
-
Australia przyjęła pierwszych migrantów klimatycznych z Tuvalu, zapoczątkowując bezprecedensową, stopniową relokację całego narodu zagrożonego przez wzrost poziomu mórz.
-
Program wizowy umożliwia obywatelom Tuvalu legalną migrację z zachowaniem tożsamości kulturowej i praw, a zainteresowanie udziałem przekracza dostępne limity.
-
Tuvalu walczy o zachowanie ciągłości państwowości po utracie terytorium, pracując nad cyfrowym państwem i międzynarodowym uznaniem egzystencji bez lądu.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W grudniu 2025 roku do Australii dotarli pierwsi mieszkańcy Tuvalu objęci specjalnym programem wizowym, stworzonym z myślą o skutkach zmiany klimatu. Informację potwierdziły władze obu państw w rozmowie z agencją Reuters. Choć liczbowo to niewielka grupa, jej znaczenie wykracza daleko poza Pacyfik. Po raz pierwszy w historii migracja została formalnie uznana za najlepszą odpowiedź na postępującą utratę terytorium państwa wskutek zmian klimatycznych.
Tuvalu to liczący około 11 tysięcy mieszkańców archipelag dziewięciu atolów i wysp koralowych, położony między Australią a Hawajami. Średnia wysokość lądu nad poziomem morza wynosi tam zaledwie dwa metry. W wielu miejscach pas ziemi jest tak wąski, że domy stoją dosłownie między oceanem a drogą. W stolicy kraju, Funafuti, dzieci grają w piłkę na pasie startowym lotniska, bo brakuje innej otwartej przestrzeni.
Wiza klimatyczna: „mobilność z godnością”
Podstawą migracji jest porozumienie Falepili Union, podpisane przez Australię i Tuvalu w 2023 roku. Umowa przewiduje przyznawanie do 280 wiz rocznie obywatelom Tuvalu, wyłanianym w drodze losowania. Limit ma zapobiec nagłemu odpływowi kluczowych specjalistów z kraju, który wciąż funkcjonuje i stara się utrzymać podstawowe struktury państwowe.
Australijska minister spraw zagranicznych Penny Wong określiła ten mechanizm jako zapewniający „mobilność z godnością”. W praktyce oznacza to prawo do stałego pobytu, pracy, edukacji, opieki zdrowotnej i świadczeń socjalnych na warunkach zbliżonych do tych, jakie mają obywatele Australii. Jednocześnie migranci zachowują prawo powrotu do Tuvalu, o ile warunki na to pozwolą.
Zainteresowanie programem przerosło oczekiwania. Według danych australijskiej dyplomacji, do pierwszego losowania zgłosiło się ponad 8,7 tys. osób, licząc członków rodzin.
Wcześniejsze dane pokazują, jak szybko program stał się czymś więcej niż dyplomatycznym eksperymentem. Gdy nabór do pierwszej puli ruszył 16 czerwca 2025 r., do 27 czerwca do losowania wpłynęły 1 124 zgłoszenia, obejmujące 4 052 osoby razem z członkami rodzin. Wpisowe wynosiło 25 dolarów australijskich, a okno rejestracji zamykało się 18 lipca. Przy populacji Tuvalu szacowanej w spisie z 2022 r. na 10 643 mieszkańców oznaczało to, że już na starcie program „wciągnął” jedną trzecią populacji kraju .
Australijski rząd zapowiada jednocześnie miękkie lądowanie: programy wsparcia w osiedlaniu się maja być rozbudowywane w kilku punktach, m.in. wokół Melbourne, Adelaide i w Queensland, a część migrantów trafia też do mniejszych miejscowości, gdzie już istnieją sieci pracy i kontaktów migrantów pochodzących z wysp Pacyfiku. Agencja Reuters wskazuje przykład Naracoorte w Australii Południowej, gdzie sezonowo pracują setki osób z wysp Pacyfiku. Migracja nie zaczyna się od „czystej kartki”, tylko od łączenia nowych wiz z już działającymi korytarzami zatrudnienia, rodzinnych łańcuchów i lokalnych wspólnot, które mogą amortyzować pierwszy, najtrudniejszy etap przesiedlenia.
