Ukraińskie siły zbrojne rozpoczęły szeroko zakrojoną operację dronową o kryptonimie „M&M’s”, mającą na celu wywołanie chaosu w rosyjskim transporcie lotniczym. O starcie misji poinformował amerykański dziennikarz Simon Shuster z magazynu The Atlantic, który powołuje się na źródła w ukraińskich władzach. Sygnałem do rozpoczęcia działań było oficjalne wystąpienie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z 1 września, w którym ostrzegł on międzynarodowe linie lotnicze, że rosyjska przestrzeń powietrzna staje się niebezpieczna.
Śledzący loty serwis Flightradar24 wykrył 2 września 21 przypadków odwołania rejsów i 235 opóźnień na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo oraz odwołanie 22 lotów i opóźnienia 94 na innym stołecznym lotnisku, Wnukowie.
Odwołano też co najmniej 27 lotów międzynarodowych z i do Moskwy, obsługiwanych przez takich przewoźników jak Pegasus Airlines, Turkish Airlines czy flydubai.
3 września ograniczenia objęły już wszystkie cztery lotniska w Moskwie – również Domodiedowo i Żukowski – oraz lotniska w Soczi i Gelendżyku w Kraju Krasnodarskim, a także miasta obwodowe Penzę, Saratow, Jarosław i Niżny Nowogród. Na Szeremietiewie i Wnukowie zakłócenia dotyczyły ponad 120 lotów.
Mer Moskwy Siergiej Sobianin poinformował, że od 2 września rano do północy 3 września w kierunku Moskwy poleciało 548 dronów, z czego 143 zostały przechwycone w pobliżu stolicy.
Ataki te wymusiły też przekierowanie lotów zmierzających do Moskwy na inne lotniska, m.in. do Petersburga i Niżnego Nowogrodu.
Według danych portalu Flightradar24, w czwartek cztery moskiewskie lotniska znalazły się wśród pięciu portów lotniczych z największymi zakłóceniami lotów na świecie.
Zdaniem ukraińskiego eksperta ds. lotnictwa Wałerija Romanenki władze ukraińskie będą dążyły do wywierania stałej presji na rosyjskie lotniska.
– Strategia polega na tym, by lotniska te nie nadawały się do użytku – powiedział Romanenko, cytowany przez Kiyv Post. Według niego ukraińskie ataki mogą zmusić Rosję do przemieszczenia w pobliże dużych portów lotniczych znacznych środków obrony powietrznej.
Według portalu pod presją mogą znaleźć się również zagraniczni przewoźnicy. 72 proc. międzynarodowego lotniczego ruchu pasażerskiego w Rosji przypada na Turcję, Uzbekistan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Chiny i Egipt.
Rosyjskie władze podejmują próby rozwiania obaw linii lotniczych. Ministerstwo transportu Rosji powiadomiło w czwartek, że przekazało zagranicznym liniom dodatkowe wyjaśnienia na temat bezpieczeństwa lotnisk i przestrzeni powietrznej.
Rosyjski urząd lotnictwa cywilnego Rosawiacja zapewnił zaś, że rosyjska infrastruktura lotnicza działa normalnie mimo powtarzających się zakłóceń.
Strategicznym celem wyczerpanie rosyjskiej obrony
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział we wtorek kampanię blokowania rosyjskiej przestrzeni powietrznej.
„Dziś chcemy ostrzec każdą linię lotniczą korzystającą z rosyjskiej przestrzeni powietrznej, każdego ubezpieczyciela oraz wszystkich, którzy nadal korzystają z kluczowych rosyjskich lotnisk: rosyjskie niebo staje się całkowicie niebezpieczne. Ukraina nie zagraża lotnictwu cywilnemu jako takiemu – żadnemu cywilnemu samolotowi. Po prostu na rosyjskim niebie będzie tyle dronów, że trzeba to brać pod uwagę. Choć rosyjskie władze nie informują o tym w należyty sposób, rosyjska przestrzeń powietrzna będzie de facto zamykana: wojna rozpętana przez Rosję zamyka jej niebo” – napisał Zełenski w komunikatorze Telegram.
Dzień później Zełenski oznajmił, że jego kraj ma informacje, że pierwsze linie lotnicze zaczęły rezygnować z lotów na rosyjskie lotniska po ogłoszeniu zagrożenia dronowego w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej. Według niego taka decyzja jest „właściwą i całkowicie logiczną reakcją na istniejące fakty”.
Źródło PAP














