-
Ukraiński pilot podjął próbę zestrzelenia rosyjskiej rakiety, lecz musiał przerwać pościg na krótko przed polską granicą.
-
Procedury NATO oraz ryzyko przypadkowego zestrzelenia przez polskie siły zmusiły ukraińskiego pilota do wycofania się.
-
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wezwał sojuszników do zwiększenia ochrony, sugerując kolejne dostawy systemów obrony przeciwlotniczej dla regionów przygranicznych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Nowe informacje dotyczą incydentu z nocy 30 lipca, kiedy rosyjski pocisk Ch-101 wleciał nad Polskę i spadł na pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim.
Jak ustaliła „Wyborcza”, lot rakiety był przez cały czas monitorowany przez stronę ukraińską. Jeden z ukraińskich pilotów podjął próbę jej przechwycenia, jednak musiał wycofać się tuż przed polską granicą.
– Ukraiński pilot ścigał tę rakietę, ale 20 sekund przed polską granicą musiał zawrócić – powiedział dziennikowi wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.
Pościg za rosyjską rakietą przerwany. Zdecydowały procedury NATO
Według wiceszefa MON powodem przerwania pościgu były nie tylko obowiązujące procedury i kwestie formalne. Istniało również ryzyko, że polskie F-16 mogłyby natychmiast namierzyć uzbrojony samolot.
– W tym przypadku pilot zawrócił, ponieważ istniało ryzyko, że przypadkowo zostanie trafiony przez naszą obronę – wyjaśnił Tomczyk.
Wiceszef MON zaznaczył, że dopuszczenie uzbrojonych ukraińskich samolotów do prowadzenia działań nad terytorium państwa NATO wymagałoby decyzji politycznej i prawnej.
Chodzi między innymi o możliwość zastosowania procedury określanej jako „gorący pościg„. Pozwala ona siłom napadniętego państwa kontynuować bezpośrednią walkę z wrogim celem także po jego przedostaniu się nad terytorium sąsiedniego kraju.
Tomczyk podkreślił jednak, że kwestia dotyczy zarówno prawa międzynarodowego, jak i procedur obowiązujących w NATO, a pojedynczy incydent nie przesądzi o zmianie zasad.
Zełenski apeluje o wzmocnienie obrony przy granicy
Po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zaapelował o silniejszą ochronę regionów położonych przy granicy.
Według ukraińskiego przywódcy odpowiedzią sojuszników powinny być między innymi kolejne dostawy systemów obrony przeciwlotniczej Patriot i NASAMS.
Cezary Tomczyk nie odpowiedział jednoznacznie, czy Polska zdecyduje się rozmieścić systemy Patriot bliżej granicy z Ukrainą. Zaznaczył, że każdy taki incydent jest szczegółowo analizowany, jednak na obecnym etapie jest za wcześnie na wskazywanie konkretnych decyzji.
Wiceminister przypomniał, że Polska rozwija wielowarstwowy system obrony powietrznej, obejmujący programy Wisła, Narew, Pilica oraz San. Wschodnia flanka NATO jest również wzmacniana w ramach inicjatywy Eastern Sentry.
Dzięki niej w Polsce mogą zostać rozmieszczone dodatkowe systemy należące do sojuszników, w tym holenderskie zestawy Patriot. – Gdyby pocisk zmienił kurs i zagrażał ludziom lub infrastrukturze, zostałby zestrzelony w ciągu kilku sekund – zapewnił wiceszef MON.












