Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Po tygodniu głodówki, w proteście przeciwko zmianie rektora, opuściła pani budynek Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Gdy wyłączyli pani prąd, zapowiadała pani jednak, że to nie koniec. Jaki jest dalszy plan?
Maria Kurowska: Nic nie jadłam, bo Sławomir Cudak, niby-rektor, nie pozwolił posłom, aby mi przynieśli jedzenie. Ale gdy moi koledzy zaczęli z determinacją próbować dostarczyć mi pokarm, a nawet przeskakiwać przez ogrodzenie, uznałam, że podejmę głodówkę i wtedy nie będą narażać swojego zdrowia. Później odcięto mi prąd i nie mogłam naładować komórki, która była moim narzędziem pracy. Gdy prof. Cudak przez wyciętą dziurę w ścianie wszedł i zajął gabinet rektora, że mój protest w tym miejscu nie ma sensu. Nazwę „głodówka” zamieniłam na „post”, bo to słowo ma wymiar duchowy.
Post jest ważny. Jezus mówił do uczniów, że trudne sprawy można pokonać modlitwą i postem. Zatem walczę o normalną, sprawiedliwą Polskę – oprócz pracy w parlamencie – takim właśnie orężem.
Zamierza pani przychodzić do Sejmu i nic nie jeść?
Tak, będę żyć normalnie, ale nadal nie będę spożywać posiłków.
Ale w zasadzie jaki to ma sens?














