-
W miejscowości Groń na Podhalu spłonął bus należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, a policja bierze pod uwagę możliwość podpalenia pojazdu.
-
Aktywiści łączą pożar z konfliktem dotyczącym koni pracujących na trasie do Morskiego Oka i oskarżają górali o celowe działanie.
-
W dniu zdarzenia odbył się protest przeciwników transportu konnego, doszło do przepychanek z policją, a obie strony konfliktu wzajemnie się oskarżają.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W nocy z soboty na niedzielę w miejscowości Groń na Podhalu spłonął bus należący do Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ). Do zdarzenia doszło około godz. 1:50. Na miejscu pracowała straż pożarna, a następnie policjanci, którzy przeprowadzili oględziny pojazdu i zabezpieczyli materiał dowodowy. Według informacji przekazanych przez zakopiańską policję DIOZ oszacował wstępne straty na 500 tys. zł.
Aktywiści twierdzą, że pojazd został celowo podpalony i oskarżają o atak lokalną społeczność. Policja potwierdza, że podpalenie jest jedną z rozpatrywanych wersji,
Z tych naszych wstępnych czynności wynika, że mogło dojść do podpalenia tego pojazdu – powiedział Wirtualnej Polsce st. asp. Maciej Kasprzycki z Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem.
DIOZ oskarża górali. „Podpalili nas”
Przedstawiciele DIOZ opublikowali w mediach społecznościowych wpis, w którym powiązali pożar z konfliktem o konie wykorzystywane do transportu turystów na trasie do Morskiego Oka.
„Górale w odwecie za walkę o konie z Morskiego Oka PODPALILI NAS! Odkąd jesteśmy w Bukowinie Tatrzańskiej, jesteśmy przez oprawców śledzeni, wygrażają nam śmiercią i grożą spaleniem ośrodków!” – napisali aktywiści.
Organizacja domagała się pilnego śledztwa i zarzuciła policji opieszałość, twierdząc, że „od prawie dwóch godzin od zdarzenia na miejsce nie dojechali jeszcze śledczy”.
Policja studzi jednak emocje i podkreśla, że sprawa wymaga dokładnego zbadania. Funkcjonariusze planują przesłuchać świadków oraz zabezpieczyć nagrania monitoringu z okolicznych posesji.
– Okoliczności tu będą na pewno weryfikowane, ponieważ jest to sprawa, gdzie obie strony oskarżają się wzajemnie o dokonanie tego czynu już między innymi właśnie za pośrednictwem mediów. Nie przesądzajmy winy kogokolwiek – zaznaczył st. asp. Kasprzycki.
Konflikt o konie z Morskiego Oka. Były protesty i zatrzymanie
W sobotę na szlaku odbył się protest przeciwników wykorzystywania koni. Manifestanci domagali się zakazu transportu konnego, a na banerach pojawiało się hasło „ofiary waszych wyborów”.
Koni nie pozwolimy wykorzystywać, choćbyśmy mieli przypłacić to własnym życiem – mówiła jedna z protestujących w rozmowie z Polsat News.
Wcześniej demonstranci próbowali blokować przejazd fasiągów, siadając na drodze. Policja użyła siły, by ich usunąć. Doszło do przepychanki, a jeden z mężczyzn został zatrzymany – informowała Polsat News.
Po drugiej stronie konfliktu stanęli górale, którzy zorganizowali kontrmanifestację. Przekonywali, że konie są zadbane, a przewozy mają ponad 100-letnią tradycję. Andrzej Mąka, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka, mówił o „prowokacjach” i „oszczerstwach”.
DIOZ zapowiedział natomiast, że chce zastąpić transport konny własną działalnością przewozową. Organizacja postuluje też, by TPN odkupił około 300 koni pracujących na trasie. Od 1 września trasa przewozów konnych ma zostać skrócona z Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza, a dalej ma być dostępny transport elektryczny.
– Nie wykluczamy żadnej wersji zdarzeń. Zbierany jest materiał dowodowy i dopiero po wykonaniu tych wszystkich czynności będziemy mogli powiedzieć o ewentualnie jakichś takich stuprocentowych okolicznościach – podsumował policjant w rozmowie z WP.
-
Miał planować zamach na czołowych polskich polityków. 23-latek zatrzymany
-
Wtargnął do kopalni, chciał przeprowadzić „interwencję”. Prokuratura wszczyna śledztwo ws. Obajtka













