-
Komandor rezerwy Krzysztof Ligęza stwierdza, że Polska stoi przed trudnym okresem w związku z obroną Bałtyku, gdyż zanim nowe okręty zostaną wprowadzone, Marynarka Wojenna będzie opierać się na starszych jednostkach z lat 80.
-
Program Miecznik przewiduje budowę trzech nowoczesnych fregat dla Polski, z których pierwsza, ORP Wicher, ma wejść do służby w 2029 roku, a kolejne w latach 2030 i 2031.
-
Polska będzie narażona na zagrożenia związane z działaniami Rosji. Jednocześnie zanim do służby trafią nowe jednostki, regularnie maleją zdolności Marynarki Wojennej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
– Wprowadzamy trzy nowe jednostki pływające klasy fregata. Są jednymi z najnowocześniejszych wśród państw, które utrzymują jednostki tej klasy jednostki na Bałtyku – mówi Interii Krzysztof Ligęza, komandor rezerwy i kierownik Katedry Operacji Morskich na Akademii Marynarki Wojennej.
12 sierpnia z udziałem prezydenta i premiera odbył się chrzest ORP Wicher. To początek procesu wdrażania do Marynarki Wojennej RP zupełnie nowych okrętów, które przewyższają zdolnościami wszystko, co dotychczas służyło pod polską banderą. W ramach programu Miecznik za 15 miliardów złotych powstaną trzy okręty. ORP Wicher ma wejść do służby w 2029 roku, kolejne dwa – Burza i Huragan w 2030 i 2031.
W dniu chrztu pierwszej jednostki premier Donald Tusk oświadczył, że będziemy „morską potęgą”.
– Dla mnie to stwierdzenie na wyrost, bo jeżeli mówimy o potędze, to potęga musi mieć zrównoważone siły Marynarki Wojennej – podkreśla komandor Ligęza. Tłumaczy również, co jeszcze Polska powinna poprawić i dlaczego najbliższe lata będą wymagały wyjątkowej czujności naszego wojska i służb.
ORP Wicher a braki w Marynarce Wojennej
Głównym uzbrojeniem fregat będą dwie poczwórne wyrzutnie rakiet przeciwokrętowych NSM oraz cztery pionowe wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych CAMM, w których można zmieścić 128 pocisków. Do tego każdy Miecznik będzie miał zdolność wykrywania i atakowania okrętów podwodnych.
– Inwestujemy mocno w siły okrętowe i bez dwóch zdań ten komponent marynarki podnosi swoje zdolności. Ale trzeba pamiętać też o siłach lotniczych. Myślę o śmigłowcach, które będą elementem systemu walki tych fregat – wskazuje Komandor Ligęza.
Chodzi o śmigłowce pokładowe, które będą operować z hangaru na pokładzie fregaty. Są kluczowe chociażby w przypadku walki z okrętami podwodnymi. Wojsko rozpoczęło etap określania wymagań dla śmigłowców i rozpoznania rynku. Kontraktu na razie nie ma.

Komandor Ligęza podkreśla, że nie można też zapomnieć o rozwoju komponentu lądowego marynarki, czyli rozbudowie Morskiej Jednostki Rakietowej, która z brzegu może razić okręty przeciwnika.
Natomiast sprawa śmigłowców pokładowych jest pilna, bo w listopadzie 2025 nasza marynarka wycofała ostatnie maszyny tego typu, czyli śmigłowce Kaman SH-2G Super Seasprite. Te zaś stanowiły wyposażenie dwóch fregat, które obecnie służą Polsce. To dwie poamerykańskie fregaty klasy Oliver Hazard Perry. W USA weszły do służby w 1980 roku. Potem otrzymaliśmy je po wejściu do NATO.
Do dziś są głównym filarem bojowych możliwości Marynarki Wojennej i będą nim do czasu wdrożenia nowych fregat. Oznacza to, że Polska w zakresie bezpieczeństwa na Bałtyku wchodzi w okres przejściowy, który – jak zaznacza komandor Ligęza – będzie na pewno okresem trudnym.
Rosja na Bałtyku. Najbliższe lata trudne dla Polski
Polska wciąż jest narażona na niebezpieczeństwa związane z agresywną polityką Rosji. – Zagrożenie jest stałe, ale można powiedzieć, że rośnie, bo nasze zdolności maleją – mówi nam komandor, wskazując na wysłużone fregaty OHP.
– Trzeba pamiętać, że druga strona ma świadomość, jak się kształtują nasze zdolności. Niestety zakup i budowa okrętów dla marynarki trwają i trzeba się z tym liczyć – podkreśla Ligęza. „Trudny okres” czujności na Bałtyku potrwa co najmniej do 2029 roku, kiedy pierwszy okręt klasy Miecznik wejdzie do służby.
Zagrożenie jest stałe, ale można powiedzieć, że rośnie, bo nasze zdolności maleją
Obroną polskiego wybrzeża zajmują się nie tylko fregaty. Polska zadeklarowała zakup trzech okrętów podwodnych. To kolejny przykład, który oprócz zapowiedzi sukcesu, dobrze pokazuje jak zmalały nasze zdolności w ostatnich latach.
– W perspektywie ostatnich 10 lat znacznie ograniczyliśmy działania w środowisku podwodnym. Został nam jeden okręt podwodny – wskazuje komandor.
Chodzi o wysłużonego ORP Orzeł, który do służby wszedł w 1986 roku. Zanim powstaną nowe, polscy marynarze mają korzystać z pozyskanego czasowo ze Szwecji używanego okrętu.
Podsumowując lata zaniedbań w potencjale bojowym Marynarki Wojennej, zanim do służby trafią nowe jednostki, Polskę czeka trudny okres w obronie portów, szlaków morskich i infrastruktury krytycznej jak kable podmorskie, platformy wiertnicze i wiatrowe.
– Zmieniło się środowisko. Nie tylko Polska, ale wszystkie państwa w regionie Bałtyku mają problem – podsumowuje komandor Ligęza, wskazując na najbliższe lata.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
„W najbliższych tygodniach lub miesiącach”. Tusk ostrzega przed eskalacją
-
Sarema i Hiuma. Te nazwy rozpalają imperialną wyobraźnię Kremla na Bałtyku













