
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Rząd przyjął projekt ustawy umożliwiającej zbieranie informacji o zarobkach medyków w powiązaniu z ich numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu (PZW). To pokłosie afery związanej gigantycznymi zarobkami 29-letniego lekarza w trakcie specjalizacji i byłego radnego KO, Daniela Kacprzyka, który w 2025 roku otrzymał 1,6 mln zł jako koordynator SOR w Szpitalu Południowym, łącząc to z pracą w trzech innych placówkach. Czy pana zdaniem nowe przepisy uzdrowią sytuację?
Bolesław Piecha: Dla mnie to absolutne zagranie PR-owe. Wiązanie numeru PESEL z dokładnymi zarobkami w świetle ustawy – i to robione na kanwie skandalicznego zachowania jednego lekarza, mocno powiązanego politycznie – to nieporozumienie.
Dlaczego?
Bo gdzie tu prywatność i tajemnica? Idąc tym tropem, możemy zacząć sprawdzać prywatne biznesy różnych osób, które świadczą usługi dla samorządów czy przedsiębiorstw państwowych, bo przecież oni też korzystają z pieniędzy publicznych.
Ale będzie wiadomo, kto zarabia więcej, a kto mniej.
Od miarkowania zarobków i weryfikacji oświadczeń podatkowych jest skarbówka. Umowy cywilnoprawne zazwyczaj mają charakter poufny, dlatego jestem zaniepokojony takim nadużywaniem prawa. Nie oznacza to jednak, że w służbie zdrowia jest różowo. Mamy do czynienia ze skandaliczną degrengoladą i gigantycznymi dysproporcjami.
Przykładów ogromnych zarobków, jak w przypadku Daniela Kacprzyka, jest dużo więcej? O jakiej skali mówimy?
Oczywiście, że jest. Może nie aż tak rażących, bo mówimy tu o rezydencie kilkanaście miesięcy po stażu. To, że dostał takie pieniądze i został koordynatorem bez koneksji politycznych, jest po prostu niemożliwe. Każde tłumaczenie ze strony rządzących jest w tym przypadku bardzo cienkie. Człowiek łączył pracę w czterech placówkach i zarządzał SOR-em. To skandal. Nie ma fizycznej możliwości, aby ten człowiek rzetelnie wywiązał się ze wszystkich umów, które podpisał.
Ale miał przecież przełożonego.












