LM. Ta sztuka udała się właściwie od ręki. Warszawianie zaczęli bowiem od 2:0 w setach i ku osłupieniu lubelskiej publiczności, zamknęli emocje w tym spotkaniu. Bogdanka LUK musiała przełknąć gorzką pigułkę i nawet ostateczna wygrana 3:2 gospodarzy, nie miała tu już większego znaczenia.



Znów sporo pochwał należy kierować pod adresem Bartosza Bednorza, niekwestionowanego lidera PGE Projektu. Nieprzypadkowo przyjmujący gości był najlepiej punktującym w dwóch kluczowych, pierwszych setach rewanżu.


Warto jednak przy tej okazji oddać szacunek pracy, jaką wykonuje trener Kamil Nalepka. Bohater nieoczywisty po stronie PGE Projektu, bo dookoła ma często dużo bardziej doświadczonych – na czele z kapitanem zespołu Damianem Wojtaszkiem. Szkoleniowiec z rocznika 1995 potrafił jednak umiejętnie wkomponować się w warszawską drużynę. W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Fina Tommiego Tiilikainena, który wyżej stawiał grę dynamiczną – ale niekoniecznie dokładną – obecnie PGE Projekt potrafi rzetelnie realizować założony plan. Konsekwentnie, często wręcz do bólu, zamęczając swoją taktyką przeciwnika.


Duża w tym zasługa Nalepki, który zyskał akceptację zespołu (wcześniej był asystentem Fina w sztabie PGE Projektu), dodatkowo zaufał mu prezes klubu Piotr Gacek, a sam szkoleniowiec pisze swoją historię. Warto dodać, że Nalepka – oprócz pracy klubowej – jest członkiem sztabu u trenera Nikoli Grbicia. W reprezentacji Polski spełnia rolę statystyka zespołu, więc z pewnością analityczny umysł i umiejętne korzystanie z danych, a przy tym odpowiednie, boiskowe reakcje, są po jego stronie.


Nalepka w biało-czerwonych barwach zdobył m.in. wicemistrzostwo olimpijskie (2024). A w przeszłości pracował m.in. w PGE GiEK Skrze Bełchatów, LUK Lublin (a jakże!), SMS PZPS Spała czy AZS AGH Kraków – z którego wypłynął na szersze wody, kiedy jeszcze krakowski klub z powodzeniem występował na zapleczu PlusLigi.


Warszawianie mają zresztą dobrą rękę do szans dla polskich trenerów. O ile można sobie nadal zadawać pytanie o słuszność sprowadzania Tiilikainena, to w niedawnej przeszłości swój dobry czas miał w PGE Projekcie również Piotr Graban. Obecnie trener młodzieżowej reprezentacji Polski, z którym rozmawialiśmy szerzej na łamach WPROST.


W kuluarach od dłuższego czasu łączy się z PGE Projektem postać włoskiego szkoleniowca Roberto Piazzy. Włoch jest uznawany za fachowca z najwyższej półki. Pracował już zresztą w PlusLidze, ostatnio w latach 2017-19 w Bełchatowie. Skra zdobyła wówczas mistrzostwo Polski (swoje ostatnie), a przy Piazzy kształtował swój trenerski warsztat… Michał Winiarski.


Trudno przewidywać, żeby warszawski klub zdecydował się na rezygnację z takiego fachowca, ale trener Nalepka na pewno zrobił ważny krok w swojej karierze. I jeśli pozostanie przy pracy w Warszawie, np. jako asystent Piazzy, to może być kolejny, istotny krok w szkoleniowej drodze, z perspektywą na nowe wyzwania w przyszłości. Nie ujmując przy tym dotychczasowym, naprawdę solidnym wynikom polskiemu trenerowi, który dźwignął i nadal dźwiga ciężar oczekiwań, które nie ustają.


Historyczne miejsce w Final Four LM dla PGE Projektu jest wynikiem, który na pewno zmazuje ubiegłoroczny koszmar i porażkę w ćwierćfinale – po dwumeczu z Halkbankiem Ankara. Sezon 2025/26 ciągle trwa i jeszcze wiele wyzwań na horyzoncie siatkarzy z Warszawy. Póki co, wygląda to naprawdę obiecująco. A to konkurencja powinna zastanawiać się, jak znaleźć sposób na dobrze funkcjonującą maszynę.


Nie wydaje się, żeby takowa – sama z siebie – miała zamiar zwolnić.

Udział