
Wydaje się, że układ zaproponowany przez Nikolę Grbicia jest prosty. Serb potrafi spojrzeć w stronę poszczególnych siatkarzy, obdarzając ich zaufaniem. W zamian zawodnicy muszą się jednak liczyć z wymaganiami, gdzie nie ma taryfy ulgowej. Wspólny cel można osiągnąć tylko poprzez sumienne wykonywanie poleceń.
Szefem jest trener Grbić. Jego podopieczni… pozostają podopiecznymi.
Aleksander Śliwka jak Kamil Semeniuk? Konsekwencja w kadrze siatkarzy
Jeszcze zanim ogłoszono nazwiska powołanych do reprezentacji Polski na sezon 2026, ponownie przewijał się wątek, bodajże najgłośniejszy, powołania dla Bartosza Kwolka. Człowieka, który wyróżnia się w szeregach PlusLigi, błyszczy również w europejskich pucharach, ale w kadrze u trenera Grbicia był tylko na początku kadencji.
Gwiazda Aluron CMC Warty Zawiercie znowu znalazła się poza składem reprezentacji. Grbić nie zmienić swojej decyzji. Wydaje się, że do tego grona dołączył również Norbert Huber. Grona siatkarzy, którzy niekoniecznie pójdą w ogień za trenerem reprezentacji.
Choć akurat w przypadku środkowego, przynajmniej oficjalnie, najważniejsze okazało się zdrowie. Rezygnacja z sezonu kadrowego i styl jej przekazania – pozostawił już jednak sporo do życzenia. Stąd można wyciągnąć, być może błędny, ale wniosek stawiający pod znakiem zapytania obecność Hubera przy powołaniach Grbicia w kolejnych latach.
Z drugiej strony Serb jest lojalny wobec sprawdzonych reprezentantów. Wydaje się, że dobrym przykładem tej teorii w sezonie 2026 będzie Aleksander Śliwka. Sięgając nieco głębiej, przyjmujący z PlusLigi wyjeżdżał przed dwoma laty (tj. 2024), jako człowiek właściwie spełniony. Śliwka stał się liderem ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, m.in. trzykrotnie zdobywając puchary Ligi Mistrzów, co więcej, gruntując również swoją pozycję w reprezentacji Polski. Mentalnie Śliwka dojrzał do tego, żeby stanowić punkt odniesienia i być bezpośrednim „zapleczem” dla kapitana Bartosza Kurka.
Po fantastycznym sezonie 2023 i jakże wymownym wzniesieniu trofeum za wygranie Ligi Narodów w trójmiejskiem Ergo Arenie (Śliwka w towarzystwie Kurka), w trakcie sezonu klubowego 2023/24 nastąpiło załamanie w karierze przyjmującego. ZAKSA zanotowała koszmarny koniec swojej wielkiej ery – nie kwalifikując się nawet do fazy play-off. Sam Śliwka doznał skomplikowanego złamania palca, długo wracając do pełnej sprawności. Grbić zabrał jednak gracza na turniej olimpijski, podobnie jak równie „poturbowanego” w szeregach ZAKSY Łukasza Kaczmarka. W kraju został za to Bartosz Bednorz, którego nieobecność sam selekcjoner wymownie wspomniał w rozmowie z #VolleyTime.
Śliwka po zdobyciu srebra olimpijskiego, wyjechał do Japonii. Pobyt w Suntory Sunbirds na pewno nie był takim, jaki zakładał sam siatkarz, po raz pierwszy smakujący zagranicznego kierunku w swojej karierze. Kolejny okres leczenia, brak regularnej gry, żeby raz jeszcze znaleźć się wśród powołanych – tym razem na sezon 2025.
I tu ogromny pech Śliwki, czyli kontuzja już w Trójmieście, przed startem turnieju VNL – o ironio – ponownie w Ergo Arenie. Co gorsza, kontuzja na tyle poważna, że przekreślająca nie tylko reprezentacyjny sezon, ale stawiająca pod ogromnym znakiem zapytania klubową przyszłość, a nawet… sam fakt uprawiania siatkówki i normalne funkcjonowanie. Śliwka ponownie jednak wrócił, zostając siatkarzem Halkbanku Ankara. Sezon 2025/26 dla Polaka był głównie „przetarciem” i ważnym krokiem w stronę normalności, bo naprawdę okropnym urazie.
Grbić raz jeszcze nie zapomniał o Śliwce. Co więcej, pod nieobecność Bartosza Kurka, to właśnie przyjmujący będzie kapitanem reprezentacji Polski. Pod tym względem rola tego siatkarza jest niezmiennie ważna. Można podważać fakt obecnej formy zawodnika, porównując z konkurentami na pozycji, a świetnych nazwisk w kadrze nie brakuje. Znając jednak Śliwkę, siatkarz zrobi zapewne wszystko, żeby ponownie być kimś niezbędnym dla zespołu. Bo jak to przy dobrze funkcjonującej drużynie, nie wszystko można znaleźć w statystykach. Jest jeszcze to życie codzienne, funkcjonowanie grupy, współdziałanie w drodze do osiągania określonych wyników.
Szerzej o planie na rok 2026 opowiedział zresztą sam selekcjoner.
