Obrona przeciwlotnicza na zamówienie. Ukraińcy pozwolili firmom walczyć z dronami

Według ukraińskiego Ministerstwa Obrony, które zachowuje nadzór nad prywatną obroną przeciwlotniczą, jeszcze w marcu pierwsza firma zaczęła zestrzeliwać rosyjskie drony. Między innymi najczęściej używane uderzeniowe Gierań-2 i mniejsze drony-wabiki. W połowie kwietnia minister Mychajło Fedorow poinformował, że udało się nawet strącić bardziej zaawansowaną odrzutową wersję Gierania.

Pierwsi gracze się reklamują

Według najnowszych danych podawanych przez Ukraińców i Agencję Reutera dwie pierwsze firmy prywatne zapewniają obronę przeciwlotniczą dla swoich obiektów. 20 kolejnych wyraziło chęć i zamiar, ale jeszcze nie doszło do etapu realnego funkcjonowania. Odpowiednie rozwiązania prawne władze Ukrainy przyjęły jeszcze pod koniec 2025 roku. Weszły one w życie z początkiem marca tego roku. Od tego czasu firmy prywatne mogły zacząć faktyczną realizację budowy swoich systemów obrony przeciwlotniczej.

Program pomyślano jako rozwiązanie dla większych firm o strategicznym znaczeniu, które chciałyby wzmocnić swoją ochronę przed rosyjskimi dronami uderzeniowymi. Problem w tym, że ta normalna państwowa obrona przeciwlotnicza nie jest w stanie bronić całego terytorium kraju. Nie są tego w stanie robić nawet znacznie bogatsze państwa niż Ukraina. Niektóre obszary uznane za mające mniejsze znaczenie strategiczne dla państwa są siłą rzeczy słabiej bronione. Mające tam swoje obiekty firmy prywatne mogą mieć inne zdanie. Stworzono im więc możliwość wzmocnienia ich bezpieczeństwa. Alternatywnie firmy znajdujące się nawet na silnie bronionych obszarach mogą chcieć po prostu dodatkowo zainwestować, żeby zwiększyć szanse na to, by w ich fabrykę albo magazyn nie trafił rosyjski dron.

Z komunikatów rządowych wynika, że to „kluczowe przedsiębiorstwa” zarządzające infrastrukturą krytyczną mają tworzyć te prywatne grupy przeciwlotnicze. Nie wybrzmiewa to jednak w najnowszych przekazach medialnych. Takim jak na przykład reportaż Agencji Reutera na temat firmy Carmine Sky, która ma działać głównie w obwodzie charkowskim. Z materiału wynika, jakby była to zupełnie prywatna firma, owszem, stworzona przy jakimś większym przedsiębiorstwie, ale teraz świadcząca usługi za pieniądze wszystkim chętnym. Byłoby to pójście jeszcze o krok dalej, bo oznaczałoby stworzenie ogólnokrajowego rynku prywatnych usług przeciwlotniczych. Nie tylko wyspecjalizowanych oddziałów przeciwlotniczych w ramach ochrony jakiegoś dużego przedsiębiorstwa.

>>>>> Ukraina ma wiele cennej wiedzy dotyczącej użycia dronów na wojnie. Polska chce z tego skorzystać w ramach nowego programu „armady dronowej” – pisze na Wyborcza.pl Artur Siekaczyński na Wyborcza.pl. >>>>>

Pod nadzorem i z ograniczonymi możliwościami

Firmy świadczące usługi przeciwlotnicze mają pozostawać po ścisłym nadzorem państwa i wojska. Zanim zaczną działać, muszą przejść proces certyfikacji i weryfikacji. Dotyczy to też zatrudnianych pracowników. Ich szkolenia też mają być prowadzone przy pomocy wojska. Uzbrojenie musi być kupowane poprzez ministerstwo obrony, po uzyskaniu kolejnych zgód. Decyzja o jego użyciu też ma zapadać na poziomie wojska. Prywatne firmy są bowiem wpięte w wojskowy system obrony przestrzeni powietrznej kraju. W jego ramach ma następować wymiana informacji na temat sytuacji w okolicy bronionych obiektów. Po namierzeniu celu i uznaniu, że można go zwalczać, ostateczną zgodę na pociągnięcie za spust ma wydawać wojsko.

