– Rzeka złej krwi płynie po drugiej stronie – stwierdził Mateusz Morawiecki w programie Kanału Zero, zapytany o trwający od kilku dni spór między politykami PiS-u, który jest także widoczny w mediach społecznościowych. – Z naszej strony od czasu do czasu też ktoś da upust swojej frustracji i niechęci, ale ja staram się nie odpowiadać nienawiścią na nienawiść ani frustracją na frustrację. Staram się patrzeć w przyszłość – dodał. Prowadzący rozmowę Jacek Prusinowski przypomniał przy tym niedawną wypowiedź Jacka Kurskiego na antenie Telewizji Republika. Twierdził on m.in. że Morawiecki działał na zlecenie Donalda Tuska, aby rozbić PiS, a Tusk „nad zwłokami Lecha Kaczyńskiemu (…) ściskał [się] z Putinem tymi samymi rękami, którymi miesiąc wcześniej wręczał nominację Morawieckiemu”.  

Były premier przyznał, że nie jest zaskoczony słowami Kurskiego. – Ja się bardzo cieszę, że pan Kurski stał się twarzą PiS-u, ponieważ widzę reakcje w internecie. Rozumiem, że każda partia, żeby przegrać, to musi mieć swojego Jacka. Platforma miała Jacka Murańskiego, a jeśli PiS bierze sobie na sztandary takiego Jacka, to tylko przyklasnąć – powiedział. Skonfrontowany z faktem, że w czasach jego rządów Jacek Kurski był prezesem Telewizji Polskiej, odparł: – Był – z mojej perspektywy – absolutnie pod parasolem jedynie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. 

Zobacz wideo Rycerze okrojonego stołu – prześwietlamy drużynę Morawieckiego

Przekonywał także, że sam był sceptycznie nastawiony do roli, jaką powierzono Kurskiemu. – Mi się ta propaganda nigdy nie podobała i dawałem temu wyraz na wielu forach, zwłaszcza wewnętrznych. Publicznie też dawałem temu wyraz, za co spotykała mnie zemsta ze strony pana Kurskiego. (…) Przedstawiał mnie w bardzo takim niekorzystnym świetle – mówił. 

Jacek Murański, o którym wspomniał Morawiecki, to uczestnik gal freak fightowych, w przeszłości siedział w więzieniu za pobicie. W trakcie kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi oskarżył Karola Nawrockiego, że ten ochraniał agencje towarzyskie. Na słowa Murańskiego powołał się później Donald Tusk.

Morawiecki: Najprawdopodobniej założymy osobny klub parlamentarny

– Na godzinę 20 jutro, czyli po Komitecie Politycznym PiS, zwołałem spotkanie członków stowarzyszenia. To będzie na pewno ciekawym, ważnym, burzliwym spotkaniem – zarówno merytorycznym, jak i programowym, koncepcyjnym, operacyjnym. Będziemy musieli znaleźć jakąś formułę, jeśli zostaniemy wyrzuceni z partii – zapowiedział Morawiecki. Dodał, że jeśli zostaną wyrzuceni z partii, to najprawdopodobniej założą własny klub parlamentarny. 

Rozpad PiS. Członkom stowarzyszenia Morawieckiego grozi wyrzucenie z partii

W czwartek (23 lipca) o północy minął termin ultimatum postawionego przez kierownictwo partii. Mówiło ono o tym, że parlamentarzyści, którzy nie złożą oświadczenia o braku przynależności do innych stowarzyszeń, mogą zostać wyrzuceni z partii. Chodziło przede wszystkim o członków powołanego przez Morawieckiego Stowarzyszenia Rozwój Plus. 

Następnego dnia oświadczenie wydał Jarosław Kaczyński, który poinformował, że trzydziestu kilku posłów „zrezygnowało z członkostwa” w ugrupowaniu. W związku z tym we wtorek (28 lipca) ma zebrać się Komitet Polityczny PiS, aby to potwierdzić. 

Morawiecki z kolei przekonywał, że do samego końca chciał pozostać w Prawie i Sprawiedliwości i kontynuować strategię „dwóch płuc”. Taką strategię ogłosił kilka miesięcy temu Jarosław Kaczyński, niedługo po tym, jak były premier poinformował o utworzeniu stowarzyszenia. – Nie możemy jednak zgodzić się na to, aby poprzez ultimata czy szantaż tak naprawdę strategia jeszcze niedawno uzgodniona wylądowała w koszu – powiedział były premier. 

Udział