
Wieści dotyczące decyzji Marcina Janusza pojawiły się w poniedziałkowy poranek, wraz z publikacją rozmowy, którą z siatkarzem przeprowadziła dziennikarka Edyta Kowalczyk. Na łamach „Przeglądu Sportowego” i Onetu wicemistrz olimpijski (2024) przyznał, że to koniec jego reprezentacyjnej kariery.
Siatkarz cierpi bowiem na zwłóknienie wątroby drugiego stopnia. To efekt wieloletniego grania na granicy – co jest w przypadku zawodowego sportu – smutną codziennością. Aplikowane leki przeciwbólowe, żeby być gotowym na najważniejsze wyzwania – włącznie ze wspomnianym, turniejem olimpijskim, prędzej czy później odbijają się na zdrowiu sportowców.
Szczęście w nieszczęściu, odpowiednio postawiona diagnoza pozwoliła Januszowi na opanowanie sytuacji na tyle, żeby nie mieć przed sobą perspektywy przedwczesnego zakończenia jakiejkolwiek, siatkarskiej aktywności.
Co ciekawe, Janusz już w końcówce 2025 roku niejednoznacznie dawał do zrozumienia, że w reprezentacji Polski raczej już nie zagra, o czym pisaliśmy na łamach WPROST. Warto dodać, że rozgrywający był nieobecny w drużynie narodowej w całym poprzednim sezonie reprezentacyjnym.
Marcin Janusz nie zagra w reprezentacji Polski. Kto będzie jego następcą?
Nie ulega wątpliwości, że rozgrywający występujący obecnie w barwach Asseco Resovii Rzeszów, był kluczowym graczem w układance selekcjonera Polaków. Trener Nikola Grbić od początku swojej kadencji, czyli wraz ze startem 2022 roku, zdecydowanie postawił „jedynkę” przy nazwisku Janusza. Tym samym zakończył się też etap, w którym do reprezentacji powoływany był Fabian Drzyzga. Czyli dwukrotny mistrz świata, z 2014 i 2018 roku.
Czy brak Janusza oznacza powrót Drzyzgi? Tego kierunku raczej trudno spodziewać się ze strony Grbicia. Serb stawia przede wszystkim na stabilizację i sprawdzonych siatkarzy. Z tego też względu należy się raczej spodziewać, że dwójką najważniejszych ludzi odpowiedzialnych za „drugie odbicie” będą Marcin Komenda (Bogdanka LUK Lublin) i Jan Firlej (PGE Projekt Warszawa).
Właśnie ci siatkarze w sezonie 2025 najczęściej byli delegowani w drużynie narodowej, pod nieobecność Janusza. Skoro na numerze 1 w reprezentacji pojawił się wakat, przyszedł czas na wybór kogoś nowego. A raczej przesunięcie w hierarchii, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w ubiegłorocznej kampanii polskiego teamu.
Komenda to rozgrywający, który na co dzień gra z inną dwójką reprezentacyjną: przyjmującym Wilfredo Leonem oraz atakującym Kewinem Sasakiem. Można zatem mówić o symbolicznej osi ofensywnej, którą można stworzyć z samych graczy mistrzów Polski z Lublina. Co zresztą wcale nie było takie rzadko spotykane, biorąc pod uwagę m.in. kontuzje Bartosza Kurka, nominalnie pierwszego atakującego reprezentacji.
Co z Firlejem? Ten również ma w klubie siatkarzy, którzy są w gronie kadrowiczów. Największy z pewniaków to Jakub Kochanowski, środkowy PGE Projektu. Dodatkowo bardzo dobry sezon rozgrywa Bartosz Bednorz, który powinien być brany pod uwagę przez Serba w trakcie sezonu 2026 w reprezentacji. Wiele wskazuje na to, że swoje miejsce będzie miał w drużynie narodowej również Bartosz Gomułka – leworęczny atakujący zespołu z Warszawy. Ze względu na kontuzję Sasaka, w bezpośrednim zestawieniu ma on nawet więcej argumentów na plus, aniżeli – na tu i teraz – atakujący Bogdanki LUK. Gomułka to zresztą żadna nowość w reprezentacji, był bowiem w szerokim składzie na sezon 2024, a w ubiegłym roku zadebiutował w zespole Grbicia.
Powrót Grzegorza Łomacza? Nikola Grbić może też wybrać „kolejnego Nowaka”
W bezpośrednim zestawieniu Komendy i Firleja, kto będzie numerem 1? Decyzja ostateczna należy oczywiście do selekcjonera Polaków, ale trudno nie odnieść wrażenia, że więcej zaufania serbski trener ma do gracza Bogdanki LUK. Firlej, choć również ma za sobą dobre miesiące w PGE Projekcie, to więcej szaleństwa w graniu, aniżeli sumienny Komenda. W obu przypadkach – to żadne minusy, wręcz przeciwnie – ale to może być jakaś forma zderzenia argumentów i wybrania właśnie siatkarza pochodzącego z Krakowa. Aczkolwiek do początku sezonu reprezentacyjnego pozostało jeszcze trochę czasu.
Skoro są dwa najważniejsze, potencjalne nazwiska, kto za plecami duetu Komenda – Firlej? Niewykluczone, że Serb będzie chciał dołożyć jeszcze trochę doświadczenia i wróci do sprawdzonego rozwiązania z… Grzegorzem Łomaczem. Siatkarz PGE GiEK Skry Bełchatów nadal jest jednym z najlepszych na swojej pozycji w PlusLidze. A kariery reprezentacyjnej oficjalnie nie skończył, więc wicemistrz olimpijski (2024) i generalnie – multimedalista pod każdym kadrowym względem – może znaleźć się w ścisłym gronie. Pamiętając jednak, że to zawodnik z rocznika 1987.
Na zapleczu jest za to kilka innych nazwisk, choć to już raczej melodie, które można rozpatrywać w kategoriach głębszego zaplecza. Przykład? Łukasz Kozub. Problem jednak w tym, że Polak jest głównie rezerwowym w szeregach Indykpolu AZS Olsztyn. Jeśli za to inwestycja w przyszłość, można również sięgnąć na zaplecze PlusLigi, konkretnie do Bydgoszczy. Jest tam bowiem Błażej Bień, którego trenuje Michal Masný – w przeszłości bardzo solidny, słowacki rozgrywający. Bień to rocznik 2005, zdolny chłopak, mający papiery na solidne granie. Ten ruch byłby przypadkiem podobnym do wyłowienia z zaplecza krajowej elity Jakuba Nowaka – wówczas (przed sezonem 2025) pierwszoligowca z Lechii Tomaszów Mazowiecki. Jak się obroniła ta decyzja, pokazały medale na szyi zdolnego środkowego.
Jednak sam fakt wskazywania w kontekście reprezentacji Polski rozgrywającego pierwszoligowego, pokazuje najlepiej, że wcale nie jest tak kolorowo z tą pozycją w przestrzeni PlusLigi, nie mówiąc już o zagranicznych ligach.












