
6,6 proc., 12,5 proc., 2,2 proc., 8,6 proc., 6,3 proc., 4,2 proc. – to wyniki wyborcze Lewicy oraz jej kandydatów i kandydatek od czasu przejęcia władzy w SLD przez Włodzimierza Czarzastego w styczniu 2016 roku.
Przez minioną dekadę tylko raz – w 2019 roku – udało się polskiej socjaldemokracji osiągnąć dobry rezultat, gdy zwaśnione dotąd strony – Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna Roberta Biedronia oraz Partia Razem – zdecydowały się połączyć siły w wyborach do Sejmu.
Od tamtego czasu Lewica notowała jednak coraz to bardziej dotkliwe porażki. Fatalny wynik Roberta Biedronia w wyborach prezydenckich w 2020 roku (2,2 proc.), utrata blisko pół miliona wyborców w 2023 roku (8,6 proc.) czy najgorszy rezultat Lewicy w historii III RP w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku (6,3 proc.) w wielu partiach zakończyłyby się szybką zmianą kierownictwa oraz radykalną korektą strategii politycznej.
Jednak nie w Nowej Lewicy Włodzimierza Czarzastego – formacji, która została w praktyce sprywatyzowana przez obecnego marszałka Sejmu.
Dla wielu niezbyt ideowych i technokratycznych członków dawnego SLD powrót do władzy po 18 latach jest okazją „teraz albo nigdy”.
Stąd zapewne niemrawe protesty posłanek i posłów Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy, gdy jej „demokratyczni” koalicjanci legalizowali dalsze pushbacki na polsko-białoruskiej granicy, zawieszali prawo do azylu, odrzucali w pierwszym czytaniu obywatelski projekt dotyczący przerywania ciąży, obłupywali projekt renty wdowiej, obniżali składkę zdrowotną dla przedsiębiorców czy w końcu przyjmowali antyrozwojowy budżet na 2026 rok, głodzący ochronę zdrowia, edukację i naukę.
Prestiż ministerialnych stanowisk, wygoda rządowych limuzyn oraz możliwość załatwienia pracy partyjnym koleżankom i kolegom w spółkach Skarbu Państwa lub Ochotniczych Hufcach Pracy, jak widać, skutecznie łagodzą „lewicowe” wyrzuty sumienia.
To jednak niska cena dla formacji, która po 2005 roku deklarowała powrót do ideowych korzeni i zapewniała, że okres bycia technokratyczną partią władzy ma już za sobą. Lewica po 2005 roku konsekwentnie obiecywała, że bez względu na okoliczności stanie po stronie słabszych. Jak widać – okoliczności potrafią się zmieniać wraz z zasiadaniem w rządowych ławach.
Brak wyraźnego sprzeciwu wobec coraz gorszych wyników wyborczych oraz autorytarnych praktyk szefa NL przeczy także historii post-PRL-owskiej lewicy. Po 1989 roku jej cechą charakterystyczną była bowiem wewnątrzpartyjna demokracja, walka stronnictw i frakcji.
Pojedynki Kwaśniewskiego i Millera, Janika i Oleksego, Olejniczaka i Napieralskiego były znakiem rozpoznawczym najpierw SdRP, a następnie SLD. Po słabych wynikach wyborów do Sejmu liderzy podawali się do dymisji bądź byli odwoływani przez partyjny kolektyw – tak jak dzieje się to w normalnych warunkach demokratycznych.
Nowa Lewica przed ważną decyzją
Objęcie przez Włodzimierza Czarzastego funkcji marszałka Sejmu stanowi zapewne kluczowy element jego strategii na przyszłość. Zakłada ona, że jego wyrazistość i nieustępliwość wobec PiS oraz skrajnej prawicy w końcu przyniosą odbicie sondażowe.
Jednak Czarzasty – jak pokazały minione lata – nie posiada umiejętności myślenia wariantowego. Nie potrafi (lub nie chce) zastanowić się, co jeśli coś pójdzie nie tak. Co jeśli jego oratorskie popisy i zapowiedzi marszałkowskiego weta nie wystarczą Nowej Lewicy do samodzielnego przekroczenia progu wyborczego? Co jeśli brak poparcia społecznego zmusi jego partię do wspólnego startu z list Koalicji Obywatelskiej? Co jeśli załamanie systemu ochrony zdrowia zacznie ciągnąć cały rząd – w tym Nową Lewicę – w polityczną przepaść? Na te pytania Czarzasty nie ma odpowiedzi.
W niedzielę delegatki i delegaci na Kongres Nowej Lewicy zdecydują, czy wybierają podmiotowość w polityce, czy też posłuszeństwo i zastraszenie. Czy nadal chcą balansować na progu wyborczym, czy wierzą, że Nową Lewicę stać na co najmniej 12-15 proc. poparcia? Czy ważniejsza jest walka o prawa słabszych, czy zabieganie o lukratywne stanowiska dla wąskiej partyjnej elity?
Od tej decyzji zależy wiele. Czy chcą, by wątpiący w nieomylność Czarzastego byli wyrzucani z partii, czy też uważają, że różnica zdań jest wartością w socjaldemokratycznej organizacji? Wybierając obecny styl kierowania Nową Lewicą i nieprzynoszącą sukcesów strategię wyborczą, biorą na siebie ryzyko, że ich formacja za kilka lat po prostu zniknie.













