
Łukaszenka zabrał głos podczas narady, poświęconej wynikom kompleksowej kontroli Sił Zbrojnych Republiki Białorusi. Jak wynika z oficjalnego komunikatu jego administracji, w spotkaniu uczestniczyło około 300 osób, w tym dowódcy jednostek objętych kontrolą. Sama kontrola trwała od 16 stycznia i miała być największą tego typu operacją w historii Białorusi. – Nie może być mowy o czasie pokoju. Przygotowujemy się do wojny – oświadczył Łukaszenka. Chwilę później dodał, że Białoruś jest „absolutnie przeciwna wojnie”, ale siły zbrojne istnieją właśnie po to, by odpowiedzieć, jeśli ktoś zechce rozmawiać z Mińskiem „przez celowniki broni”.
Kontrola armii miała pokazać, jak wojsko zadziała w warunkach wojny
Według komunikatu celem kontroli było sprawdzenie, jak zachowają się jednostki postawione w stan pełnej gotowości bojowej, w warunkach jak najbardziej zbliżonych do wojennych. Łukaszenka podkreślał, że nie interesują go kontrole prowadzone wyłącznie w realiach czasu pokoju. – Uważam, że te kontrole w czasie pokoju to strata pieniędzy. Nie mamy zbędnych pieniędzy – mówił. Zaznaczał też, że żołnierze musieli działać w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych wyzwań, bez oglądania się na pogodę, porę dnia czy inne utrudnienia.
Łukaszenka mówił o gotowości, sprzęcie i sprawności fizycznej
Białoruski przywódca wyliczał, że w nowoczesnej wojnie kluczowe znaczenie mają: przygotowanie oficerów, opanowanie broni przez żołnierzy, sprawność fizyczna oraz stan uzbrojenia i techniki wojskowej. – To podstawa przetrwania i zwycięstwa w walce – stwierdził. Dużo miejsca poświęcił też mobilności jednostek i konieczności częstszej zmiany rejonów koncentracji. Ostrzegał, że przeciwnik może znać położenie białoruskich sił, a stałe punkty rozmieszczenia mogą stać się pierwszym celem ataku. Mówił również o rosnącym znaczeniu dronów i przyznał, że są one zagrożeniem.
Straszenie wojskowych konsekwencjami
W czasie narady Łukaszenka ostrzegał dowódców, że jeśli nie udowodnią swojej skuteczności, mogą stracić stanowiska. Wprost zapowiedział, że nie zamierza tolerować fałszowania obrazu sytuacji w armii. Podkreślał, że do sprawdzania stanu sił zbrojnych zaangażowano nie tylko struktury wojskowe, ale również służby specjalne, prokuraturę, Komitet Śledczy i Komitet Kontroli Państwowej. Jak tłumaczył, chodziło o to, by uzyskać możliwie najbardziej obiektywny obraz i wychwycić przypadki kłamstw oraz zaniedbań. Całą operację, oznaczoną jako „tajna” miał nadzorować osobiście.
Łukaszenka: wojna jest za naszym płotem
Białoruski prezydent przekonywał, że sytuacja geopolityczna się pogarsza, a zagrożenia powstają w bezpośrednim sąsiedztwie granic. – Widzicie, co się dzieje. Wojna jest za naszym płotem – powiedział. Jednocześnie zaznaczał, że współczesne działania wojenne nie muszą zaczynać się od klasycznej koncentracji wielkich sił przy granicy. Jego zdaniem ewentualny przeciwnik może działać mniejszymi grupami, szybciej i trudniej do wykrycia. Dlatego – jak przekonywał – białoruska armia musi być gotowa do natychmiastowej reakcji i działania w nowych realiach pola walki. – Jestem osobą dobrze poinformowaną. Wiecie, że prowadzimy rozmowy z Amerykanami. A moje doświadczenie życiowe i zawodowe, w tym służba w armii, pomagają mi wyciągać odpowiednie wnioski z uśmiechów, uścisków, pocałunków i tym podobnych gestów ze strony Amerykanów aż po Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną. Nie mówię już o Chinach i Rosji. Mam długoletnie relacje z przywódcami, i nie tylko z przywódcami – dodał Aleksandr Łukaszenka cytowany przez agencję BelTA.
Czytaj także: Podczas gdy Amerykanie mierzą się z ogromnymi kosztami wojny i destabilizacją regionu, w którym mają sojuszników, Izrael sukcesywnie realizuje swoje strategiczne cele: zniszczenie irańskiej infrastruktury i osłabienie Hezbollahu – czytaj na Wyborcza.pl.












