
Mateusz Morawiecki w poniedziałek 16 marca był gościem na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie spotkał się ze studentami. Były premier poinformował tam, że nie planuje zakładania nowej partii. W pewnym momencie padło pytanie dotyczące ewentualnego wejścia PiS w koalicję w przypadku wygranej w wyborach parlamentarnych, które odbędą się w przyszłym roku.
PiS wejdzie w koalicję po wyborach?
– Jak najbardziej mogę sobie wyobrazić różne rozmowy – odpowiedział Morawiecki, a następnie przytoczył przeszłe wydarzenia. – Rozmawiałem zresztą też i z przedstawicielami PSL-u i Konfederacji w 2023 roku. Jak może widzicie państwo, troszeczkę się odróżniam tym od wielu innych liderów, że personalnie staram się nie atakować liderów ani Konfederacji, ani Partii Razem, tych, z którymi staram się rozmawiać, nawiązywać jakiś kontakt. Ani PSL-u, ani Polski 2050 – powiedział polityk.
Morawiecki robi bilans strat PiS
Zdaniem polityka „trzeba umieć się dogadywać”. – Nie ma co obrażać swoich przeciwników politycznych, bo potem te emocje mogą zdziałać negatywnie. My mieliśmy taką sytuację właśnie w 2023 roku, że wygraliśmy wybory, mieliśmy 40, chyba 41 posłów więcej niż następna partia w kolejności – bardzo dużo więcej – ale nic nam to nie dało, bo nie mieliśmy zdolności koalicyjnej. Teraz poprzez sposób prowadzenia polityki, kampanii wyborczej, prekampanii staram się nie palić mostów między nami a innymi ugrupowaniami. Po to, żebyśmy ewentualnie w czasie, kiedy będzie potrzebny ten koalicjant, mogli mieć tę zdolność koalicyjną – poinformował Mateusz Morawiecki.
Zaostrzenie przepisów ws. aborcji spowodowało spadek poparcia dla PiS?
Poseł PiS został również zapytany o główne powody utraty władzy przez PiS. – Kiedy zapadł wyrok w sprawie aborcji, to poparcie dla PiS tąpnęło z 45 proc. na 35 proc. i nigdy już nie wróciło do poprzedniego stanu. Czyli macie państwo (…) przynajmniej część odpowiedzi, na pytanie, które pan zadał. Z całą pewnością patrzenie większości społeczeństwa na ten temat, było inne, niż wyobrażenie najbardziej radykalnej części partii rządzącej wówczas, czyli PiS – ocenił Morawiecki.
Kaczyński postawił na kompromis: nie wyszedł z kandydaturami Tobiasza Bocheńskiego czy Patryka Jakiego, bo te byłyby nie do zaakceptowania przez zwolenników Morawieckiego. Sięgnął po Czarnka, byłego ministra edukacji w rządzie Morawieckiego. Polityka, którego partia badała jeszcze przed kampanią prezydencką, gdy szukała swojego kandydata na prezydenta – pisze Agata Kondzińska w Wyborcza.pl.
Redagowała Kamila Cieślik











