W rozmowie z „Rzeczpospolitą” ppłk rez. Krzysztof „Rydzu” Radziwon, szef ochrony ówczesnego kandydata na prezydenta w trakcie ujawnił kulisy incydentu, do którego doszło w Ząbkowicach Śląskich w trakcie spotkania z wyborcami. Przypomnijmy, kilka tygodni temu w obszernym wywiadzie prezydent przyznał, że wydarzeniu wyjątkowo źle się poczuł. Pojawiły się wówczas spekulacje, że mógł zostać otruty.
– Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – relacjonował w wywiadzie z prof. Andrzejem Nowakiem Karol Nawrocki.
Kulisy zasłabnięcia Nawrockiego w Ząbkowicach Śląskich
W rozmowie z gazetą ppłk rez. Krzysztof Radziwon ujawnił, co dokładnie wydarzyło się 15 maja zeszłego roku. Jak przekazał, kilkadziesiąt sekund po tym, jak polityk znalazł się w busie, którym miał odjechać, zaczęło się dziać coś niepokojącego. Wówczas przedstawiciele ochrony mieli pojawić się w pojeździe.
– Karol Nawrocki był przytomny i odpowiadał na pytania. Z relacji osób, które brały udział w zdarzeniu bezpośrednio, wynikało, że nastąpiła utrata motoryki, konwulsje i nagłe wymioty. Z mojej perspektywy, z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że mogło to być coś, co spowodowało zatrucie żołądkowe, bądź inną niedyspozycję organizmu. Kiedy wbiegliśmy do pojazdu z apteczkami, zauważyliśmy, że kandydat już siedział, był w pełni przytomny i świadomy – relacjonował Radziwon.
Szef ochrony został zapytany, dlaczego nie wezwano policji ani nie skierowano polityka do szpitala i nie przerwano kampanii.
– Jako dorosły, świadomy człowiek podjął taką, a nie inną decyzję. Kilkukrotnie nalegaliśmy, żeby pojechać do szpitala na płukanie żołądka, ale Karol Nawrocki kategorycznie odmówił – przekazał ppłk Radziwon. Dodał również, że wtedy zapadła decyzja, aby nikogo nie informować o incydencie.
– Sytuacja była w pełni opanowana, kandydat był w pełni zabezpieczony medycznie, tak więc ewentualne decyzje co do działań informacyjnych mogły być podjęte przez Karola Nawrockiego bez narażenia jego zdrowia i życia. Jedyne, co mogłem zaproponować – i nalegałem – to natychmiastowe przewiezienie do szpitala na płukanie żołądka – wyjaśnił szef ochrony.
Co wzbudzało niepokój ochrony w trakcie kampanii?
Rozmówca „Rzeczpospolitej” ujawnił także, na jakie niepokojące zachowania innych osób zwracano uwagę podczas kampanii oraz co się powtarzało.
– W miejscach, w których przebywał kandydat, były puszczane drony. Nie mówię o wiecach, bo tam to normalne – ale były one w momentach i miejscach, w których nie powinno ich być, w miejscach czasowego pobytu (…). Często widzieliśmy powtarzające się samochody, zaparkowane godzinami tam, gdzie przebywał kandydat (…). Byliśmy nagrywani jako zespoły ochronne – nasze szyki, sposób poruszania się, jak działamy. My to wszystko wychwyciliśmy, choć nie jestem w stanie wskazać, kto to robił – przekazał Radziwon.
Ujawnił również, że po pierwszej turze wyborów zwiększono liczbę ochroniarzy, szczególnie że w kampanii pojawiła się rodzina Nawrockiego. Po incydencie w Ząbkowicach Śląskich wdrożono też kolejne elementy ochrony, ponieważ za kolumną, którą poruszał się Nawrocki, często jeździły samochody, które miały śledzić jej ruchy.
– Wprowadziłem proste zasady, jak chociażby taką, że na stacjach benzynowych szedłem pierwszy i kupowałem szefowi herbatę osobiście, aby nie musiał wychodzić z auta – dodał.