– Mam w głowie szeroki obraz. Oczywiście są trzy rzeczy. Odpoczynek dla doświadczonych zawodników. Dać czas na regenerację, wolne, jakieś wakacje. Ci sami zawodnicy muszą się przygotować na końcowe fazy turniejów, w których chcemy wygrać. A w tym samym czasie muszę rozwijać tych młodych zawodników. Którzy będą przyszłością polskiej siatkówki. Mój cel, nasz cel, to Los Angeles 2028, ale musimy też kontynuować po tych igrzyskach. Rozwijać tych młodych zawodników, żeby oni byli gotowi kontynuować to, co robią obecnie Wilfredo Leon, Tomasz Fornal, Bartosz Kurek czy Mateusz Bieniek. I dlatego mam na uwadze te trzy rzeczy. Rozwijanie młodych, trochę wolnego dla doświadczonych, a w tym samym czasie kontynuować granie i wygrywanie, co nie jest łatwe – zauważył Grbić, o czym pisaliśmy szerzej w osobnym tekście po wizycie w Warszawie na łamach WPROST.
Serb wspomniał również o Śliwce.
– Dlatego mam na uwadze, ile dać wolnego poszczególnym zawodnikom. Każdy z nich ma swoje rzeczy w karierze. Na przykład Olek Śliwka. On nie potrzebuje gry, bo nie ma doświadczenia. On potrzebuje grać, bo miał bardzo poważną kontuzję i wrócił miesiąc bądź półtora temu. I on musi grać – skwitował trener reprezentacji Polski.
Wydaje się, że to może być podobny przypadek, jak Kamil Semeniuk po swoim pierwszym sezonie we Włoszech. Na Półwysep Apeniński Polak jechał, jako gwiazda ZAKSY. Człowiek z Kędzierzyna-Koźla, który dał złoto Ligi Mistrzów (razem m.in. ze Śliwką), a dodatkowo został wybrany MVP finału (Śliwka wyróżniony rok wcześniej).
Perugia okazała się jednak realiami zupełnie innymi. I choć Semeniuk nie mógł pochwalić się udanym otwarciem we Włoszech, gra w nich do dzisiaj. A Grbić przyjmującego powołał do kadry na sezon 2023, odważnie stawiając na Semeniuka, dzięki czemu reprezentant nieco odzyskał odpowiedni rytm, który z czasem pozwolił przełożyć swoją wartość z kadry Polski na włoskie realia.
Przykładów pewnie byłoby więcej, swój czas dostawał przecież również Bartosz Kurek – po odnoszonych kontuzjach – czy wspomniany Huber, który rzutem na taśmę wskoczył do kadry na najważniejsze turnieje poprzedniego roku. Grbić jednak konsekwentnie wierzy w swoje wybory, nie oglądając się wszechobecnych podpowiadaczy.
Oczywiście, znajdą się tacy, którzy będą krytykować taki system wprowadzony przez Serba. Wydaje się jednak, że takie budowanie drużyny nadal ma więcej zwolenników niż przeciwników – również w gronie samych zainteresowanych.
Sezon reprezentacyjny polscy siatkarze rozpoczną już pod koniec maja, Odbędzie się turniej towarzyski, który zostanie rozegrany – najpierw w sosnowieckiej ArcelorMittal Park Arenie (20 maja) – a następnie w katowickim Spodku (22-23 maja). Oprócz Polski, w grze będzie można zobaczyć kadry Bułgarii, Serbii oraz Ukrainy.
Nikola Grbić gwarantem medali kadry Polski? Statystyka nie kłamie!
Serbski trener pracuje w reprezentacji Polski od początku 2022 roku. W przypadku Grbicia można śmiało przyznać, że czego nie dotknie się szkoleniowiec, zamienia w medal. Statystyka wskazuje jednoznacznie – w każdej z najważniejszych imprez (tj. igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata i Europy, Liga Narodów) Polacy pod batutą obecnego selekcjonera, stawali na podium.
Poczynając od rzeczonego 2022 rok: srebro MŚ i brąz VNL. Następnie rok 2023, zdecydowanie najbardziej udany dla Polaków – dwa złota, ME i Ligi Narodów. W 2024 roku za to brąz VNL i srebro w turnieju olimpijskim. Poprzedni sezon? Złoto VNL i brązowe medale MŚ.
Trudno się zatem dziwić, że Polacy są liderem rankingu światowego FIVB. Tę pozycję Polska piastuje zresztą, z małymi przerwami, od wielu lat. Pierwsza dłuższa dominacja w tym zestawieniu po biało-czerwonej stronie trwała od czerwca 2022 roku. Po lekkich perturbacjach w 2025 roku, kiedy na moment Polacy spadli na pozycję wicelidera, wszystko wróciło jednak „do normy” w lipcu ubiegłego roku.
Nie jest zatem niespodzianką, że niezależnie od składu osobowego reprezentacji Polski, ta jest wskazywana w każdym możliwym miejscu, jako jeden z faworytów do gry o najcenniejsze laury. To nie tylko zasługa trenera Grbicia, ale z pewnością konsekwentnie budowana pozycja, właściwie od momentu wicemistrzostwa świata z… 2006 roku.

