-
Według badań nad tylozaurem, największe mozazaury miały prawdopodobnie największą siłę ataku spośród wszystkich morskich drapieżników.
-
Tylozaur osiągał 13 metrów długości i ważył około ośmiu ton, a jego potężny ogon pozwalał na gwałtowne przyspieszenie podczas polowania.
-
Badania wykazały, że szeroki ogon tylozaura działał jak potężne wiosło dające przewagę podczas ataku z zaskoczenia na różne morskie zwierzęta.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ogromny tylozaur robi kolosalne wrażenie. Ten drapieżnik znany jest od XIX wieku, odkąd w 1869 r. opisano go na podstawie skamieniałości ze Stanów Zjednoczonych. Miało to miejsce podczas wielkiej „gorączki białego złota”, jak nazywano poszukiwanie kości dinozaurów (jak się okazuje, nie tylko ich) na terenie Wielkich Równin podczas zdobywania Dzikiego Zachodu. Wiadomo jednak, że szczątki tylozaurów znane były prawdopodobnie już Indianom i znajdowały odbicie w ich legendach i wierzeniach.
Ten olbrzym wyglądał jak ogromne teropody, tyle że w wodzie. Osiągał 13 metrów, ważył z osiem ton – to są rozmiary tyranozaura. Nic dziwnego, że jeden z gatunków tylozaurów opisany w Teksasie w 2026 r. nazwany został Tylosaurus rex, podobnie jak Tyrannosaurus rex.
Ogon tylozaura nadawał mu kolosalne przyspieszenie
Paleontologowie od lat badają zatem szkielet tylozaura, ale tym razem postanowili się przyjrzeć innym jego cechom anatomicznym i powiązać je z fizyką. W tym z fizyką pływania. Takie badania przeprowadziła paleontolożka Kiersten Formoso z Uniwersytetu Rutgersa w New Jersey. Możemy o nich przeczytać w „Current Biology”, otwiera się w nowym oknie. To materiał o budowie zwłaszcza ogona tylozaura, z której wynika, że zwierzę to miało wręcz niesłychane możliwości.
„Rekonstrukcja sprawności lokomotorycznej wymarłych zwierząt ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia ich życia, a jest trudna. Tkanki miękkie kontrolujące ruch rzadko ulegają fosylizacji i nie zachowują się w kamieniu” – czytamy. Udało się jednak zgromadzić dość szczątków i danych, aby zbudować modele ruchu tylozaura i innych mozazaurów w wodzie. Wynika z nich, że mozazaur polegał na jednym, niezwykle silnym zamachu ogonem, który wyrzucał go z prędkością 24 kilometrów na godzinę w kierunku niczego niepodejrzewającego celu. To spójne z tym, co wiemy o polowaniu tych morskich drapieżników. Atakowały one mianowicie z zasadzki. Ich duże rozmiary świetnie przydawały się do tego, by zmylić ofiarę i – mimo ogromnej wielkości i masy – zaatakować szybciej niż taka ofiara się spodziewa.
Ofiarami bywały inne morskie gady np. mniejsze mozazaury, także plezjozaury czy ichtiozaury, jak również większe ryby, w tym rekiny. Wiemy na pewno, że tylozaur atakował również pterozaury oraz mezozoiczne ptaki morskie np. podobne nieco do perkozów z rodzaju Hesperornis. Gniazdowały one nad morzami, ale tylozaury czekały aż wejdą do wody. Hesperornisy polowały jak perkozy, głuptaki czy podobne współczesne ptaki, nurkując w kierunku ryb i głowonogów. Wtedy mozazaur atakował z ogromną szybkością. Zabójczą nawet dla ptaka.
To przyspieszenie wytwarzane przez jedno potężne machnięcie ogonem dawało mu ogromną przewagę i prawdopodobnie stawia tylozaura na pierwszym miejscu wśród drapieżników o największej sile ataku. Kredowy drapieżnik nacierał niczym pocisk, to musiał być atak, jakiego świat nie widział.
Nie było sposobu, aby uciec przed atakiem tylozaura
Naukowcy mówią, że wykorzystali do badań tego morderczego przyspieszenia rekonstrukcje mięśni szkieletowych i ogonowych, aby ustalić amplitudę wychylenia ogona, mocy wyjściowej mięśni i oporu hydrodynamicznego w czasie ataku. „We wszystkich modelowanych warunkach prędkość wypadu rosła wraz z amplitudą zawinięcia ogona, a wzrost współczynnika oporu powodował jedynie niewielkie zmniejszenie sprawności” – czytamy. A zatem szeroki ogon tylozaura okazywał się kapitalnym wiosłem i jednocześnie potężnym napędem kolosa.
W zasadzie nie istniała ludzka możliwość, aby ktokolwiek mu uciekł, o ile wcześniej go nie zauważył i zbierał się do ucieczki w chwili, gdy tylozaur już nacierał. Tylozaur nie pływał rekordowo szybko – wiele ichtiozaurów musiało być lepszymi pływakami, ale zaatakować mógł z siłą i przyspieszeniem niespotykanym nie tylko wśród zwierząt morskich, ale i na lądzie.
Nie wszystkie mozazaury tak jednak robiły. Mozazaurydy z rodziny Russellosaurinae, takie jak Platecarpus czy Tylosaurus, nacierały z ogromnym przyspieszeniem, a gatunki z rodzaju Mosasarus czy Plotosaurus były prawdopodobnie pelagicznymi krążownikami, tzn. pływały po okolicy, patrolując je i rzadziej stosowały zasadzkę.
Efekt był taki, że w okresie kredy – zatem od 90 milionów lat do końca mezozoiku, czyli 66 milionów lat temu – to mozazaury stały się dominującymi drapieżnikami oceanów.














