W ostatnich tygodniach można było nasłuchiwać doniesień, związanych ze zdrowiem Mai Chwalińskiej. Druga najlepsza polska singlistka w rankingu WTA, po Idze Świątek, odzyskiwała formę oraz wracała do pełnej sprawności.


Kontuzja, której doznała podczas wielkoszlemowego Wimbledonu, okazała się być bardziej czasochłonna, aniżeli pierwotnie zakładano. Zegar tykał, Chwalińska wraz ze swoim sztabem chciała się jednak odpowiednio przygotować do powrotu. Tym bardziej że po finale Roland Garros 2026, oczekiwania względem Polki wzrastają.


I to nie tylko w kontekście polskich kibiców czy ekspertów tenisowych.

WTA 1000 Toronto: Maja Chwalińska przegrała. Smutny powrót Polki na kort


Widać to po komentarzach, które pojawiły się w sieci. Chwalińska rozbudziła apetyty, a oczekiwanie na powrót prezentującej bardzo ciekawy tenis zawodniczki, oparty na technicznych atutach i umiejętności korzystania z całej przestrzeni kortu, elektryzował wielu kibiców. Niestety, na twardych kortach w Toronto powodzenia nie było. Polka przegrała z niżej usytuowaną w rankingu Australijką Talią Gibson w dwóch setach. Wydaje się, że przynajmniej jednego mogła wygrać, ale co innego spoglądać na wydarzenia z boku, a co innego w nich bezpośrednio uczestniczyć.


Chwalińska miała jednak w secie otwarcia, ostatecznie przegranym (5:7) kilka dobrych momentów. Polka prowadziła m.in. 2:1 i 4:3 z przełamaniem serwisu rywalki. Chwalińska nie potrafiła jednak potwierdzić tego wygranym gemem serwisowym, co kończyło się błyskawicznymi przełamaniami powrotnymi. Aż wreszcie tym decydującym, gdzie zamiast tie-breaka, z 5:6 zrobiło się 5:7.


Scenariusz powtórzył się w drugiej odsłonie. Choć Gibson wygrała przekonująco 6:1, w pierwszym gemie to Chwalińska mogła wyjść na prowadzenie, mając trzy break pointy. Niestety, zaczęło się od 1:0 dla Australijki, później było już nawet 4:0 i kiedy Polka skutecznie przełamała przeciwniczkę, to ponownie pojawiło się przełamanie powrotne i przy 5:1 Gibson chwilę później zamknęła tego seta (6:1) i całe spotkanie.



Dla Polki był to debiut w drabince głównej na poziomie turnieju WTA 1000. Należy o tym pamiętać, zwłaszcza biorąc pod uwagę krytykę za drugą z rzędu porażkę już na etapie pierwszego, turniejowego spotkania. Od finału Roland Garros 2026 Chwalińska szuka bowiem kolejnego powodu do radości.


W Londynie przegrała ze zdrowiem, w Kanadzie to przeciwniczka była lepsza w decydujących momentach. Australijka nie pozwoliła Polce wciągnąć się w jej styl gry. A dyktowanie warunków na takiej nawierzchni, preferującej raczej mocno i szybko grające zawodniczki, jest podwójnie trudne.


Trudno nie zgodzić się ze znanym dziennikarzem Jose Morgado. Cieszy powrót Chwalińskiej do gry, do zdrowia, ale Polka musi zacząć szukać przełamania w postaci wygranej. Najgorzej byłoby teraz stracić tę radość z pokazywania swojego tenisa na poziomie kolejnych, ważnych zwycięstw. Wiadomo, że Chwalińska dopiero oswaja się z perspektywą bycia w najlepszej trzydziestce rankingu WTA.


Trzeba jednak uważać, bo konkurencja tylko czeka na takie potknięcia Polki. A ranking tenisowy jest nieubłagany i nie pozwala na jakieś dłuższe momenty słabszej formy.

Udział