Wśród pierwszych migrantów są osoby reprezentujące różne aspekty życia społecznego Tuvalu: dentystka z trójką dzieci, która planuje pracę z australijskimi społecznościami rdzennymi; pierwsza w historii kraju kobieta pracująca jako operatorka wózka widłowego; oraz pastor, który ma wspierać duchowo tuwalską diasporę.
Ten ostatni, Manipua Puafolau, mówił w nagraniu opublikowanym przez australijski resort spraw zagranicznych, że migracja dotyczy nie tylko bezpieczeństwa fizycznego i ekonomicznego, lecz także „potrzeby zachowania wspólnoty i sensu”.
Premier Feleti Teo podczas wizyty w australijskim Melton apelował do rodaków, by, mimo wyjazdu, podtrzymywali język, tradycje i więzi społeczne. Migracja, podkreślał, nie oznacza porzucenia tożsamości.
Prognozy naukowe nie pozostawiają złudzeń. Zespół NASA zajmujący się zmianami poziomu mórz szacuje, że do 2050 roku przy codziennych przypływach połowa atolu Funafuti znajdzie się pod wodą. W scenariuszu pesymistycznym, zakładającym wzrost poziomu mórz o dwa metry, zalanych może zostać nawet 90 procent głównej wyspy kraju.
Już dziś mieszkańcy zmagają się z regularnymi podtopieniami, zasoleniem wód gruntowych, utratą plonów i niszczeniem infrastruktury. W ciągu ostatnich 30 lat poziom morza wokół Tuvalu podniósł się o około 14-15 centymetrów, a tempo wzrostu przyspiesza.
Migracja zaplanowana, a nie chaotyczna
W odróżnieniu od wielu innych migracji klimatycznych, które mają charakter nagły i nieuregulowany, przypadek Tuvalu jest starannie planowany. To pierwszy przykład relokacji całego narodu realizowanej z wyprzedzeniem, w ramach umów międzynarodowych i z zachowaniem ciągłości prawnej państwa.
Tuvalu zabiega bowiem nie tylko o fizyczne bezpieczeństwo obywateli, lecz także o uznanie swojej przyszłej „egzystencji bez terytorium”. Władze kraju postulują międzynarodowe porozumienie, które zagwarantuje ciągłość państwowości, granic morskich i praw suwerennych nawet w przypadku całkowitego zatopienia lądu.
-
Widoki jak z powieści fantasy. To magiczne miejsce znajduje się w Polsce
-
Wprowadzają nowy plan „Wataha”. To przełom w kwestii wilków
Równolegle realizowany jest projekt „cyfrowego państwa”: wyspy są skanowane w 3D, dokumenty przenoszone do wirtualnych archiwów, a instytucje publiczne przygotowywane do funkcjonowania online.
Zapowiedź globalnego problemu
Choć Tuvalu jest jednym z najmniejszych państw świata, jego sytuacja bywa postrzegana jako zapowiedź przyszłości dla wielu regionów. Według NASA tempo wzrostu poziomu oceanów od lat 90. XX wieku podwoiło się, a w niektórych miejscach – jak Zatoka Meksykańska – jest trzykrotnie wyższe od średniej globalnej.
Eksperci prawa międzynarodowego i klimatu zwracają uwagę, że dotychczasowy system ochrony uchodźców nie uwzględnia migracji spowodowanej zmianą klimatu. Program australijsko-tuwalski jest więc nie tylko pomocą dla jednego kraju, lecz także testem nowego modelu reagowania na kryzys, który z czasem może dotknąć setki milionów ludzi.
Dla Australii to również wyzwanie polityczne i społeczne: integracja migrantów, rozproszenie ich po różnych regionach kraju i zapewnienie wsparcia bez tworzenia gett. Dla Tuvalu – bolesny, ale kontrolowany proces przygotowywania się na utratę domu.
Pierwsi migranci już są w Australii. Za nimi pójdą kolejni, losowani rok po roku. Ich historia nie jest opowieścią o nagłej katastrofie, lecz o powolnym, mierzalnym i coraz lepiej udokumentowanym skutku globalnego ocieplenia. Tuvalu znika stopniowo, a wraz z nim znika złudzenie, że zmiana klimatu to problem przyszłych pokoleń.












