
Kardynał Stanisław Dziwisz, były osobisty sekretarz papieża Jana Pawła II i były arcybiskup metropolita krakowski, nie stawił się w sądzie już w ubiegłym tygodniu. Archidiecezja Krakowska tłumaczyła nieobecność duchownego problemami zdrowotnymi. Kolejny termin przesłuchania wyznaczono na tydzień później, 29 czerwca. Kardynał znów się nie pojawił.
– Kardynał Dziwisz napisał pismo, że od 2 do 31 lipca jest na uprzednio zaplanowanym wyjeździe, w tym do Stolicy Apostolskiej. Sąd przypomina, że poza grzywnami sąd może zarządzić przymusowe doprowadzenie świadka przez policję. Nie będzie to wyglądało poważnie, że sąd będzie przymusowo doprowadzał na przesłuchanie, dlatego sąd przed tym ostrzega – mówiła w poniedziałek sędzia prowadząca postępowanie, cytowana przez portal Onet.pl.
Kard. Stanisław Dziwisz nie pojawił się w sądzie
– Skoro świadek planuje wyjazd do Watykanu, to znaczy, że jest w stanie odbywać podróże, więc budzi to niepokój sądu co do usprawiedliwienia jego nieobecności – dodała sędzia. Sąd wyznaczy w związku z tym kolejny termin przesłuchania kardynała Stanisława Dziwisza.
Według pełnomocników Janusza Szymika, którzy wnioskowali o przesłuchanie kardynała Dziwisza, hierarcha dostawał sygnały z prośbą o interwencję w sprawie księdza Jana W. od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego i dlatego powinien zostać przesłuchany jako świadek.
Proces o zadośćuczynienie Archidiecezji Krakowskiej i solidarnie parafii w Międzybrodziu Bialskim wytoczył Janusz Szymik, który w latach 1984-1989 jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza księdza Jana W. Parafia należała wtedy do Archidiecezji Krakowskiej. Szymik domaga się 20 mln zł.
„Mówimy o setkach gwałtów”
– Całe życie moje się zmieniło, zostało wywrócone do góry nogami, przede wszystkim moja sfera duchowa, psychiczna, tak że uważam, że wewnętrznie jestem człowiekiem zrujnowanym, ale walczącym o sprawiedliwość i zadośćuczynienie. To mi daje nadzieję i otuchę, że wreszcie po tylu latach sprawiedliwość zostanie osiągnięta – mówił wcześniej w rozmowie z dziennikarzami Janusz Szymik.
Szymik przekazał, że jeszcze przed rozpoczęciem procesu został zaproszony przez metropolitę krakowskiego kardynała Grzegorza Rysia. – Usłyszałem po wielu latach to słowo: „przepraszam”. Nigdy nie usłyszałem od żadnego hierarchy tego słowa – dodał.
– Mówimy o setkach gwałtów na młodym człowieku, który kończy 12 lat. Trudno sobie to wyobrazić. (…) Nasz klient przez wiele lat był zdany na księdza pedofila za ołtarzem. Jeżeli chciał odbywać praktyki religijne, był zdany na księdza pedofila. Mówił, że mu to przeszkadza, ale był kompletnie niewysłuchiwany. I to jest dalszy element jego krzywdy, bo był kompletnie osamotniony – tłumaczył z kolei adwokat Artur Nowak, pełnomocnik Szymika.
„Został wielokrotnie wykorzystany”
W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał mężczyźnie zadośćuczynienie za brak reakcji na doniesienia o nadużyciach seksualnych ze strony diecezji bielsko-żywieckiej. Sąd orzekł, że diecezja bielsko-żywiecka ma zapłacić 400 tys. zł. Po wyroku obie strony złożyły apelacje, a sprawa została przekazana Sądowi Apelacyjnemu w Katowicach. Proces odwoławczy jeszcze się nie rozpoczął.
Sąd pierwszej instancji nie miał wątpliwości, że Szymik „został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza”, uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności diecezja bielsko-żywiecka, powstała dopiero w 1992 roku, ale Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz.
Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 roku, gdy nowym ordynariuszem został biskup Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ksiądz Jan W. przyznał się do wykorzystywania seksualnego osoby nieletniej. Został wydalony ze stanu duchownego. Były proboszcz parafii w Międzybrodziu Bialskim został również wpisany do rejestru Państwowej Komisji ds. Pedofilii.
Źródło: PAP












