Opóźniania w dostawach z USA opłaconych już pocisków do systemów Patriot, problem z przekazywaniem danych wywiadowczych przed z rosyjskimi atakami z powietrza czy kwestie Starlinków i Starshield – to jedne z ostatnich tematów, które na poważnie spędzają ukraińskim władzom sen z powiek.
Dla Ukraińców oznacza to więcej krwawych ataków z powietrza. I kolejne nekrologi.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński z jednej strony zapewnia o „konstruktywnej rozmowie” z sekretarzem stanu USA Marco Rubio. Z drugiej – rozpaczliwie pyta amerykańskich kongresmenów: co się dzieje, otwiera się w nowym oknie?
Donald Trump i Rosja, która „zachowuje się w porządku”
Bo dziś stwierdzenie, że relacje między administracją Donalda Trumpa a władzami Ukrainy są napięte, nie odda rzeczywistości. One trzeszczą w szwach.
Donald Trump nie kryje, że jego zdaniem Wołodymyr Zełenski nie powinien być dalej prezydentem Ukrainy, otwiera się w nowym oknie. Dlatego jego wypowiedź, że dobrze by było, by w negocjacjach Kijów reprezentował ktoś inny niż prezydent, aż tak mocno nie dziwi.
Przestają też dziwić słowa przywódcy USA o Rosji.
W kolejnych wystąpieniach prezydenta Stanów Zjednoczonych to Rosja jawi się jako ta, która w danej sprawie zachowała się „w porządku”. Bo nie ingerowała mocno – zdaniem Trumpa – w Iranie. Albo „w porządku” podchodzi do tematu spotkania trójstronnego prezydenta USA z przywódcami Rosji i Chin, Władimirem Putinem i Xi Jinpingiem.
Spotkania, z którego sam Putin, według nieoficjalnych doniesień, chciałby uczynić „drugą Jałtę”.
– Ta koncepcja bardzo spodobała się Trumpowi, bo prezydent USA chce widzieć siebie jako architekta świata – komentuje w rozmowie z Interią dr hab. Daniel Boćkowski, prof. Uniwersytetu w Białymstoku, historyk i ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.
Architekta, ale z batem w ręku. Bo, jak ocenia Boćkowski, dzisiaj widzimy próbę ukarania Kijowa przez Trumpa. Za co? Za nieustępliwość.
Słowem – Kijów nie godzi się na wszystko to, czego oczekuje administracja USA. Na przykład mimo oczekiwań Trumpa nie przestał uderzać w rosyjską infrastrukturę paliwową tłumacząc, że Rosja nie przestała atakować obiektów energetycznych w Ukrainie.
– To karanie Ukrainy nie jest odzwierciedleniem woli całego społeczeństwa amerykańskiego, ale biznesową polityką samego Trumpa. Prezydent USA dąży do skonsolidowania zysków przed ewentualnym ograniczeniem jego władzy przez Kongres – wskazuje rozmówca Interii.
Chodzi o tzw. midterms, czyli wybory połówkowe, które rozstrzygają o składzie Kongresu w połowie kadencji prezydenta. Jak ocenia Boćkowski, Trump przed midtermsami jest „gotowy przemodelować wszystko, łącznie z bezpieczeństwem Europy”.
Wojna w Ukrainie. Jak Rosja mydli Trumpowi oczy
Ale wróćmy teraz do samej Ukrainy, gdzie informacje o kolejnych ofiarach rosyjskich ataków stają się tragiczną codziennością.
A perspektyw na zakończenie wojny – jak z kolei zauważa Kacper Sienicki, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich – nie widać dziś na horyzoncie.
– Rosjanie są zupełnie niezainteresowani działaniami deeskalacyjnymi i jakimikolwiek ustępstwami od swoich maksymalistycznych żądań. Przedstawiają administracji Trumpa perspektywy biznesowe, chcąc odwieść USA od hipotetycznego nacisku na Moskwę i zwiększenia wsparcia dla Ukrainy, a najchętniej zupełnie oddzieliliby relacje dwustronne z Waszyngtonem od tematu wojny – komentuje w rozmowie z Interią specjalista z OSW.
Zima i makabryczny plan Moskwy
Tymczasem nadchodzi zima, a siły rosyjskie uderzają w ukraiński sektor energetyczny.
– Obecnie widzimy, że Rosjanie są zdeterminowani, żeby tej zimy maksymalnie utrudnić życie Ukraińcom. Rosja z roku na rok nieco zmienia taktykę w tym celu. Teraz celuje m.in. w infrastrukturę wodociągowa i energetyczne sieci przesyłowe. Chce, by normalne życie w ukraińskich miastach było niemożliwe, na dobrą sprawę na granicy katastrofy humanitarnej. Bez prądu, wody, ciepła – wskazuje Sienicki.