Główne uzbrojenie używane przez firmy to drony przechwytujące i zdalnie sterowane stanowiska z karabinami maszynowymi. Wcześniej w kwietniu Carmine Sky prezentowała te drugie umieszczone na wysokich metalowych wieżach ustawionych obok bronionego obiektu. Prezentowano też szkolenia operatorów dronów przechwytujących. Nie informowano o tym, jakich narzędzi używa się do wykrywania zagrożeń, ale najpewniej wstępne ostrzeżenie przekazuje wojsko dzięki swojemu systemowi radarów i innych urządzeń wykrywających, a prywatne firmy mogą mieć własne radary, głowice optoelektroniczne i inne urządzenia o krótszym zasięgu. Takiego sprzętu jest już bardzo dużo na rynku.

Ze względu na posiadany sprzęt możliwości prywatnych firm przeciwlotniczych są ograniczone do zwalczania prostych celów latających. Takich jak wspomniane Gierań-2, używane masowo przez Rosjan do ataków na między innymi ukraińską infrastrukturę krytyczną. Do tej samej kategorii zaliczają się mniejsze i zazwyczaj równie liczne drony wabiki, które mają za zadanie przeciążać ukraińską obronę przeciwlotniczą samą swoją obecnością. Klasyczne uzbrojenie w rodzaju rakiet manewrujących, nie wspominając o balistycznych, pozostaje poza zasięgiem sprzętu, którym dysponują firmy. Chyba że wojsko przekazałoby im odpalane z ramienia lekkie rakiety przeciwlotnicze, wtedy przy pewnej dozie szczęścia mogłyby strącać te pierwsze. Takie możliwości są jednak wystarczające w zdecydowanej większości przypadków. Rosjanie używają rakiet tylko na najcenniejsze cele i robią to relatywnie rzadko w porównaniu do powszechnie stosowanych dronów, które mogą być codziennym problemem dla przedsiębiorstw.

Kontrowersyjne oddanie pola

Pozwolenie na stworzenie takich prywatnych organizacji zbrojnych jest przedstawiane przez ukraińskie władze jako dowód na innowacyjne radzenie sobie z codziennymi wojennymi problemami. Sektor prywatny ma zapewnić dodatkowe bezpieczeństwo. Jest to jednak jednocześnie dowód na słabość i ograniczone możliwości państwa ukraińskiego. Nie jest ono w stanie zapewnić odpowiedniej ochrony dla kluczowych przedsiębiorstw w tradycyjny sposób, przy pomocy sił zbrojnych. Natomiast prywatyzacja środków przemocy i bezpieczeństwa to od wieków bardzo drażliwy temat. Nie bez powodu zdecydowana większość państw bardzo ściśle reguluje możliwość cywili do posiadania broni ręcznej, nie wspominając o takiej poważniejszej, z którą mamy w tym przypadku do czynienia. Po prostu zakładają, że lepiej nie dawać cywilom potencjału do stawiania realnego oporu zbrojnego władzy, bo nie ma pewności, do czego to wykorzystają w dłuższej perspektywie.

Kijów stara się ograniczyć to ryzyko poprzez ścisły nadzór nad rzeczonymi firmami i zintegrowanie ich z wojskowym systemem obrony powietrznej kraju. W czasie wojny można to uznać za uzasadnione rozwiązanie mogące nieco wzmocnić ochronę przed rosyjskimi dronami. Stwarza to też potencjalnie interesujące możliwości sprzedaży rozwiązań technologicznych i umiejętności do państw trzecich. Na przykład kraje Zatoki Perskiej, które muszą rozbudować swoje zdolności do zwalczania irańskich dronów, bardzo podobnych do tych rosyjskich. Firmy prywatne na pewno będą rozwijać się bardziej dynamicznie i będą bardziej elastyczne niż ukraińskie siły zbrojne. Potencjalnie jest więc to coś, co pomoże Ukraińcom zdobyć silniejszą pozycję na obecnie bardzo „gorącym” globalnym rynku usług związanych ze zwalczaniem bezzałogowców.

Udział
Exit mobile version