Jak ustalili dziennikarze Radia Eska, pożar w zakładach zbrojeniowych WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej z przełomu 30 i 31 sierpnia był precyzyjnie zaplanowanym atakiem. Rozgłośnia informuje, że sprawca doskonale orientował się w topografii obiektu i metodycznie dążył do zniszczenia najważniejszych komponentów do produkcji wojskowych dronów.


Zobacz wideo

Rosjanie systematycznie niszczą stacje benzynowe. Pojechaliśmy na Ukrainę z pomocą humanitarną

Straty na 15 milionów złotych

Według ustaleń Radia Eska napastnik najpierw sforsował furtkę, a następnie wybił szybę w budynku, w którym znajdowały się kluczowe podzespoły elektroniczne. W środku rozlał benzynę z butelki i podłożył ogień. Miał przy sobie również przygotowane koktajle Mołotowa, jednak nie zdążył ich użyć, ponieważ spłoszył go system alarmowy i ostrzegawczy komunikat nadany z głośników.

Michał Kokot pisze w „Wyborczej”: Obcokrajowcy chcieli podpalić fabrykę dronów na Słowacji. Podczas środowej (26.08) konferencji prasowej słowacki minister spraw wewnętrznych Robert Kaliňák poinformował, że dwóch zamachowców pochodziło z Łotwy, a trzeci był Ukraińcem. 

Z relacji dziennikarzy stacji wynika, że choć włamywacz działał w rękawiczkach, by nie zostawić odcisków palców, to w pośpiechu porzucił na miejscu ładunki zapalające oraz części swojego ubrania, co może okazać się przełomowe dla identyfikacji.

Postępowanie w tej sprawie przejął małopolski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej, a w zabezpieczaniu dowodów uczestniczyli funkcjonariusze policji oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pożar wprawdzie bardzo szybko ugaszono, ale ogień zdążył uszkodzić część magazynową. Wstępne szacunki wskazują na straty rzędu co najmniej 15 milionów złotych.

Atak inspirowany przez obce służby

Sprawa traktowana jest priorytetowo ze względu na strategiczne znaczenie skarżyskiej fabryki. Należące do czołówki polskiej zbrojeniówki zakłady WB Electronics dostarczają struktury kompozytowe do zaawansowanych bezzałogowców takich jak FlyEye czy Gladius, wykorzystywanych przez armię polską i ukraińską na polu walki.

Oskarżony o terroryzm obywatel Ukrainy, odpowiedzialny za spreparowanie paczek, które wybuchły w Polsce, próbuje przekonać sąd, że nie wiedział, iż wykonywał zadania zlecone przez Rosję. A zlecenia wykonywał, gdyż grożono jego rodzinie – pisze w „Stołecznej’ Michał Żyłowski.

Poważny charakter incydentu podkreślają słowa szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, który zasugerował, że zabezpieczone ślady wskazują na inspirację ataku przez obce służby. W ocenie ekspertów włamanie to bezpośrednia próba sabotażu wycelowana w polski przemysł obronny.

Udział