
W piątek 17 kwietnia w TV Republika miał miejsce program „Michał #Rachoń”. Gościem jednej z części był radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego Marcin Borys. Polityk został odwołany ze stanowiska prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Legnicy, a część osób wiąże to z apelem Borysa do Moniki Wielichowskiej, aby „walczyła o prawdę i ją pokazała” ws. afery w Kłodzku. Sam zainteresowany jednak tego nie łączy.
Prowadzący program w Telewizji Republika przekonywał, że panuje zmowa milczenia ze strony wicemarszałek Sejmu, czy Donalda Tuska. Przypomniał też o sytuacji z posłem Piotrem Borysem i reporterem TV Republika. Radny wskazywał szereg przypadków pedofilii, zarzucając Telewizji Republika, że interesuje się tym tematem tylko dlatego, że dotyczy KO. – I czemu tam też państwo nie pojedziecie i nie pokażecie? – pytał.
Marcin Borys w TV Republika wydawał z siebie dziwne dźwięki. Wymowna reakcja prowadzącego
Marcin Borys następnie zwracał uwagę, że w czasie, kiedy doszło do przestępstwa, rządziło PiS, które sprawowało nadzór nad prokuraturą. – To ja zapytam. Przyjedzie pan do Lubina i porozmawiamy o pedofilii u salezjanów? To jest jeden z większych organów kościelnych. Zapraszam pana redaktora serdecznie z panem redaktorem Januszem Życzkowskim. Przedstawimy wam, jak wygląda sprawa, jak sprawa była tuszowana – apelował radny na koniec kilkunastominutowej rozmowy.
Prowadzący kolejny raz przekonywał jednak, że Borys „jest przedstawicielem tego środowiska politycznego, którego dotyczy sprawa Wielichowskiej”. Sugerował, że wiele osób „związanych z KO było skazanych za czyny pedofilskie stąd pytania”. Kiedy radny był już żegnany, zaczął wydawać z siebie dziwne dźwięki, których nie można było zrozumieć, ale kamera go nie pokazała. „Satanistyczne wrzuty polityka KO, mamrotającego pod nosem” – ocenił w sieci pracownik TV Republika.

