
W maju tego roku Wielka Brytania doświadczyła jednej z pierwszych fal upałów sezonu. Temperatura w niektórych domach zbliżała się do 40°C. Dla wielu mieszkańców był to kolejny sygnał, że klimat szybko się zmienia. Według danych przytoczonych przez „The Guardian” klimatyzację ma już około 4 mln brytyjskich gospodarstw domowych, dwa razy więcej niż trzy lata wcześniej.
Choć Polska nadal należy do chłodniejszych krajów Europy, trend jest podobny. Coraz więcej osób szuka sposobów na obniżenie temperatury w mieszkaniach, szczególnie na najwyższych piętrach bloków i na poddaszach domów jednorodzinnych. W czasie fal upałów temperatura wewnątrz budynków może utrzymywać się powyżej 30°C także w nocy, utrudniając sen i zwiększając ryzyko problemów zdrowotnych.
To właśnie zdrowie jest jednym z najważniejszych argumentów za klimatyzacją. Ekstremalne upały należą dziś do najbardziej śmiercionośnych zjawisk pogodowych. Narażone są przede wszystkim osoby starsze, małe dzieci oraz ludzie cierpiący na choroby układu krążenia i oddechowego. Badacze podkreślają, że dostęp do skutecznego chłodzenia może dosłownie ratować życie podczas najgorętszych dni roku.
Dlaczego klimatyzacja budzi tyle kontrowersji?
Problem polega na tym, że klimatyzatory rozwiązują jeden problem, jednocześnie tworząc kilka kolejnych. Przede wszystkim zużywają energię elektryczną. Według danych przywoływanych przez ekspertów urządzenia służące do chłodzenia odpowiadają już za około 10 proc. światowego zużycia energii elektrycznej. Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje, że do połowy stulecia globalne zapotrzebowanie na chłodzenie może wzrosnąć ponad trzykrotnie.
To oznacza większe obciążenie sieci energetycznych, szczególnie podczas fal upałów. W wielu krajach właśnie klimatyzacja odpowiada za znaczną część szczytowego zapotrzebowania na energię elektryczną.
Dochodzi do tego jeszcze jeden problem. Klimatyzator nie usuwa ciepła, lecz przenosi je z wnętrza budynku na zewnątrz. W gęsto zabudowanych miastach tysiące pracujących jednocześnie urządzeń mogą dodatkowo podnosić temperaturę ulic i podwórek. Według cytowanych badań w niektórych gęsto zabudowanych obszarach efekt ten może zwiększać temperaturę otoczenia nawet o około 1°C.
Kolejnym wyzwaniem są czynniki chłodnicze wykorzystywane w wielu urządzeniach. Część z nich należy do grupy fluorowanych gazów cieplarnianych, które po przedostaniu się do atmosfery mają wielokrotnie silniejsze działanie ocieplające niż dwutlenek węgla. Dlatego znaczenie ma nie tylko ilość zużytej energii, ale również rodzaj zastosowanego urządzenia i sposób jego serwisowania.
Czy klimatyzacja może być bardziej ekologiczna?
Eksperci podkreślają, że współczesna klimatyzacja nie wygląda już tak jak kilkanaście lat temu. Największą różnicę robi wybór urządzenia. Najmniej efektywne są zwykle przenośne klimatyzatory z rurą wystawianą przez okno. Część schłodzonego powietrza ucieka przez nieszczelności, a urządzenie musi pracować intensywniej, aby utrzymać zadaną temperaturę.
Znacznie lepszym rozwiązaniem są klimatyzatory typu split, a szczególnie pompy ciepła powietrze-powietrze. Działają one na tej samej zasadzie co klimatyzacja, ale mogą zarówno chłodzić, jak i ogrzewać budynek. Według ekspertów są bardziej efektywne energetycznie i pozwalają ograniczyć zużycie paliw kopalnych, jeśli zastępują starsze systemy grzewcze.
Natalie Mathie, ekspertka ds. energii cytowana przez „The Guardian”, zwraca uwagę, że pompy ciepła nie wytwarzają chłodu czy ciepła bezpośrednio. Przenoszą energię z jednego miejsca do drugiego, dzięki czemu mogą dostarczać około trzech jednostek chłodzenia na każdą jednostkę zużytej energii elektrycznej.
Duże znaczenie ma również źródło energii. Najbardziej oczywistym partnerem dla klimatyzacji jest fotowoltaika. W słoneczne dni, kiedy zapotrzebowanie na chłodzenie jest największe, panele produkują najwięcej energii. W praktyce oznacza to, że część energii potrzebnej do pracy klimatyzatora może pochodzić bezpośrednio z własnego dachu. Jeszcze lepsze rezultaty daje połączenie klimatyzacji z domowym magazynem energii, który pozwala wykorzystać nadwyżki energii słonecznej także wieczorem.
Najtańszy chłód często nie wymaga klimatyzatora
Specjaliści zajmujący się chłodzeniem budynków zgodnie podkreślają, że klimatyzacja powinna być ostatnim, a nie pierwszym krokiem.
Najpierw warto ograniczyć ilość ciepła dostającego się do wnętrza budynku. Kluczowe znaczenie mają rolety zewnętrzne, okiennice, markizy oraz zasłanianie okien w najgorętszych godzinach dnia. Równie ważna jest dobra izolacja budynku. Jeśli gorące powietrze bez przeszkód dostaje się do środka przez dach, ściany czy nieszczelne okna, nawet najlepsza klimatyzacja będzie pracowała znacznie ciężej.
W wielu sytuacjach skuteczne okazują się również wentylatory. Zużywają wielokrotnie mniej energii niż klimatyzatory, a badania wskazują, że podczas wielu gorących dni mogą równie skutecznie ograniczać stres cieplny.
Znaczenie ma także otoczenie budynku. Drzewa, pnącza, zielone dachy czy jasne pokrycia dachowe ograniczają nagrzewanie powierzchni i pomagają utrzymać niższą temperaturę wewnątrz. W miastach może to mieć szczególne znaczenie, ponieważ beton i asfalt magazynują ogromne ilości ciepła.
Co to oznacza dla Polski?
Dla przeciętnego polskiego gospodarstwa domowego odpowiedź wydaje się coraz prostsza. Klimatyzacja przestaje być urządzeniem kupowanym wyłącznie dla wygody. W wielu mieszkaniach, szczególnie na poddaszach i ostatnich piętrach bloków, staje się sposobem radzenia sobie z coraz częstszymi falami upałów.
Nie oznacza to jednak, że każdy powinien od razu montować klimatyzator. Największy sens mają dziś rozwiązania łączące kilka elementów: dobrą izolację budynku, zacienianie okien, wentylację nocną, zieleń wokół domu oraz nowoczesne, energooszczędne urządzenia chłodzące.
Jeżeli klimatyzacja jest rzeczywiście potrzebna, najbardziej racjonalnym wyborem wydają się nowoczesne systemy typu split lub pompy ciepła powietrze-powietrze, szczególnie jeśli współpracują z instalacją fotowoltaiczną. W takim układzie chłodzenie nie staje się całkowicie bezemisyjne, ale jego wpływ na środowisko może być znacznie mniejszy niż powszechnie się uważa. Dla coraz gorętszej Polski może to okazać się rozwiązanie równie praktyczne, co rozsądne.











