
-
Humbak Timmy znów utknął na mieliźnie w niemieckiej części Bałtyku i nie poruszył się z miejsca od poniedziałku, 20 kwietnia.
-
Ratownicy chcą znów wydobyć piasek spod wieloryba, aby ułatwić mu odpłynięcie. Rozważane jest także dokarmianie zwierzęcia krewetkami i śledziami.
-
Na miejscu pojawiają się napięcia i konflikty między ratownikami, a część z nich zrezygnowała z udziału w akcji, powołując się na trudności we współpracy.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W poniedziałek informowaliśmy, że humbak Timmy zaczął płynąć, ale niestety w złym kierunku. Zwierzę przemieszczało się ze stosunkowo dużą prędkością, natomiast nie w stronę otwartego morza, a w głąb zatoki Kirchsee u wybrzeży niewielkiej wyspy Poel.
Niemcy. Humbak Timmy z Bałtyku znów na mieliźnie
W pewnym momencie wieloryb jednak znów osiadł na mieliźnie. Obecni na miejscu przyrodnicy próbowali skłonić go do dalszej drogi, ale od południa do wtorku rano Timmy cały czas pozostawał w tym samym miejscu w zatoce Kirchsee.
Na miejscu wielkiego ssaka obserwują przyrodnicy, jest też minister środowiska Meklemburgii-Pomorza Przedniego Till Backhaus. W poniedziałek musiała interweniować policja, bo w zaroślach ukrywali się gapie obserwujący humbaka. Każda dodatkowa para oczu na miejscu to jeszcze większy stres dla zwierzęcia – argumentują ratownicy i władze.
We wtorek Timmy nadal nie ruszył się z miejsca. Wieloryb co jakiś czas podnosi do góry płetwę i wyrzuca wodę. Nurkowie podpłynęli do niego, aby oblewać go wodą. Ok. 10:00 zaczęto szykować się do kolejnej akcji wypłukiwania piasku spod humbaka, aby umożliwić mu odpłynięcie – podobny zabieg wcześniej okazał się skuteczny.
Minister środowiska kraju związkowego Till Backhaus w rozmowie z mediami poinformował, że planowane jest także rozpoczęcie karmienia humbaka śledziami i krewetkami. Zwierzę jest wygłodzone, bo nie może w sposób naturalny zdobywać pokarmu. Jednocześnie przekazano, że nie ma mowy o ciągnięciu wieloryba z pomocą pasów, bo wielki ssak jest już poraniony i może spowodować to jeszcze większy ból.
Trwa akcja ratowania wieloryba z Bałtyku. Na miejscu jest coraz więcej konfliktów
Jak informuje stacja NDR, istnieją także obawy o to, czy zwierzę ma obecnie odpowiednią opiekę. Z zespołu trzech weterynarzy na miejscu został jeden. Jedna lekarka jest nieobecna ze względów zdrowotnych, a druga – Jenna Wallace, specjalistka od waleni, która specjalnie przybyła z Hawajów – opuściła miejsce w poniedziałek wieczorem. Pozostaje jednak w kontakcie telefonicznym z zespołem.
O swojej rezygnacji w poniedziałek poinformowała też rzeczniczka pierwszego zespołu ratunkowego. Jak stwierdziła, w obecnych warunkach „konstruktywna i profesjonalna współpraca nie są już możliwe”.
Media donoszą, że wśród ratowników często pojawiają się różnice zdań i wewnętrzne spięcia. Niektórzy z nich rezygnują, powołując się na standardy przyświecające lekarzom weterynarii. Zaniepokojenie w tej sprawie wyraził minister środowiska Backhaus.
„Wszyscy jesteśmy wykończeni” – podsumował w rozmowie z mediami przedsiębiorca Walter Gunz, współzałożyciel sieci Media Markt, który finansuje akcję ratunkową wieloryba. Podkreślił jednak, że zespół nie chce się poddać i będzie walczył o życie zwierzęcia za wszelką cenę.












