
W środę wiceszef Pentagonu Elbridge Colby był pytany m.in. o to, czy w przypadku, gdyby władze Niemiec, Polski albo krajów skandynawskich zwróciły się do USA w sprawie tego, że chcą rozwijać swoje własne zdolności nuklearne, Waszyngton próbowałby odwieść je od tego pomysłu. – Tak, myślę, że próbowalibyśmy ich od tego odwieść. Myślę, że oczywiście co najmniej stanowczo byśmy się temu sprzeciwiali – odpowiedział Colby. – To hipotetyczne, ale jesteśmy przeciwni takiej ewentualności – dodał.
O tę wypowiedź, podczas konferencji prasowej w czwartek, został zapytany prezydent Karol Nawrocki w kontekście tego, czy takie słowa powinny paść publicznie z ust urzędnika Stanów Zjednoczonych – jak podkreśla zawsze prezydent – najważniejszego sojusznika Polski. Nawrocki nie odpowiedział na to pytanie, za to podkreślił ponownie, że jest zwolennikiem zdolności atomowych Polski, które powinny być realizowane z „poszanowaniem prawa międzynarodowego” i w dialogu dyplomatycznym z sojusznikami.
– W tym kontekście warto byłoby, jeśli ogłasza się choćby współpracę w zakresie broni atomowej z Paryżem – to bardziej nie do pana redaktora tylko do polskiego rządu – żeby wtajemniczać w tego typu dyskusję zwierzchnika sił zbrojnych. Szczególnie że niedawno osobiście podpisałem traktat z Nancy po pracy polskiego rządu. Jeśli są takie plany, to zwierzchnik sił zbrojnych powinien o nich wiedzieć przed wywiadami medialnymi – mówił Nawrocki.
W maju ubiegłego roku premier Donald Tusk i prezydent Francji Emmanuel Macron podpisali w Nancy przełomowy traktat, który przewiduje między innymi wzajemne gwarancje bezpieczeństwa dla Polski i Francji.
W miniony poniedziałek (5.05) prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił, że osiem krajów zgodziło się wziąć udział w zaproponowanym przez Francję zaawansowanym odstraszaniu; są to: Belgia, Dania, Grecja, Holandia, Niemcy, Polska, Szwecja i Wielka Brytania. Informację potwierdził Donald Tusk, a następnie szef BPM Marcin Przydacz skomentował, że prezydent nie był informowany o takich rozmowach.
Kosiniak-Kamysz: Zła interpretacja słów Colby’ego
Z kolei szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz skomentował, że słowa Colby’ego zostały źle zinterpretowane. – Chciałbym prosić o bardzo precyzyjne wypowiedzi, bo widziałem nagłówki w prasie, w internecie, tytuły, które nie oddają godzinnej wypowiedzi sekretarza Colby’ego. On mówił o indywidualnych zdolnościach poszczególnych państw, i tutaj amerykański sceptycyzm w tej sprawie jest znany. Ograniczenie rozwoju zdolności nuklearnych pojedynczych państw jest strategią Ameryki od dawna, to nie jest nic nowego – zaznaczył szef MON.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że Colby bardzo pozytywnie wypowiedział się w sprawie zwiększenia zdolności sojuszniczego odstraszania. – W naszych działaniach nie myślimy o żadnych innych niż o sojuszniczych zdolnościach odstraszania nuklearnego. Wszystko ma być w porozumieniu z kwaterą główną NATO w Brukseli. Wszystko ma być w ramach sojuszniczych deklaracji i współdziałania Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski, Niemiec, krajów skandynawskich – podkreślił.
– Nie warto ulegać chwilowej emocji klikalności, żeby w tak ważkim temacie nie doprecyzować wszystkich tych elementów – dodał.
Do sprawy odniósł się również rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz, w programie „Graffiti” Polsat News, który mówił, że dyskusja nie jest zamknięta. – Mamy odpowiedź, pierwszą reakcję administracji amerykańskiej. Słyszymy też o innych rozwiązaniach, które się mogą pojawić. Ostatnio słyszeliśmy o takim rozwiązaniu z Francuzami, o dzieleniu się bronią atomową i ewentualnie obecności myśliwców francuskich z głowicami jądrowymi. To jest proces, który się rozpoczyna. To nie jest tak, że ta dyskusja jest już na tym etapie zamknięta – powiedział Leśkiewicz.
Czytaj także: Przydacz o parasolu nuklearnym Francji: Prezydent nie był informowany












