Do węgierskiej stolicy codziennie rano przyjeżdżają duże grupy osób tylko po to, by wyzbierać z koszy na śmieci butelki objęte kaucją w wysokości 50 forintów (około 60 groszy). Dochodzi także do włamań.


Wyjmowanie butelek z koszy na śmieci jest w węgierskim prawie uznawane za kradzież i karane grzywną sięgającą nawet 90 tys. forintów, czyli około 1077 zł, ale proceder i tak masowo kwitnie.

Węgrzy nie weszli gładko w system kaucyjny. Problemy na każdym kroku


Unijna dyrektywa wymaga, aby do 2029 roku w każdym unijnym kraju do recyklingu trafiało 90 proc. plastikowych butelek. Unia nie narzuca sposóbu, w jaki dany kraj ma osiągnąć taki wskaźnik, ale wiele krajów za najlepszy uznało wprowadzenie kaucji.


Węgry były piętnastym krajem Unii Europejskiej, który z myślą o lepszej segregacji śmieci 1 stycznia 2024 roku wprowadził system kaucyjny. I nie poszło to gładko.


Brak informacji, że butelek pozbawionych oznaczeń systemu kaucyjnego nie będzie można zwrócić za kaucją, spowodował masowe porzucanie takich butelek wprost pod sklepami. Były także kłopoty z uruchomieniem rządowej aplikacji.


Teraz okazuje się, że zorganizowana rzesza osób widzi w systemie kaucyjnym szansę na szybki zarobek i nie cofa się w tym celu przed kradzieżami oraz włamaniami, bo to dobry i łatwy interes.

Mafia zarabia na kaucji. Kradzieże, włamania i śmiecenie


Węgierski portal „Blikk” wprost napisał o mafii butelkowej, która opanowuje między innymi Budapeszt. Jeden ze zbieraczy przyznał, że w ciągu jednego dnia udało mu się w ten sposób zarobić 100 tys. forintów (około 1200 zł). Zarobiłby więcej – nawet 160 tys. (około 1900 zł), ale trzy torby z zebranymi już butelkami mu ukradziono.


Zbieracze nie mogą jednorazowo oddać wszystkich zebranych butelek, w obawie przed wezwaniem policji. Dlatego często chowają worki z butelkami np. w parkach czy w lasach, ale ponieważ konkurencja nie śpi, to dochodzi do ich kradzieży. Reporterzy „Blikk” opisywali także awantury, do których regularnie dochodzi w miastach, których przyczyną jest opróżnianie koszy na śmieci.


Odzyskiwanie kaucji jest na tyle atrakcyjnym zajęciem na Węgrzech, że zbieracze nie wahają się także przed włamaniami do budynków mieszkalnych, tylko po to, by dostać się do śmietników i wygrzebać z nich butelki. A rozgrzebując dzień w dzień publiczne śmietniki, śmieci zostawiają po prostu na chodnikach.

Zbieranie kaucji to powód do chwały. Rekord Guinnessa


W Polsce zbieranie puszek i butelek z koszy na śmieci, przestrzeni publicznej czy z poboczy co do zasady nie jest przestępstwem, o ile nie narusza innych przepisów. Przestępstwem na pewno jest plądrowanie i kradzież opakowań ze śmietnika na cudzej posesji i włamanie do wiaty śmietnikowej.


Przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności nawet do 8 lat jest za to wrzucanie do butelkomatów opakowań spoza polskiego systemu kaucyjnego, podrabianie etykiet z logiem kaucji lub stosowanie sztuczek w celu wielokrotnego nabicia tej samej kaucji.


To co na Węgrzech budzi głęboki niepokój władz, w Polsce jest powodem do chwały. Wiesław Galwas stał pod butelkomatem ciurkiem około 8 godzin. W tym czasie oddał 7 851 opakowań kaucyjnych i jednorazowo zarobił 3925,50 zł. Uczniowie z Lubina okupowali butelkomat nieprzerwanie przez 14 godzin – od godz. 6:00 do godz. 20:00. Oddali 39 771 opakowań z kaucją, by wesprzeć rehabilitację swojej koleżanki. Zarobili 20 tys. zł. Przy okazji trafili też do Księgi Rekordów Guinnessa.

Udział