Do tej pory najprostszym i najtańszym sposobem pozbywania się śmieci było wywożenie ich na gigantyczne składowiska. Jednak od 2030 roku odpady komunalne, które mają wysoką wartość energetyczną i można je spalić, lub które da się powtórnie przetworzyć, już nie będą mogły tam trafić.
Aby zmusić gminy i firmy do zaprzestania wyrzucania śmieci na wysypiska, czeski rząd sukcesywnie i radykalnie podnosi podatki i opłaty za składowanie ton odpadów. Tradycyjne wyrzucanie śmieci ma się stać ekonomicznie całkowicie nieopłacalne w porównaniu z recyklingiem. Rewolucja nie omija też każdego obywatela Czech.
Technologia pomoże zaoszczędzić. Radykalna reforma zbiórki odpadów
Czeskie miasta gminy i miasta szukają sposobów na lepszą segregację śmieci, co ma się wiążać z oszczędzaniem na opłatach. Rozwiązaniem ma być inteligentny system zbiórki odpadów, który jest nazywany systemem „Pay-As-You-Throw” lub systemem RFID.
To nowoczesne rozwiązanie, które pozwala na dokładne monitorowanie, rozliczanie i optymalizację wywozu śmieci za pomocą technologii radiowej. Każdy kubeł na śmieci przypisany do danej nieruchomości zostaje wyposażony w mały, wodoodporny chip RFID, który aktywuje się tylko podczas kontaktu z czytnikiem.
W bazie danych urzędu lub firmy wywozowej każdy numer chipa jest połączony z konkretnym adresem zamieszkania, nazwiskiem właściciela oraz rodzajem frakcji (np. plastik, papier, bio), a nowoczesne śmieciarki mają także wbudowaną wagę. Dzięki temu system rejestruje nie tylko fakt opróżnienia kubła, ale też dokładną wagę oddanych śmieci. Śmieciarki są również wyposażone w lokalizatory GPS, dzięki czemu jeśli ktoś przeniesie kosz na inną ulicę i spróbuje go nielegalnie wyrzucić, system natychmiast to wykryje.
W obliczu nadchodzących zmian, czeskie gminy potrzebują przede wszystkim dokładnych danych. Muszą wiedzieć, ile odpadów faktycznie powstaje na ich terenie, kto je wytwarza i za co dokładnie firma odbierająca otrzymuje wynagrodzenie. Z tego rozwiazania w różnej formie korzysta już około 25 proc. gmin.
Ryczałt się bardziej opłaca. Bunt prywtanych spółek we Wrocławiu
W Polsce cyfrowa kontrola śmieci to zdecydowani ekwestia przyszłości. Niektóre gminy lub mniejsze miasta zdecydowały się na razie na niewielki pilotaż. Pierwszym dużym miastem, który chce znać dokładne dane jest Wrocław, ale nowe wymagania dla firm wywożących śmieci doprowadziły do paraliżu decyzyjnego. Sprawa jest w zawieszeniu od marca 2025 roku, a od lipca wykonawca wybierany jest w trybie awaryjnym.
Po ogłoszeniu przetargu na nowych warunkach, do Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) wpłynęły aż 24 odwołania od firm biorących udział w postępowaniu organizowanym przez miejską spółkę Ekosystem. Zastrzeżenia zgłosiły cztery firmy: Eneris, Chemeko-System, WPO Alba oraz FBSerwis Zielony Wrocław. Złożyły je tuż przed upływem terminu na zaskarżenie specyfikacji. Dotyczą wymaganych poziomów recyklingu, wysokości kar umownych, oraz mechanizmu waloryzacji kontraktu.
Z powodu lawiny odwołań miejska spółka Ekosystem przesunęła termin otwarcia ofert przetargowych z 17 września na 30 października 2026 roku. Nie ma pewności, że tym razem przetarg zakończy się sukcesem, a w grę wchodzi aż 2 mld zł do podziału i umowa na wywóz miejskich odpadów na najbliższe cztery lata.
Jednak tak dokładna kontrola ilości śmieci nie jest dla prywatnych firm korzystnym rozwiązaniem. Podobnie jak w Czechach, bardziej opłacalny jest dla nich system ryczałtowy, czyli naliczanie opłaty od mieszkańca lub od pojemności zamówionych pojemników. Miasta i gminy płacą pełną opłatę firmie zajmującej się odbiorem odpadów, nawet jeśli śmieciarka wywozi pojemnik wypełniony tylko w jednej czwartej. W ten sposób tak naprawdę często płacą z publicznych pieniędzy za odbiór i przewóz powietrza.
A podobnie jak Czechy, także i Polska jest zobowiązana unijnymi terminami do zmniejszenia ilości składowanych na wysypiskach śmieci.














