Polska przestrzeń powietrzna została naruszona w czwartek 30 lipca nad ranem, kiedy Rosja przeprowadzała zmasowany atak na Ukrainę. Wojsko już wtedy zauważyło, że niektóre obiekty mogą stanowić zagrożenie ze względu na kierunek lotu. Jeden z nich o godzinie 3.29 zbliżył się do polskiej granicy na odległość około 5 km, po czym zmienił kierunek lotu i skierował się na wschód.
Około 10 minut później wojsko wykryło kolejny, który leciał na zachód i wysłało do niego F-16, ale obiekt zanikł ze wskazań systemów radiolokacyjnych. Załoga śmigłowca Mi-24 ustaliła, że spadł w terenie niezabudowanym w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim.
Tarnawa-Kolonia. Spadła rakieta manewrująca, zdolna przenosić głowice jądrowe
Premier Donald Tusk i Prokuratura Okręgowa w Lublinie już wcześniej informowali, że wspomnianym obiektem najprawdopodobniej była uzbrojona rosyjska rakieta. Teraz ta informacja została oficjalnie potwierdzona przez wiceministra obrony narodowej Cezarego Tomczyka.
– Rozmawiałem z Dowódcą Operacyjnym [Rodzajów Sił Zbrojnych] generałem [Ireneuszem] Nowakiem i możemy z pełną odpowiedzialnością potwierdzić, że była to rosyjska rakieta CH-101, czyli rakieta manewrująca, zdolna przenosić nawet głowice jądrowe, która wybuchła przy zderzeniu z ziemią – powiedział Tomczyk w TVN24. Wiceszef resortu przyznał, że jest ona „potencjalnie bardzo niebezpieczna”.
>>>>> Dlaczego F-16 nie zestrzeliły uzbrojonej rakiety, która wybiła gigantyczny lej w Tarnawie-Kolonii? Były pilot, major rezerwy Michał Fiszer analizuje dla „Wyborczej” >>>>>
20 rosyjskich rakiet leciało w kierunku Polski
Tomczyk poinformował, że do zdarzenia doszło podczas „jednego z największych ataków rakietowych na Ukrainę od początku wojny”. – Normalnie śledzimy kilkaset obiektów, które zazwyczaj są dronami uderzeniowymi. Zazwyczaj Rosjanie atakują 10-20 rakietami. W tym przypadku mówiliśmy o około 70 rakietach, z czego 20 leciało w kierunku Polski – powiedział wiceszef resortu obrony w TVN24.
Ukraiński pilot nie mógł wkroczyć do akcji
Polityk zaznaczył, że „w ogromnej większości rakiety zostały zestrzelone przez Ukrainę nad Ukrainą”. – Lotnik, który śledził tę ostatnią rakietę, której nie udało mu się zestrzelić, 20 sekund przed granicą zawrócił – powiedział Tomczyk. Zrobił to, ponieważ – jak wyjaśnił wiceszef MON – nie mógł wlecieć w polską przestrzeń powietrzną, gdyż jest to zabronione. Do akcji włączył się więc polski F-16.
Generał Nowak „był gotowy do wydania polecenia o zestrzeleniu”. – Gdyby ta rakieta leciała w kierunku zachodnim, to w ciągu kilkunastu sekund zostałaby zestrzelona przez polskie myśliwce, które namierzyły ją mniej więcej w tym momencie, w którym ona przyziemiła – powiedział Tomczyk.


