
-
Arktyka traci bariery i staje się podatna na inwazję obcych gatunków roślin.
-
Badania norweskich naukowców wskazują na ponad 2 tysiące potencjalnych nowych gatunków roślin w Arktyce.
-
Inwazyjne rośliny mogą wypierać lokalną florę i nieodwracalnie zmieniać ekosystemy Arktyki.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Współczesny świat sprzyja rozprzestrzenianiu się gatunków na nowych terenach i fragmentach świata, w tym gatunków inwazyjnych. Łatwiejszy transport, szybkie przemieszczanie się i ingerencja ludzi, wreszcie zmiana klimatu prowadzą do tego, że ekosystemy się tasują.
W wypadku Arktyki zmiana klimatu jest szczególnie ważna, gdyż powoduje, że znikają dotychczasowe bariery odgradzające okolice bieguna północnego od reszty świata.
Te bariery powodowały, że nie była dostępna dla gatunków nieprzystosowanych do tutejszych wymagań. To nie tylko niskie temperatury, mróz i śnieg, ale również specyficzne wymogi naturalne, np. krótszy okres wegetacji, długie dni latem i krótkie zimą albo w ogóle ich brak w czasie nocy polarnej. Teraz jednak zaczyna się to zmieniać.
Ponad 2 tysiące gatunków zagraża Arktyce
Naukowcy z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii opublikowali badania, z których wynika, że rośnie zagrożenie Arktyki inwazją obcych gatunków. Można je przeczytać w „Neo Biota”, gdzie badacze piszą o poważnym zagrożeniu.
„Wykorzystując bazę danych Global Naturalized Alien Flora (GloNAF), dane o występowaniu gatunków z Global Biodiversity Information Facility (GBIF) oraz dane klimatyczne z WorldClim, zidentyfikowaliśmy 2554 potencjalne nowe gatunki roślin naczyniowych o niszach klimatycznych pokrywających się z obecnymi arktycznymi prowincjami florystycznymi” – poinformowali badacze.
To znaczy, że przeszło 2 tys. gatunki roślin mogą w krótkim czasie rozrosnąć się w Arktyce i opanować ją jako nową niszę.
Norwegowie uważają, że wykryli sześć głównych potencjalnych punktów możliwych inwazji obcych gatunków roślin. To zwłaszcza zachodnia Alaska, południowo-zachodnia i południowo-wschodnia Grenlandia, północna Islandia, Fennoskandia (czyli Półwysep Skandynawski wraz z Finlandią i okolicami Murmańska) i Półwysep Kanin w północnej Rosji. Tu znajduje się największa liczba potencjalnych gatunków obcych.
„Gatunki o najszerszym rozmieszczeniu geograficznym mają większy potencjał rozwoju w klimacie arktycznym. Nasze odkrycia podkreślają potrzebę opracowania skutecznych środków zaradczych w regionach wysokiego ryzyka oraz zarządzania pojawiającymi się zagrożeniami inwazji w dynamicznie zmieniających się ekosystemach lądowych Arktyki” – już nie tylko donoszą, ale ostrzegają Norwegowie.

Przykładem takiej rośliny jest rutewka żółta, która naturalnie rośnie w Eurazji, ale poszerza zasięg na tereny podbiegunowe. Rozkwita tam w pełni i stanowi znakomity dowód na to, jak zmieniają się warunki klimatyczne w Arktyce na korzystne dla takich roślin.
Zmian w Arktyce nie da się zatrzymać
Intergovernmental Science-Policy Platform on Biodiversity and Ecosystem Services już teraz uznaje gatunki inwazyjne za jeden z głównych czynników utraty bioróżnorodności na świecie.
W Arktyce może być owa utrata szczególnie dotkliwa. Inwazyjne rośliny wypierają miejscowe gatunki, mogą zmieniać skład chemiczny gleby i zaburzać obieg składników odżywczych. Najczęściej to zmiany nieodwracalne i ostrzeżenie dla Arktyki jest właśnie tego rodzaju: może tu dojść do zmian, których już nie będziemy w stanie ani zatrzymać, ani odwrócić.
Zwłaszcza że Arktyka nie jest w pełni chroniona i podlega wielu zapasom o charakterze politycznym. A w wypadku rozprzestrzeniania się inwazyjnych gatunków roślin istotne jest wczesne ostrzeganie.














