
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Departament Stanu USA, powołując się na poufność danych dotyczących wydawanych wiz, odmówił określenia, w jakim trybie do Stanów Zjednoczonych przybył Zbigniew Ziobro. Były minister sprawiedliwości może czuć się bezpiecznie pod parasolem amerykańskiej administracji?
Leszek Miller: Administracja amerykańska – ani prezydent USA, ani Marco Rubio, ani ktokolwiek inny z polityków – na tym etapie ma niewiele do rzeczy. Pierwszy krok to kwestia orzeczenia sądowego. Wbrew temu, co zapowiada polski minister sprawiedliwości, wniosek o ekstradycję w celu wydania Ziobry może zostać złożony dopiero w momencie, gdy orzeczenie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa stanie się prawomocne. A to nie nastąpi ani dzisiaj, ani w najbliższych dniach. Wiemy już, że Sąd Okręgowy ma rozpoznać zażalenia obrońców na postanowienie sądu rejonowego dopiero we wrześniu. Dopiero wtedy wniosek może zawędrować za ocean. Tam będzie go rozpatrywał sąd federalny, który nie rozstrzyga o winie, tylko o samej dopuszczalności ekstradycji.
Co się stanie, jeśli amerykański sąd stwierdzi, że nie widzi podstaw do odesłania Ziobry do Polski?
Wówczas sprawa kończy się definitywnie. Na tym etapie ani Sekretarz Stanu, ani żaden inny urzędnik w Stanach Zjednoczonych nie może już nic z tym zrobić. Zbigniew Ziobro doskonale musi pamiętać sprawę Edwarda Mazura.
Sam składał wniosek o jego ekstradycję, ale sąd uznał argumentację za słabą i niespójną.












