
Kasowy PIT to jedna z przedwyborczych obietnic Koalicji Obywatelskiej w ramach „100 konkretów na 100 dni”. Wprowadzenie tego rozwiązania miało być odpowiedzią na problem podatku płaconego od pieniędzy, których przedsiębiorca jeszcze nie otrzymał. Kasowy PIT zakłada, że przedsiębiorca będzie mógł zapłacić podatek dochodowy od osób fizycznych dopiero po faktycznym otrzymaniu zapłaty od klienta, a nie tak jak teraz już po sprzedaży.
W sierpniu 2024 roku rząd przyjął projekt ustawy umożliwiający wybór kasowego PIT. Zgodnie z projektem, z rozwiązania mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy wykonują działalność wyłącznie samodzielnie, a ich przychody z tej działalności w poprzednim roku podatkowym nie przekroczyły kwoty odpowiadającej równowartości 1 mln zł. Z kasowego PIT wyłączono firmy działające w formie spółki cywilnej i jawnej.
– Kasowy PIT będzie dobrowolną formą rozliczeń, którą podatnik będzie wybierał, składając oświadczenie naczelnikowi urzędu skarbowego. Dzięki nowym przepisom przedsiębiorcy będą płacić podatek dochodowy od osób fizycznych dopiero po faktycznym otrzymaniu zapłaty za wydany towar albo wykonaną usługę oraz potrącać koszty uzyskania przychodów po dokonaniu zapłaty za otrzymany towar lub wykonaną usługę – podkreślano po przyjęciu ustawy.
Kasowy PIT niewypałem?
Kasowy PIT zaczął obowiązywać na początku 2025 roku. Po roku okazuje się, że nie cieszy się on zbyt dużą popularnością wśród przedsiębiorców. Z danych, które przytacza serwis dorzeczy.pl wynika, że pod koniec 2025 roku w Centralnym Rejestrze Podmiotów Krajowej Ewidencji Podatników (CRP KEP) odnotowano zaledwie 2,8 tysięcy podmiotów, które zadeklarowały tę metodę rozliczenia. Tymczasem Ministerstwo Finansów szacowało, że z kasowego PIT skorzysta ok. 2,3 mln podatników. Aby zwiększyć popularność rozwiązania, zdecydowano, aby wraz z początkiem 2026 roku limit przychodów wzrósł z 1 do 2 mln zł.