Jak mówi, Rosja „uderza we wszystko, co sprawia, że państwo funkcjonuje”.
– Nie tylko w infrastrukturę krytyczną, ale i inne gałęzie gospodarki, które przynoszą dochody do ukraińskiego budżetu – zauważa.
I tak dzisiaj żegluga czarnomorska jest bardzo mocno utrudniona i ryzykowna. – W tym momencie ponad połowa eksportu ukraińskiego, zwłaszcza zboża i żywności, która szła przez Morze Czarne, ma problemy z opuszczeniem Ukrainy i musi szukać korytarzy tranzytowych o ograniczonej przepustowości i rentowności – mówi Sienicki.
Ogromnym problemem dla Ukraińców są też nowe drony wykorzystywane przez Rosjan.
– Poza atakami z wykorzystaniem pocisków balistycznych, do których neutralizacji Kijowowi brakuje deficytowych rakiet do systemów Patriot, w ostatnich dwóch-trzech miesiącach Rosjanie bardzo zintensyfikowali uderzenia za pomocą dronów Gierań-5, które mają napęd odrzutowy – wskazuje analityk OSW.
Jak mówi, ukraińska obrona powietrzna stopniowo adaptuje się, jednak ma problem z przechwytywaniem bezzałogowców poruszających się z taką prędkością. – Problem ten nasila ograniczenie dostępu przez USA do systemu łączności Starshield – dodaje.
„Ameryka jest sojusznikiem Rosji”
I znów wracamy do strun, w które uderzają Stany Zjednoczone. Tylko pod czyją nutę grają?
Amerykański miesięcznik „The Atlantic” piórem Toma Nicholsa wskazuje bez ogródek: „Ameryka jest teraz sojusznikiem Rosji”.
„Donald Trump odrzucił już pozory i otwarcie wspiera Kreml w wojnie z przyjacielem i partnerem USA. Amerykański naczelny dowódca porzucił zachodni porządek, najskuteczniejszy i najpotężniejszy system bezpieczeństwa w historii ludzkości” – pisze Nichols.
Zgadza się z tą opinią prof. Daniel Boćkowski. Zaznacza jednak, że to administracja Trumpa, a nie cała Ameryka, jest sojusznikiem Rosji. – Trump jest absolutnie prorosyjski, ale społeczeństwo amerykańskie i wewnętrzny układ sił już nie – podkreśla.
I zwraca uwagę na groźną zbieżność.
– Od samego początku konfliktu Ukraina nie stanowiła dla Kremla celu samego w sobie. Była wyłącznie narzędziem do wymuszenia nowej struktury bezpieczeństwa w Europie, odpowiadającej interesom Federacji Rosyjskiej. Świadczyły o tym zarówno próba błyskawicznej operacji wojskowej w 2022 roku, jak i ultimatum przedstawione Zachodowi w grudniu 2021 roku. Dzisiejsza retoryka Trumpa, sugerująca, że Europa ulega degradacji i Ameryka może wycofać z niej swój parasol ochronny, w sposób niepokojący współbrzmi z dążeniami Rosji – zauważa.
Tymczasem nieustępliwa postawa Kijowa powoduje u Trumpa i jego otoczenia rosnącą irytację.
– Amerykańska administracja z niechęcią obserwuje fakt, że Ukraina zachowuje podmiotowość wojskową i nie uległa presji po wstrzymaniu wsparcia ze strony USA – komentuje Daniel Boćkowski.
„Putin jak hazardzista”, ale Ukraińcy nie odpuszczają
A Rosja nie odpuszcza i chce zmusić Kijów do kapitulacji.
Jak jednak ocenia Kacper Sienicki, sytuacja na froncie jest jednak dla Ukraińców najkorzystniejsza od 2023 r., zdołali ograniczyć rosyjskie postępy, a miejscami skutecznie kontratakują.
– Putin zachowuje się jak hazardzista, który wciąż ma nadzieję, że kampanią ataków powietrznych sprawi, że zima wreszcie przyniesie przełom i Ukraina się podda – wskazuje.
Tymczasem, jak mówi Sienicki, mimo bardzo trudnej sytuacji w kraju i zmęczenia wciąż ponad 60 proc. Ukraińców badanych w sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii deklaruje, że jest gotowa wytrzymywać trudy wojny tak długo, jak to będzie konieczne.
– Dlatego trudno sobie wyobrazić, że nawet zmasowane ataki, które mogą być bardziej dotkliwe niż poprzedniej, już i tak trudnej zimy, zmuszą władze Ukrainy do kapitulacji. Natomiast zima będzie okresem, który pokaże, jakie pozycje mają obie strony przed kampanią wiosenną i letnią i może wpływać na modyfikację ich strategii wojennej – komentuje.
Justyna Kaczmarczyk













